Dlaczego współczesne samochody są takie smętne?


Styczeń to nie jest tylko masowe pobieranie endomondo. To nie osiedlowy pogrzeb łysych choinek. To nawet nie jest ostatnie dojadanie sałatki majonezowej ani nawet nie miejsce na naprawianie rodzinnych relacji po świętach ('Dobra, to my już pójdziemy', 'Jak chcecie'). Styczeń wyprzedażą roczników stoi.

Może nie znaliście mnie od tej strony, ale jako szanująca się dama po prostu wiele sekretów zostawiam na później. Otóż, dzieci drogie, uwielbiam samochody. Tvn turbo wciągam jak Ramonesi kreski. Znam wiele motoryzacyjnych anegdotek, którymi zawsze mogę sypnąć w męskim towarzystwie, a oni od razu darzą mnie odpowiednim respektem. Wiem nawet, że jak z Nysy nie kapie olej, to po prostu znaczy, że się skończył. Styczeń 2019 miał być epokową wyprzedażą roczników, bowiem mieliśmy sobie sprawić w końcu własne auto.

Od bardzo (bardzo bardzo) długiego czasu wozimy się po mieście najlepszym samochodem klasy S. Służbowym. Tak się złożyło, że Stary uprawia zawód z autem w pakiecie, co, przez wzgląd na koszty utrzymania i ceny paliwa, jest zawsze na rękę. Doszliśmy jednak do takiego punktu w budżecie (a może to moje śmietnikowe znaleziska go uratowały? Nigdy się tego nie dowiem), że zaczęliśmy rozważać zakup swojej osobistej fury. A miało się to stać roku Pańskiego 2019. Naładowani optymistycznymi postami by Ann i zaopatrzeni w ewentualnych żyrantów, wybraliśmy się zatem niczym Iggy Pop na tygodniowe tournee po Trójmieście (tylko bez walenia cracku). I oto nastąpiła sromotna klęska, tudzież czarna dupa. I to dosłownie.


Moje socjologiczne cztery oczy nigdy nie śpią, więc zaczęłam po drodze pisać w swojej głowie rozprawkę (dzisiaj to się chyba nazywa podcast) pod tytułem: co jest do cholery z dzisiejszą motoryzacją. Dlaczego wszyscy sprzedawcy w salonach sypią mi taki węgiel przed oczy, nazywając to 'współczesną elegancją'? Dobra, wiem, że mój budżet to nie są nawet trzy marynarki Elvisa, ale no zawsze to jednak coś! Wiem, że parking pod Ikeą nie jest gumowy, ale dlaczego wszystkie auta wyglądają tak samo? Japońskich to już nie byłam w stanie od siebie odróżnić. Pomyślałam nawet przez chwilę, że współczesne samochody są jak moi koledzy z byłego osiedla- małe napompowane bułki z wajchą w automacie. Po kilku dniach porzuciliśmy salony, kryzys zaś nadszedł, kiedy jeden sprzedawca uznał ciemny granat za 'kolor jakże awangardowy'. Wat?? Człowieku, chyba nigdy nie byłeś w żadnym porządnym szmateksie. No dobra, może samochody nie są tworzone po to, by ich widok miał zapewniać jakieś orgazmy, no ale żeby tak całkiem nic? Przecież my dopiero jesteśmy osiem lat po ślubie.


Gdzie się podziały te mroźne turkusy, te róże, te kanarkowe żółcie i te chromy! Odeszły razem z prywatkami Połomskiego. Nigdy już nie uwierzę żadnemu pijanemu kolesiowi, który znowu rzuci tekstem, że uwielbia kochać się na masce swojego samochodu przy blasku księżyca. Gdzie? Na Yarisie? Cholera, kiedyś auto było jak część stylu życia. Musiało pasować do spodni. A dzisiaj? Ciemnobrązowe szwy są takim szaleństwem, aż dealerzy mają wypieki, czy to się w ogóle sprzeda ('Jezu, Bogdan, a jak to nie pójdzie? CO, JAK TO NIE PÓJDZIE!'). Pal licho te Cadillaki i Pontiaki, ale nawet te Mazdy i Toyoty z lat 80-tych, sportowe jak zimowy look Księżnej Diany. Może i urodę niektórych można uznać za kontrowersyjną, ale przyznajcie sami, że chociaż szło je odróżnić. Teraz odróżnisz tylko Multiplę. Zastanawiam się, jakie auto mogłoby być częścią mojego lajfstajlu. Do głowy przychodzi mi tylko DeLorean.


