W mych żyłach płynie korozja.


Coś w końcu musi zastępować tą witaminę B, którą ciągle muszę suplementować. Z nieznanych mi bliżej powodów czuję w sobie ogrom uczuć do blachy, rdzy i metalu- i wcale nie musi być to dzieło produkcji japońskiej. Ciężkie żeliwo, przeżarte przez czas niczym dziecięce zęby przez Kinder Niespodziankę- oto, co mnie w życiu ekscytuje.

Czy jest to efekt kilku ładnych lat spędzonych w mieszkaniu przy ciepłowniczym węźle, a może to, że w poprzednim życiu plądrowałam stare garaże w poszukiwaniu niemieckich części do mojej emzety- nigdy się tego nie dowiem. Niewytłumaczalną jest ta przygoda w moim życiu, kiedy zamiast na kosmetyczkę ostatnie pieniądze oddaję bezzębnemu Zdziśkowi, który dorabia na emeryturze posadą ciecia na złomie. Widok, który normalnych ludzi odstręcza i każe im szukać zakładów utylizacji albo chociaż solidnego piaskowania, u mnie działa jak naturalny inhibitor serotoniny, adrenaliny i estrogenu w jednym. Jedna szafka ze złomu i dziękuję mojemu terapeucie za bezowocną współpracę. Stare blaszaki i zardzewiałe puszki to nawilżające krople dla moich czterech oczu. To równoważnik dla mej wiecznie umęczonej duszy.

Zbieram, szukam i wygrzebuję, bo w sercu wciąż najbardziej gra mi industrial. Mój ulubiony styl to wnętrze garażu mojego mechanika- co rusz go pytam, czy te kanki po oleju silnikowym są w końcu na sprzedaż czy nie. Jakieś stare dechy, wymiętolone sklejki i heavy metal- aż przykro przyznać, że w dzieciństwie słuchałam głównie Hansonów. Może moim wymarzonym partnerem jest jednak emerytowany Terminator- lubię czuć pod palcami chropowate powierzchnie. Żebyście wiedzieli, jak mnie gnębi to moje współczesne blokowisko i te gładkie parapety. Najchętniej zamieniłabym się na coś w bardziej w skorodowanym stylu, ale zawsze sobie przypominam, że Orunia Dolna to jednak nie są lofty na Brooklynie.

Zaczęło się tak niewinnie, a skończyło na tym, że nie mam już oporów przed niczym. Nie mam też zbyt dużej konkurencji na tym polu- wszystkie moje upatrzone cele leżą pod śniegiem i błotem tygodniami, wiele z nich ostatecznie biorę naprawdę za grosze. Są też takie egzemplarze, które mogą zostać przez niektórych nieco niezrozumiane- oto poniósł mnie blaszany melanż. Na niektóre też Stary się nie godzi, porównując moje niecodzienne pasje do tego, co na pewno po pracy uskutecznia Freddy Krueger ('To jest film z listopada, a Ty kiedy się urodziłaś, hę??'). Jeszcze w styczniu byłam skłonna wstawić do livingu stare metalowe łóżeczko dziecięce, które oczyma mojej grząskiej wyobraźni widziałam jako niewinny stojak na kwiaty. Stary natomiast osobliwie wzdrygnął się na tą myśl, wzrok miał jakiś nieobecny przez chwilę, przypomniały mu się jakby jakieś rzeczy, nie wiem, może z dzieciństwa w klasztorze czy katechetka z podstawówki, no i kategorycznie zakazał pod groźbą półrocznego odcięcia mi wifi. Na całe szczęście ktoś je jednak przygarnął, ktoś bez przedszkolnych traum, a ja skończyłam tylko z niepozornymi szafkami z jakiegoś starego szpitala dla wykolejeńców, narkomanów i nieudaczników.













Do następnego :-)

Tags:

Share:

12 komentarze

  1. Widziałam jak się myła ta szafka i sobie myślę kocham ją😍 niestety... Mój stary godzi się na wszystko ale ze zlomem wywaliłby mnie z chaty na zbity pysk 😂😂😂 siedzialabym pod mostem z zardzewiakami... Jak żyć?

    OdpowiedzUsuń
  2. Babo uwielbiam Cię! Micha mi się cieszy jak Cię czytam 😍

    OdpowiedzUsuń
  3. O boże co za genialny tekst. Tak samo jak twoje łupy! Zazdroszczę

    OdpowiedzUsuń
  4. Klinika Bieli27.01.2019, 09:12

    Droga blachara z osiedla😁 Wszystko zacnie zardzewiałe, wszystko mega, wszystkie wszystko 😁😉

    OdpowiedzUsuń
  5. Przysięgłabym, że ta malutka, biała szafeczka uśmiechnęła się do mnie szczerząc cudownie rdzawe ząbki;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, Ada, za dużo horrorów o sierocińcach!
      <3

      Usuń
  6. O rzesz, jak ja się zgadzam, urabiam właśnie męża na troche rdzy w mieszkaniu, ale idzie opornie, bo zacytuję "nie bede mieszkał w garażu" Ale jak się baba uprze to nikt nie da rady Trzymaj kciuki Pozdrawiam i zazdroszcze jak zwykle Agnieszka

    OdpowiedzUsuń