Bezsensowne rzeczy, które ze mną zostały, a ja udaję, że tak miało być.


Nie jestem dobra w kupowaniu. Wyspecjalizowałam się w znajdowaniu, co jeszcze tylko podkopało wszelkie moje kwalifikacje jako porządnego konsumenta. Jestem z tych, którzy stalkują ludzi na Instagramie, pytając o wszystko- od szminki, przez skarpety, po wolnoopadające deski sedesowe, i którym trzeba odpisywać: 'Oznaczone ;-)'.

Spokojnie mogę się utożsamić z bohaterem filmu 'Kamper', który w końcowej scenie stoi sam w mieszkaniu i pyta, gdzie się kupuje kołdrę. Tak, to na mnie wzorowana postać. W liceum zagadywałam laski, czemu im się tak twarze mienią i od czego albo gdzie kupiły takie klawe jeansy, czego mi oczywiście nie zdradzały, bowiem takie same ciuchy w szkole to największa siara. Pamiętam, jak na studiach moja współlokatorka zrobiła sobie na obiad kawałki smażonego kurczaka w curry. Stałam wpatrzona w tą patelnię i analizowałam, skąd się bierze takie mięso. Gdzie ja mam po to pójść? Pocieszam się, że była starsza.

Moja mama jest królową zakupów- gdyby wrócił na antenę program 'Shopping queen', musieliby ją wziąć do jury (niestety za duży skill na uczestnika), a może nawet wygryzłaby Sarę Boruc jako prowadzącą (chociaż tutaj akurat mam wątpliwości- mogłaby nazbyt szczerze oceniać ostateczne outfity). Kiedy do mnie przychodzi, zabieram jej wszystko, co ma w torbie. Mam wrażenie, że nie nadążam z tymi centrami handlowymi, promocjami, dwupakami w cenie jednopaka i handlowymi niedzielami. W swoim zakupowym nieogarze zdarza mi się też pytać ludzi na ulicy o buty. Czy to efekt dorastania w małym mieście, gdzie pani w bieliźniarskim zamiast legginsów podawała mi kalesony, czy może wrodzone lenistwo, pieszczotliwie nazywane przeze mnie slow lifem- nigdy się tego nie dowiem.

I dlatego co rusz kupuję coś bez sensu. Każdemu się to zdarza, oczywista oczywistość & fakt autentyczny, ale mimo wszystko dla mnie, czyli osoby kupującej raczej niewiele, jest to jakoś wybitnie rozczarowujące. Bo oto mam trochę grosza na ekstra rozpierdol, po czym uskuteczniam najbardziej gamoniowaty shopping ever: kupuję niewygodne buty, czajniki za dwie stówy, które przeciekają po miesiącu oraz podkłady, które w seforze działały jak filtr z insta, a w domu są jakieś trzy tony za ciemne, co jednak nie czyni ze mnie J.Lo. Zła potem jestem i odsprzedaję za pół ceny, choć to i tak pół biedy, bo najczęściej rozdaję rodzinie, która nie kryje wówczas swej uciechy z mojej nielotnej konsumpcyjnej inteligencji.

Niby już to wiem, niby staram się coraz lepiej poznać zawiłości mojego mózgu, a znowu jestem w posiadaniu rzeczy, które kupiłam bez sensu. Oszczędzę Wam tych czajników, butów i podkładów, co to je rozdałam, a skupię się na obiektach, do których mogę krzyknąć jak Agustin Egurrola do tancerza 'You Can Dance': 'ZOSTAJESZ Z NAMI!!!'.

NARĘCZA PUSZEK BEZ PRZYKRYWEK


To tylko połowa mojej kolekcji, a może i jedna trzecia. Te puszki są u mnie wszędzie jak ziemiórki. Większość kupiona na złomie po jakieś dziesięć- dwadzieścia złotych sztuka, a jeszcze dla funu dokupiłam kilka na olx i jeden cały zestaw w Internecie. W sumie około dwudziestu puszek o wartości trzech stów. I wszystkie bez przykrywek. Po co mi puszki bez przykrywek? Nie wiem, nie pytajcie. Miały być na małe rośliny albo na wintydżowe akcesoria kuchenne, których nie mam. Małe kwiaty i tak muszę za chwilę z nich wyjmować, łyżki mam w dzbanku, więc w zasadzie ciągle stoją puste. Ten zestaw z internetowego sklepu udało mi się odsprzedać (taniej oczywiście), a reszta się tak wala tu i tam. Nikt na olx też ich nie chciał, bo pewnie większość ludzi potrafi przewidzieć, że one się w sumie do życia nie nadają. Ostatecznie zostały ze mną jak ten dzieciak porwany dla okupu, którego rodzice nie zgłosili się po odbiór. Ku chwale ratowania planety i pustym parapetom.