Mogłabym mieć wnętrze na przykład takie:


Ale po co, przecież mogę mieć takie:


Czarny, czarny z szarym lub szary z czarnym. A, no i jeszcze sam szary. Tyle czasu spędzamy w dużych miastach w samochodach, dosłownie czasem nie da się bez nich żyć. Nie ma jednak co liczyć na kolorowe wstawki, nie ma co liczyć na szalony lakier, girl come on, to nie jest salon NeoNail. Swoje mieszkania urządzamy w eklektyczny i świadomy sposób, ubieramy się tak, by wyrazić siebie. A auto? W którym miejscu motoryzacja zaczęła cierpieć na chroniczną depresję, bardzo chciałabym wiedzieć, może udałoby mi się cofnąć moim wyimaginowanym DeLoreanem do tego dnia, potrząsnąć kim trzeba i krzyknąć do ucha: nie rób tego! Równie dobrze Ikea mogłaby wypuścić jakiś składany samochód, taki do samodzielnego montażu, jedyne tysiąc trzysta czterdzieści pięć kartonów w magazynie zewnętrznym. A może przynajmniej chociaż jeden byłby kolorowy? Rozumiem, że Buick palił jak smok i był za szeroki, ale przy dzisiejszej technice wszelkie techniczno- blacharsko- ekologiczne parametry są przecież do ogarnięcia. Czemu porzucono kolor, indywidualny rys i szalone paski po bokach? Gdzie te welurowe kanapy z tyłu! Do dupy takie samochody. Nuda. Wybieram tramwaj, przynajmniej ma czerwone popowe siedzenia.




Ugrzęźliśmy więc na otomoto i tym podobnych w nadziei, że trafimy na coś, co nie będzie toną szpachli, a remont nie będzie kosztował więcej niż moja nerka. Marzy mi się jakiś oldschoolowy szał, ale nie chcę też wydzielać kolejnych czarnych oparów do stratosfery. Czemu to nie może iść jakoś w parze, że super design, extra kolor i elektryczny silnik? Krwisty styl i współczesne technologie? Mamy na tacy albo nijaki szajs, albo napaść na muzeum Eltona Johna. Bóg stworzył welurową tapicerkę w kolorze mango, a potem zgubił gdzieś przepis i oto mamy te szare siateczki pod tyłkiem, pragmatycznie wentylujące opary niedzielnego kapuśniaku. Praktyczność do bólu kąpie się w plugawej czerni. Nie o taką motoryzację walczylyśmy.

źródło zdjęć: pinterest 

Do następnego!

Share:

12 komentarze

  1. Polecam Fiata 500 lub Mini lub Opel Adam...wszystkie małe,no ale nie...i Mini i 500 dostępne są też w wersji biggy...można pobajerowac z kolorami...echo i chromy też mają :D pozdrawiam Ania Kostka

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się podobają bardzo takie klasyki. Dla mnie to niebo na... drogach :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Klinika Bieli12.01.2019, 15:07

    Mi się marzy Mustang😊 w czarnym albo czerwonym kolorze, a w środku soczyste fiolety z musztardowymi przeszyciami😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, Ty i te Twoje kolorystyczne łakocie! <3 Ja bym brała wszystkie auta z Death Proof

      Usuń
  4. O, Stara! Po tym wpisie pokochałam Cię jeszcze bardziej! Blachary łączcie się! ;D I tak bardzo rozumiem ten ból i te dylematy. Dla mnie nowy samochód zaczyna się od 1995 :D Najnowszy jaki mamy z mężem to 92 rocznik. Jednakże mam to szczęście, że małżonek mój zajmuje się renowacją starych samochodów, więc łatwiej nam znaleźć coś, co nie rozpadnie się w drodze do domu (no, zazwyczaj się to udaje). Trzymam kciuki za znalezienie czegoś godnego uwagi! Pochwal się potem koniecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, o jak Ci dobrze! Chyba wszystkie szroty byłyby moje :-D

      Usuń
  5. No nie można mieć wszystkiego ;) My też niedawno poczyniliśmy zakup fury - zgodziliśmy się na klasyczną czerń we środku i srebro na zewnątrz, bo jak raz zobaczyłam sraczkowato-musztardową tapicerkę, to machnęłam ręką na 'ekstrawaganckie' wykończenie :| Nie te czasy... Powodzenia zatem. Pa!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie w tym roku też czeka zakup samochodu , nie wiem jak się za to zabrać, sama na pewno nie zdecyduję, bo się po prostu na tym nie znam :D Mam nadzieję, że mi ktoś w tym pomoże.

    OdpowiedzUsuń