Uwierz w potencjał (starych mebli oraz własny).


Wiara to ma różne oblicza. Można wierzyć w bóstwa, ale nie wierzyć w lepsze jutro. Można wierzyć, że w piątek jeszcze coś będzie z poniedziałkowej gazetki (w Lidlu już nigdy nic nie ma), a można też krzyknąć: 'nie wierzę!', kiedy Stary sam z siebie umyje podłogi. Nie do wiary jest wtedy, kiedy znajdujesz miejsce parkingowe przy wejściu do galerii handlowej (w tą sobotę przed niehandlową niedzielą). Najczęściej jednak jest: 'uwierzę, jak zobaczę' (na przykład po rozmowie rekrutacyjnej, na której obiecali Ci trzy dwieście na rękę).

'Nie myślisz trójwymiarowo', zwykł opieprzać Marty'ego McFly'a doktor Brown, kiedy ten nie mógł sobie wyobrazić, jak ma wrócić do alternatywnej rzeczywistości roku pięćdziesiątego piątego. Bo żeby zobaczyć coś, czego nie ma, musisz uruchomić wyobraźnię. Przypomnieć sobie, jak to było, kiedy za dzieciaka słuchałeś litewskich bajek dziadka i potem szukałeś tego groźnego koguta pod łóżkiem (to akurat moje trudne dzieciństwo). Kiedy chodzę po górze złomu, muszę myśleć więcej niż trójwymiarowo, muszę projektować w mojej głowie całe scenariusze i prowadzić ze sobą mocno schizofreniczne dialogi ('Ty, a jakby z tego zrobić podstawę lampy??', 'Do mnie Pani mówiła?'). Po prostu nie ma życia ze starociami, jeśli nie dostrzeżesz ukrytego w nich potencjału (czasami naprawdę głęboko, coś jakby kozaka do Bajkału wrzucić). To jest jak z tym rudym chłopakiem, z którego bekę kręciła cała Twoja podstawówka, a on teraz żyje w Los Angeles i wygląda zajebiście dobrze (pozdrawiam Cię, Michał, pamiętasz mnie??). To jest właśnie ten moment, w którym próbuję powiedzieć, że lepiej jednak przygarnąć kropka, niż potem płakać, że nie wygrało się żadnej nagrody.

Stare meble w swej oryginalnej postaci nie dla każdego są ostatnim bastionem designu, ale przerabianie ich okazało się tematem kontrowersyjnym. Wiele osób, broniąc zaciekle wnętrzarskiego dorobku okresu PRL, zbeształo tych, którzy powzięli pędzle i pomalowali to i owo. Głosy padały ostre, że to karygodne, że to tak samo jest, jakby sklepienie Kaplicy Sykstyńskiej zamalować żółtym sprejem z obi i jeszcze być z siebie dumnym. Nikt jednak nie spojrzał na proces ten od samego jego początku, czyli od śmietnika, starego strychu babki czy zawilgoconej piwnicy. Od trawnika, na którym owy wspaniały relikt zostawion był. Od ogłoszenia 'oddam stare komody do trzynastej, inaczej wylądują w piecu do pizzy'. Uratowane od ludzkiej zagłady, zdobią dziś wiele mieszkań, a postać przyjęły taką, jaki potencjał dostrzegł w nich wspaniałomyślny właściciel. I jak bardzo uwierzył we własne siły.



Moją komodę z PRL- u dobrze znacie, bo stoi u mnie całe wieki, w dodatku w niezmienionej postaci. Pewnego nudnego wieczoru i ja również uwierzyłam w potencjał jej oraz swój (twórczy) i postanowiłam, że ją nieco odświeżę. Bo stara komoda też zasługuje na nowe życie, tym bardziej, że przechowuję w niej całe moje domowe biuro, a kto to wie, może nowy wygląd przyniesie i nowe zarobki (ta). Bo stara komoda nie musi też nadal wyglądać peerelowsko. Może być unowocześniona, może być na bogato, może być elegancko, boho i w ogóle. Niedużym nakładem pracy możesz mieć nawet mebel jak z sypialni Sally Spectry- hulaj dusza, wnętrzarskiego piekła nie ma.

Wszystko tak naprawdę zaczęło się w dniu, kiedy ta tapeta Rasch Textil wpadła w moje ręce. Czy ja widziałam kiedy ładniejszą tapetę? Tapety Cole&Son, a nawet tapety Boras Tapeter tak mnie nie ujęły, jak te różowe palmowe liście. Coś pięk-ne-go. Chcę wykleić nią całe moje życie, Starego skrzynkę na gwoździe, a nawet pudełka po butach. Tropikalny front odszedł z naszego kraju na zawsze, ale nie u mnie. Nie z mojej komody.




Widzicie ten błysk? Te kolory? Niech stary mebel zalśni nowym światłem! Dokupiłam dwie gałki w Zarze Home w jakże luksusowym marmurze i jakieś trzy godziny później głaskałam już fronty w zupełnie nowej odsłonie. Tapeta to jest najszybszy i najbardziej spektakularny sposób na odświeżenie looku mebla sprzed wielu dekad, satysfakcja gwarantowana. I zaprawdę przestrzegam Was- zgarniajcie te szafki spod śmietników, kupujcie je w od ludzi za bezcen, znoście do domów i szukajcie potencjału. Bo potem będzie jak z Michałem.













Moja tapeta to tapeta Rasch Textil z dżunglowej kolekcji Abaca (są też inne kolory, uhh). 

Co powiecie na nową odsłonę starej komody? 
Też ratujecie takie okazy, czy jesteście przeciwnikami ingerencji w oryginały?

Do następnego! 

Wpis powstał we współpracy ze sklepem Tapetujemy.pl, który oferuje miliony tapet z całego chyba świata i jeszcze klej daje w gratisie.

Share:

14 komentarze

  1. Bardzo (bardzo) zacna metamorfoza! Ja osobiście uwielbiam tapety na meblach! Mam już 3 raz oklejane i jak się znowu jakąś zachwyce to wiadomo 😌 🤣 (meble znów pójdą pod klej)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja to nie wiem, czy lepiej piszesz, robisz zdjęcia czy metamorfozy o:O
    MEGA!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, o matko ile mam talentów hehe, dziękuję bardzo!

      Usuń
  3. Poczułam się zapłodniona twórczo.Rozglądam się za miejscem,gdzie urodzi się pomysł.:)Ewa

    OdpowiedzUsuń
  4. Prawdziwa metamorfoza - mebel zmienił swoje peerelowskie oblicze na wersję eksklusive. Jest naprawdę ładny.
    Bardzo lubię ten blog za poczucie humoru autorki,autoironię, zmysł obserwacyjny, sympatyczny, chociaż często krytyczny, osąd naszej rzeczywistości, pomysłowość i miłość do ,,staroci" wszelkiego autoramentu.
    Pozdrawiam, życząc niekończącej się eksplozji pomysłów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Naprawdę wyszło super, tapeta bezbłędna idealnie pasuje, a tekst no cóż,już wielokrotnie pisałam uwielbiam twój język. Inaros

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam Cię: świetnie piszesz, robisz piękne zdjęcia, Twoje wnętrza wymiatają. A no i okazało się (na insta), że masz cudowny głos. Ucałowania dla psinki.

    OdpowiedzUsuń