FOTEL RATTANOWY (ŚREDNIO WYGODNY)


Chociaż z pewnością na taki wygląda. Polowałam namiętnie na ten fotel i ani na chwilę nie zastanowił mnie fakt, dlaczego aukcji z tym meblem jest tak dużo. Teraz to wiem. Wtedy wierzyłam, że to trend na boho. Ostatecznie uparłam się (a jakże), kupiłam go na allegro za sto pięćdziesiąt złotych plus wysyłka i teraz mogę śmiało powiedzieć, że to najpiękniejszy i najdroższy rekwizyt do zdjęć, jaki miałam. Wygląda, owszem, bardzo dobrze, ale tak naprawdę unikam siedzenia w nim. Nie mogę się przyzwyczaić do tego gibania się i trzeszczenia, mam wrażenie, że zaraz się rozleci i dopiero mój ciężko zarobiony freelancerski pieniądz pójdzie w pizdu. Do tego jest niski i nie ma dobrego podparcia pod plecy, przez co kark jest jakoś tak napięty i na dłuższą metę boli. Kurde, a może ja po prostu jestem na niego za duża? Ostatecznie może zawsze wylądować na balkonie, do tego czasu stoi w livingu, a ja udaję, że jest mega świetny (głównie przed Starym).

WISZĄCE KWIETNIKI


Jakiż to był zacny plan! Chciałam powiesić nad stołem trzy kwietniki, żeby było tak wiosenno- botanicznie i w ogóle, zakupiłam więc drogie wiszące doniczki ze scandi sklepu wielkości szklanki. FAK. No niby mierzyłam. Dobra, nie mierzyłam. Nigdy niczego nie mierzę, let's face it. Ale na tych wykadrowanych i wycyrklowanych zdjęciach zawsze wszystko wydaje się większe (zwalę na nich). Tymczasem mam trzy szklanki na zwykłej jucie, do których nie mieści się żadna doniczka. Dwie udało mi się wcisnąć koleżankom, jedną sobie zostawiłam dla zapełnienia luki na kuchennym wieszaku. I nie drążmy.

***

Jestem ciekawa, czy też kupiliście coś totalnie bez sensu.

Do następnego!

Tags:

Share:

28 Comments

  1. Ostatnio czajnik w pepco na indukcję, na której gotuje wodę przez pół godziny jezdząc przy tym po całej płycie. Zostałam więc przy starym, elektrycznym, który wyłącza się kiedy chce, który też kiedyś kupiłam na szybko przed wyjazdem na wakacje.

    Także ten tego..... nie tylko ty masz kopyrajta na takie nietrafienia ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś mi się wydawało, że za dużo talerzyków kupuję na giełdach staroci. I kieliszków też za dużo. A tu się okazuje, że znow trzeba dokupić, bo to istoty z wysokim ryzykiem samobójstwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tia, przed momentem na Allegro starą puszkę, która na zdjęciu wydawała się spora, miała być na słoik z miodem, który ma brzydką etykietkę i chcę go schować:D, dopiero po zakupie zapytałam o wymiary puszki i okazało się, że jest maleńka i zmieści się w niej co najwyżej pokrywka od słoika :D Teraz muszę wymyślić, co w niej trzymać, żeby móc udawać, że od początku wiedziałam że jest malutka i że taka właśnie miała być :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :D

      A może masz do odsprzedania jakieś fajne 2-3 puszki o wysokości koło 13cm i szerokości około 9cm? :DD Bo mi do tych miodów nie potrzeba przykrywek ;))

      Usuń
    2. Wiesz co, a te wysokie puszki 'mąka' i 'cukier'? Mają wymiary 21 cm wysokości i 10-10,5 cm średnicy wewnątrz.

