Za wszystkie meble, które kochałam.


To miał być wpis, który traktowałby lekko o moich nowych nabytkach, czyli w sumie jak zawsze. A tymczasem, borem lasem, zwyczajny przegląd zdjęć z zewnętrznego dysku przerodził się w coś na kształt sentymentalnej inwentaryzacji domowej, a nawet, powiedziałabym, że w traktat o antropologii grzebania. I nie, nie są to zdjęcia z naszego prywatnego folderu, okraszonego nic nie mówiącym symbolem X.

To jest jak w tych amerykańskich filmach, gdzie głównej bohaterce zacina się życie, w związku z czym z rozrzewnieniem ogląda swój album z collage'u, ten z bocznymi profilowymi w tekturowych czapkach z frędzlem, przy okazji wspominając kolegów, którzy do niej zarywali, ale ona wybrała króla futbolu oraz stołówki i teraz żałuje, bo on, jak na sportowca przystało, nieco wolniej myśli. Albo w tych filmach, gdzie koreańskie dziewczyny piszą listy do swoich oblubieńców, gdyż nie wiedzą, co począć ze swoim uczuciem i właśnie dlatego zawczasu adresują też koperty, żeby ktoś wysłał je za nie. I nawet koreańskie smoothie im nie pomaga, tylko ciągle wracają do tych starych listów z pudełka po butach. No, to ja tak właśnie mniej więcej wyglądałam, gdy przeglądałam zdjęcia z całego dwutysięcznego osiemnastego roku ze wszystkimi meblami, które przewinęły się przez moje mieszkanie. Damn, dobrze, że to jednak nie byli koledzy.

Bo trochę tego było. Powiecie pewnie, że to się leczy. No ba, wszystko da się leczyć, wszak lekarze umarliby z głodu, gdyby mieli leczyć wyłącznie ludzi potrzebujących leczenia (psychologowie też by umarli, więc czasem daję im zarobić). Odkryłam w sobie nową zajawkę, która polega na znajdowaniu tanio i odsprzedawaniu drogo. Zwęszyłam w tym trochę pieniądza i zostałam rekinem śmietnikowego biznesu. Czekam tylko, kiedy Forbes zrobi w końcu jakiś ranking dla mnie, bankowo będę przodować w zestawieniu. Niejeden powie, że jako kobieta bezdzietna chyba też nudzę się generalnie w życiu. No cóż.... to prawda. Pociąg do złomu mam silniejszy niż instynkt macierzyński. Grudzień nastroił mnie ckliwie, więc zaczęłam oglądać i wspominać, co też wnętrzarsko wyrabiałam na tych moich biednych dwóch pokojach, które dostały prawdziwy stylistyczny łomot.





Kuchnia to dobry plac zabaw, chociaż szaleję aż z jednym kątem. Była półka z rurek, potem była wielka szpitalna szafa, która niektórych przerażała, a niektórych wkurwiała, że oni takiej nie mają, by na koniec stworzyć kredens z puszkami. W dwóch wersjach kolorystycznych, a co, kto posiadaczowi aplikacji olx w telefonie zabroni. Ostatecznie witrynki sosnowe i szpitalną sprzedałam za dobry pieniądz, za który nakupowałam sobie krewetek i porządnych kremów na suche pięty, takich z super pharmu. No, a dzisiaj stoi szafka od kompletu meblowego 'Paulinka', więc, no, sami rozumiecie, musiała być moja.









Stolik kawowy, spiritus movens wszystkich roszad w livingu. Czy idealny istnieje? Przetestowałam ich miliony! Ale wiecie, jak to jest- na początku wydaje się, że to miłość, a potem okazuje się, że wcale nie ma między nami chemii. Jak w życiu, tylko tutaj mogę zrobić mu szybszy wypad i nie muszę dezynfekować deski od wuce. Było już wszystko: skrzynie, kufry, stoliki metalowe, drewniane, stare i nowe ławki, szpule. Raz nawet kupiłam stoliko- tacę w Ikei, żeby nie było, że wszystko mam stare i stęchłe. Też się w sobie nie zakochaliśmy, chociaż ostatecznie nie mogę nic złego o nim powiedzieć. A dzisiaj historia zatoczyła (o)błędne koło i wróciłam do palety, czyli do mojego pierwszego stolika ever. Tylko tym razem znalazłam w końcu odpowiednio wielkie, industrialne koła.













I wreszcie stół w jadalni ('jadalni'- ona też wędruje razem ze stołami po całym domu. Stół jadalniany to jest mebel, który najczęściej zmieniam pod wpływem Pinterestu. Raz chcę okrągły, raz rustykalny, raz stary, raz nowy. To pociąga za sobą szereg innych roszad, bo zwykle duże cholerstwo i jeszcze ważne jest tło za nim. Nabyłam wiejski stół drewniany, który wydawał mi się najpiękniejszym, jaki widziała moja kuchnia, dopóki przestałam lubić jeść na jej środku. Wymiary były kłopotliwe dla innych miejsc, więc ostatecznie go sprzedałam, żeby zrobić stół ze szpuli. Kurczę, trochę za nim tęsknię, bo był naprawdę boski. Kupiłam górę od szpuli, wyszlifowałam ją i zaimpregnowałam, zaś noga była podstawą od stolika jak z knajpy, czyli od jego poprzednika. Uff, ostatecznie skończyłam z rozkładanym stołem z lat 70- tych na wysoki połysk.





Gdyby te wszystkie meble były chłopcami, Nicki Minaj miałaby materiał na całą następną płytę. Jane Austen by się nie powstydziła takich historii opisywać. To jednak tylko meble, graty i starocie, ale i tak wszystkie je kochałam.

To them! (wznosi toast).
I tak sobie myślę, że chyba czas na zmianę kanapy. 

Do następnego :-))

Share:

13 komentarze

  1. Hej, a gdzie można kupić, których się pozbywasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprzedaję lokalnie, na terenie Gdańska najczęściej.

      Usuń
  2. Hmmm... Ja nie mam szczęścia na Olx, nie mam co sprzedawać, zmieniać, bo obecnie tak jakby nie mam swojego domu... :( ale przynajmniej mogę sobie popatrzyć, jak pięknie tam u Ciebie sie dzieje :)

    Ps: co by byla jasność: nie jestem bezdomna, ale chciałam być dobra i skazałam się na mieszkanie z dziadkami - wolami nic nie ruszysz!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze się naprzestawiasz i nazmieniasz, zobaczysz! A teraz doceniaj dziadków, ja już swoich dawno nie mam :-((

      Usuń
  3. No właśnie! Podbijam pytanie :) a taka przestrzeń zmienna to coś co bardzo inspiruje :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ej, dej namiar na swojego olx-a, też bym co okupiła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś z GDA? Bo ja tylko sprzedaję z odbiorem osobistym, nie wysyłam.

      Usuń
  5. ...ja jestem z Gdyni, kiedyś upatrzyłam sobie Twoje ogłoszenia na olx, ale mi przepadły i teraz nie mogę znaleźć, a z chęcią coś odkupię :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! A co to było? Aktualnie się wyprzedałam, ale może dam znać, jak znowu nazbieram rzeczy

      Usuń
  6. narty na przykład i trochę innych rzeczy. Podoba mi się wiele rzeczy w Twoim mieszkaniu, mamy podobny gust, więc nieraz sobie myślę, że może będziesz to odsprzedawać :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, hehe, to może dam znać przy następnej wyprzedaży :-)

      Usuń
  7. poproszę :))

    OdpowiedzUsuń