Najlepszy wnętrzarski trik, którego nauczyłam się z Internetu.


Dobrymi radami zasypują nas internety. Generacja plakatowych przesłań i motywacyjnych tapet na telefon wciąż produkuje nowe quoty o życiu, biznesie i idealnych śniadaniach. Filmiki o prawidłowym składaniu skarpet i darknet o poprawnym robieniu laski. Niegdyś to jakiś rdzenny starzec z wioski uczył życia. Od biedy rodzice. Moja mama zaś poradziła mi tylko raz: 'Pamiętaj, Paulinka, higiena i dyskrecja'. Do dziś korzystam.

Dużo rzeczy można się nauczyć dziś z sieci. Jak sobie brwi równo narysować, gdzie kupić swędzący proszek, jak się rozwieść, żeby Stary nie zauważył. Jest wszystko i dobrze, że już nie trzeba tego drukować (Świat Wiedzy w czterechmilionachdwustutysiącach egzemplarzy do każdego wydania Claudii). Jak mnie głowa boli, wystarczy jeden look i od razu wiem, ile życia mi jeszcze zostało (zwykle już niewiele). Ma to też swoje dobre strony, szczególnie kiedy znowu nie pamiętam, jak długo się smaży boczniaki. Nie umiem już żyć bez Internetu i doprawdy nie wiem, jak ja kiedyś rozwiązywałam krzyżówki w Kobrze bez Google'a. Przeglądarka moją lekarką i przyjaciółką. Co prawda dwóch dych nie pożyczy i pryszcza na plecach nie wyciśnie, ale chociaż nigdy nie powie, że przytyłam.

Porad wnętrzarskich jest co prawda mniej niż parentingowych, ale nie poddawajcie się- z tych stylistycznych otchłani o smaku kałuży też można coś zaczerpnąć. Ja najbardziej lubię takie triki, które nie są wprost. W ogóle nie lubię niczego wprost. Lubię skomplikowane rzeczy. Gdybym była mechanikiem, moją specjalnością byłoby centrowanie sprzęgła w Nysie. Nie lubię, jak coś wali mi w twarz prostym przekazem. Sama nawet nie umiem nic normalnie napisać. Ten post też miał być o jednym sposobie i tapetowaniu, a znowu topię się w brudnych odmętach ludzkiej egzystencji. Lubię sama wyciągać wnioski. Gdybym była facetem, już żadna laska nie cierpiałaby z powodu nietrafionego prezentu. Węszenie i składanie do kupy, i Sherlock może mi co najwyżej iść wymienić majtki na większe.

Do brzegu tą tratwą: nisko i wysoko- siedemdziesiąt utworzonych tablic na Pintereście nie mogło się mylić. Oto spiritus movens całej tej stylistycznej imprezy. Nauczyłam się z czeluści cudzych twórczości, jak tu operować meblami i galeriami, żeby mieszkanie wyglądało na wyższe. Oto w końcu w życiu chodzi, żeby było dłużej. Wszystkie meble kończą się na pewnej wysokości, a spory kawałek niemal pustej ściany płynie ku sufitowi. Albo z kolei ściana zawalona obrazkami, ale po sam sufit. Unikanie wysokiej zabudowy to moje ulubione zajęcie, mogłabym o tym doktorat na internetowym uniwersytecie zrobić. Lubię niskie meble i kolorowe ściany. To mój ulubiony styl, którego nauczył mnie profesor Firefox.


Ścianka od spiżarki, która jeszcze do piątku była pokryta (zawilgoconą jakby) sklejką, wczoraj, w przypływie jakiegoś bliżej niezidentyfikowanego ataku energii, przybrała nową postać. Czy ja już wiosnę wyczuwam, w związku z czym odwlekam mycie okien i szukam zastępczych zajęć, nie wiem, ale nie mogę zrozumieć, jak to się stało, że osiem metrów tej boskiej tapety pozostałej po tej metamorfozie komody, żałośnie stało wśród nieświeżych dresów Starego, resztek ogórków teściowej i bananowo- wieprzowej karmy Franki. Demyt! Co za profanacja, żeby tak brokatowe palmy przy dresach o zapachu wczorajszej fasolki.

Z całej tej tropikalnej radości upolowałam dzisiaj na rynku talerz z ptakami z 1977 roku, który jakby dopełnił był obrazka. Wszystko wciąż zgodnie z zasadą 'nisko/wysoko', która weszła mi w krew jak kreska w nos. I światło jakoś swobodniej przepływa, i do sufitu niby daleko. I po co ja się w ogóle tyle uczyłam, po co czytałam i zakuwałam. Trzeba było po prostu chwilę poczekać, aż wymyślą coś lepszego niż Neostrada.










Do następnego :-)

Tags:

Share:

10 komentarze

  1. Jakaż to miła niedziela :)
    I działka odwiedzona, i dwugodzinna Siesta z Marcinem Kydryńskim zaliczona, a teraz jeszcze twój post wywołujący zdrowy uśmiech 😁
    A talerz jest przepiękny 👍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, no to polecam się przy niedzieli!
      U mnie Siesta też zaliczona <3

      Usuń
  2. W pociągu relacji Kalisz-Wrocław rozbrzmiewa przez Ciebie głośny rechot, bo nie mogę powstrzymać śmiechu, piszesz genialnie 😁
    Słowa Twojej mamy wezmę sobie do serca haha.
    No i ścianka i te ptaszki ♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoje dygresje płyną swobodną falą, że człowiek sam zapomina, o czym to niby miał być ten wpis...? ;) Mega ten talerz jest <3 Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fak, właśnie tego się zawsze obawiam.
      Dzięki i pozdrowienia!

      Usuń
  4. Klinika Bieli11.02.2019, 21:10

    Talerz wymiata. Co to za ptaszki są?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ ten talerz kozacki jest! Idealnie pasuje na tę ścianę! A ta ściana...! Och!

    OdpowiedzUsuń