Święta w stylu urban jungle oraz inne problemy.

 
Obchodzenie świąt za dzieciaka miało wymiar taki bezbolesny. Taki prosty. Robiłeś, jadłeś i dekorowałeś zwykle tak, jak ci matka kazała, nie dywagując przy tym zwykle i nie dyskutując. Tradycja to tradycja, a pierogi to pierogi. Nawet Edzia Górniak śpiewała wtedy zupełnie na luzie, że świąteczny karp już pływa w wannie. Problemy zaczęły się potem.

Cholera, mam wrażenie, że moje pokolenie (ze mną włącznie), jakoś nie potrafi już w tradycję. Niektórzy jeszcze poświęcają się i cierpią trzy dni, objadając się tym, czym by się zwykle nie objadali, ale niektórzy idą w twardy bojkot. Moje pokolenie to pokolenie kwestionujące zasady. Weganie, ateiści, zero waste'owcy. Mój dziadek bez większego zastanowienia puknąłby karpia w łeb, ale dzisiejsza świadomość odnośnie męczarni tych ryb w dużych marketach jest już na tyle duża, że karp coraz rzadziej ląduje w domowej galarecie. To samo tyczy się szopek, pasterek, wiary. Stosunku do kościoła po ostatnim seansie w kinie i po lekturze prasy. Wycinki choinek. Global warming. Przemyślanego wystroju wnętrza, do którego nie pasują już anielskie włosy i pulsujące multikolorowe lampki. Glutenu i laktozy. Jajek nie od wolnej kury. Współczesny krok w stronę tradycji stawiany jest wyjątkowo ostrożnie. Nasz nowy hymn odśpiewała Kayah- 'po co, po co, po co'. Czy z tym wszystkim w głowie da się jeszcze w ogóle urządzić jakieś święta?

Z roku na rok moje święta coraz bardziej różnią się od tych z dzieciństwa. Niektórzy śmieją się ze świątecznego menu a'la pokolenie Y- krem z buraka i majonez z wody po cieciorce to przecież nie są TE święta. Wigilijna konwencja w wielu domach przestała mieć po prostu miejsce. Jest jednak z tego wyjście, bo święta stały się też częścią tradycji świeckiej. To czas odpoczynku, moment dla rodziny i przyjaciół. To czasem po prostu zwyczajnie wole dni, dni samotne i melancholijne, bez większej filozofii. To też wakacje pod palmami. Jak dobrze, że w dzisiejszym świecie można je już obchodzić po swojemu. Z kolędami w tle lub bez.

DEKORACJA W STYLU URBAN JUNGLE


Z tym dekorem to w tym roku mam problem. Długo byłam przekonana, że moim świątecznym wystrojem będą świeczki. Wyjątkowo mi się nic nie podoba, te mikołaje, bałwanki, jeeez. Jakoś ciężko ożenić urban jungle ze świętym Józefem. Moim wybawieniem okazał się nowy numer magazynu 'Czas na wnętrze', gdzie wypatrzyłam klatkę z bombkami. Znalazłam bardzo podobną na olx za dwie dychy, wybebeszyłam z wewnętrznego plastiku po zmarłej papudze i dokupiłam haftowane w pawie pióra bombki w Tigerze (bardzo w stylu Matthew Williamsona). Klatka miała być malowana na czarno i wisieć nad stołem, ale ostatecznie spodobała mi się złota i dynda nad kanapą. I najfajniejsze jest w niej to, że potem wymienię tylko bombki na więcej papug i może wisieć dalej!






CHOINKA


Już kolejny sezon nie stawiam choinki. Wynika to chyba z faktu, że bardzo nie lubię sezonowości oraz niczego wyrzucać- choinka należy do takich rzeczy. Wolę znalezione na spacerze gałązki albo przyozdobione badyle. Tym razem umieściłam je w metalowych puszkach, do których włożyłam szklanki z wodą. Jak na moje potrzeby zupełnie wystarcza.



NASTROJOWE ŚWIATŁO


Choinka ma ten plus, że daje super klimat, dlatego musiałam coś wykombinować w temacie nastroju. Wczoraj, jakby przywołany moimi myślami, zadzwonił do mnie Wujek Samo Zło(m), że ma sporo starych wieszaków (kiedyś szukałam do przedpokoju i prosiłam o kontakt, gdyby takie miał). Ruszyliśmy więc na oględziny i wróciliśmy z żeliwnym zardzewiałym stojakiem na ubrania, na którym zawiesiłam lampki z Ikei.


CO Z TYM JEDZENIEM


To tak a propos tego kremu z buraka. Ja naprawdę nie jem glutenu i laktozy, i nie z fanaberii! Czy trzy dni świąt warte są poświęceń w postaci tradycyjnego menu? Moim zdaniem nie, dlatego przygotuję część dań w takiej wersji, która mnie nie zabije. Z tym jedzeniem to od zawsze mam w sumie problem, siedzenie za stołem i żarcie ciężkich mięs nigdy nie należało do rozrywki mojego gatunku, także w tym temacie aż tak się nie odkleję.



Jak to będzie u Was? Jakie macie podejście i świąteczne plany?

Do następnego :-)

Tags:

Share:

10 komentarze

  1. Jak pisałam pod poprzednim wpisem: u nas będzie bardzo rodzinnie, a do tego - ze względu na Dziadków - bliżej tradycji. Staram się jednak hamować hurtowe zakupy i inne "typowo świąteczne" szaleństwa. Powtarzam im, że nie to najważniejsze, co na stole czy pod choinką, tylko to, kto i w jakich nastrojach zbierze się wokół. To najlepszego na te Święta ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe... jakbym czytała o sobie. Wczoraj ukręciłam majonez z wody po cieciorce. Dziś będę robić boczniaki udające śledzie. Bezglutenowe uszka i pierogi spędzają mi sen z powiek po zeszłorocznej udręce. A na pasterce nie byłam od lat. Zakupy w duchu zero waste to też wyzwanie przed świętami. Jednak nie jestem tak optymistyczna jak Ty w ocenie naszego pokolenia. Nie znam w swoim otoczeniu chyba nikogo, kto choćby ogranicza ilość opakowań plastikowych, żadnych wegan, nawet teściowa, która po operacji unikała glutenu i nabiału znów do nich wróciła 😭 ciężki jest los odmieńca 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano ciężki, nie dość, że z krytyką trzeba się mierzyć, to jeszcze z uszkami bez glutenu! :-D

      Usuń
  3. Super pomysł z tą klatką. A z pawimi oczkami to w trendzie jesteś, wiesz?-;)) Czytałam właśnie w elle deco UK, ze pawie pióra...itp. pewnie dlatego tiger je ma...-;))

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie wigilia wege w okrojonym składzie, choinka w doniczce, po świętach zasili ogród. Uwielbiam domy otoczone świerkami.
    Przypomniały mi się puszki z mojego dzieciństwa. Idealne miejsce na choinkę. A świecznik masz boski.

    OdpowiedzUsuń
  5. Śliczne ozdoby - bardzo mi się podobają!

    OdpowiedzUsuń