      Usuń
    3. Kurcze, one są super, tylko chyba trochę za wysokie, ale i tak zapytam: po ile? <3 :D

      Usuń
    4. No są dość wysokie, może być po dychu :-)

      Usuń
    5. Kurcze pomierzyłam jeszcze raz i jednak będą za wysokie :( Szkoda, bo fajne :D

      Usuń
  4. Pani Paulino a co powiedziec o zakupie mieszkania, ktore okazalo sie za male, nieustawne, ze stadami popijajacych meneli wokol i tragicznymi sasiadami ? Takiego zakupu chyba nic nie przebije :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ja mogę powiedzieć- moje mieszkanie też nie okazało się w stu procentach najtrafniejszym wyborem... pisałam o tym tutaj na przykład: https://www.stylerecital.com/2018/07/nowe-budownictwo-vs-stare-bloki-i.html

      Usuń
  5. Haha, dobre z tymi puszkami, ale mi się podobają 🖤

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja ciągle coś kupuję - mąż tylko szepce za plecami - a gdzie to położysz ? postawisz? po co Ci to ...?

    OdpowiedzUsuń
  7. no ja namietnie kupuje vintage filiżanki....hmmm tylko gdzie je mam postawić...chociaz mam na usprawiedliwienie , to ,że pijam w nich ... ;p
    i jestem chomikiem...

    OdpowiedzUsuń
  8. Klinika Bieli27.02.2019, 15:57

    Kupiłam kiedyś piękny stół wiejski stary jak świat, na toczonych nogach. Odnowiłam wstawiłam do salonu i nikt przy nim niechial siedzieć 😂 Bo był niewygodny. Obiady jedliśmy przy malutkim stoliku kawowym z jyska, a designerskie stół z historią pasł się w kącie😜😂😉

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja jestem beznadziejna w zakupach! Nie wiem nawet, gdzie skarpetki sobie kupić, więc zwlekam dopóki mam co na stopy wdziać ;) Z bezsensownych zakupów to najczęściej bez sensu kupuję buty: kupuję coś na obcasie, bo wydaje mi się, że chce być pańcia elegancka, a potem czuje się jak przebrana lala i wystawiam buty za pół ceny - FAK! A od bezsensownych zakupów do domu powstrzymuje mnie fakt, że MAM ZA DUŻO RZECZY, A ZA MAŁO PIENIĘDZY :D Może, kiedy trochę uda mi się sprzedać, to kupię coś bez sensu ;) Albo z sensem... Narzutę nową bym chciała... A do tematu, to na koniec DZIĘKUJĘ, że napisałaś o tym fotelu. Marzyłabym o nim nadal, a teraz przynajmniej wiem, że nie warto. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja kupilam lampe nad stol ktora ma odkryta zarowke i wali swiatlem po oczach tak ze zawsze kiedy jemy przy stole zostawiwam ja wylaczona i jemy w ciemnosciach.. ale w dzien wyglada fajnie...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha <3 A masz taką żarówkę specjalną do takich lamp, taką dekoracyjną Edisona? One tak nie walą :-))

      Usuń
    2. juz ze trzy takie zarowki kupilam i kazda walila po oczach..;/ (ale moze my jacys swiatloczuli jestesmy?:) W kazdym razie fakap zakupowy straszny ale w dzien to bajka, wszyscy chwala jaka ladna lampa:)))

      Usuń
    3. To my odwrotnie: kupiliśmy ozdobne żarówki z Ikei do powieszenia w łazience przy lustrze (na sznurowych kablach). Powiem tak: na romantyczną kąpiel w wannie może by uszły, ale makijażu to już za cholerę przy nich nie zrobię.

      Usuń
  11. A ja mam podobny fotel i bardzo go lubię :D Ale u mnie sprawdza się najlepiej właśnie na balkonie do czytania w pozycji półleżącej :) A nieudanych i nieprzemyślanych zakupów niestety u mnie nazbierałoby się pewnie całkiem sporo :)

    OdpowiedzUsuń