Redefinicja łączenia wzorów (moja i innych).


Wiele spraw na tym świecie potrzebuje natychmiastowego zdefiniowania na nowo. Jakichś nowych terminów potrzeba. Chociaż, tak sobie myślę, że może właśnie przechodzimy proces porzucania wszelkich definicji? Na przykład: chłopiec to czy dziewczę? Ostatecznie to nie jest takie ważne, byleby zdrowe było. Trochę rzeczy się zdezaktualizowało. Fak, dużo tu dzisiaj trudnych wyrazów.

Wraz z nastaniem ludzi Internetu nadejszła też i wiekopomna chwila vel. totalna rozpierducha. Wszystko poszło w proch, jak moje zeszłotygodniowe golenie. Ustalono nowe zasady pod tytułem 'żadnych zasad'. Trzyma się jeszcze tylko Radek Kotarski i obłąkana Marie Kondo. Reszta poszła w miasto.

Cholera, do dziś pamiętam, jak pracowałam w jednym z sieciowych sklepów odzieżowych i na szkoleniu z ubierania manekinów dostałam burę jak Franka po zeżarciu mojego wegańskiego kotleta. Przynajmniej minę miałam taką samą (coś między 'Wybacz mi', 'Samochód marzeń- kup i zrób' i 'Rolnik szuka żony- finał'). Połączyłam zuchwale kratkę, paski i kwiaty, za co omal nie wyleciałam z roboty (ostatecznie wyleciała moja kumpela- w ogóle olała to szkolenie). Moja natura przegrała z tak zwanymi zasadami, które przez wiele miesięcy starały się nam wpoić ówczesne stylistki. Widząc jednak, że poległy na mnie, przypomniały sobie wszystkie swoje traumy z dzieciństwa i ulały wykład na temat coś tam wielkości kwiatów w stosunku do grubości pasków. Jakaś taka stylistyka kwantowa z zakresu patternów, coś pewnie z ESKK dostały kiedyś w segregatorach. 'Dobra, wygrałyście'- i zamieniłam wszystko na gładkie doły i góry, trzeba robić na czynsz. Miłość do miksowania jednak we mnie pozostała, co uskuteczniam notorycznie we wszelkich życiowych aspektach. Kanapki też jem z nutellą i makrelą naraz.

To deseniowe rozmemłanie jest dziś tak pięknie powszechne, kocham taki stylistyczny oczopląs. Wreszcie jakby znowu można. I palić na stosie te segregatory ze światem wiedzy o łączeniu, żądam powrotu stylistyki ze starych ortalionowych kurtek. Przyszło boho, przyszły samozwańcze projektantki własnych czterech kątów. Hulaj dusza, wnętrzarskiego piekła nie ma. Chociaż to akurat się okaże.

Podglądam innych i mieszam u siebie. Nie ma już czegoś takiego jak 'za dużo wzorów' (no może po grubej imprezie- jeszcze nie sprawdzałam). Wszystko jakby da się zsumować, zjednać i połączyć. Klejenie deseni mogłoby być moim stałym zajęciem (lepsze niż pierogi). Może w poprzednim życiu byłam didżejem w dyskotece i puszczałam A-ha w szeleszczącej kurtce marki Fila? Who knows. Im więcej, tym lepiej. Im więcej ciebie, tym mniej...

MIKS TWORZYW



Mój nowy nabytek- drewniany stolik z jakimś takim kamiennym blatem, który wygrzebałam wczoraj na starociach za grosze (pan twierdził, że chyba marmur, ale nie sądzę). Na to porcelanowe mydelniczki: tygrysia i w psychodelę. No czyż to nie gra ze sobą? Czy nie słyszycie w uszach tej stylistycznej wirtuozerii wzorów i kolorów? Nie? Kurczę, to może znowu mam niewłaściwą dawkę euthyroxu. Wszystko wylądowało w sypialni, w której trochę kombinuję ze zmianami, gdyż obecny stan mnie jakoś nie satysfakcjonuje. Jeśli chodzi o miksowanie w tym stylu, moim guru zawsze jest i będzie Matthew Williamson.


 SZALEŃSTWO NA STOLE




'Tańczę na stole, kieckę zadzieram...' Jadalnia jest podobno ostatnim miejscem, gdzie wskazane jest łączenie skrajnie wzorzystych rzeczy. Że to apetyt odbiera, w głowie się kręci i w oczach mąci, przez co skrupulatnie skrojona sałatka może zostać źle strawiona. Choroba lokomocyjna powraca. Że za dużo wszystkiego może skończyć się jak po Sylwestrze- złym rzygiem pod klatką. A na mnie to działa zupełnie odwrotnie. Jak widzę takie stoły, jak u Elwiry Rutkowskiej, to dopiero bym żarła. Oj, żarłabym!


OBŁĘD W CIAPKI



Odkąd przyszedł do mnie ten okrągły fotel z poduchą w kwiaty, nie mogę przestać myśleć, żeby walnąć sobie jakąś totalnie kwietną ścianę. Taką od góry do dołu. A na jej tle palmy, gepardy i jeszcze więcej kwiatów. Czujecie to? Tropiki, boho i ogólna tkaninowa wściekłość. Szukam starych meksykańskich pledów, dywanów i kolorowych gobelinów. A w międzyczasie stalkuję na instagramie Brandi Love i jej stylizacyjne obłąkanie.


... A MOŻE BARDZIEJ W PASKI



Moje miksowanie już dawno wyszło daleko poza te moje półtorej pokoju (półtorej czy półtora? Nigdy tego nie wiem). Ja tak po prostu przechadzam się po dzielni, dumnie budząc respekt w sprzedawcach z warzywniaka, dzięki czemu zawsze dostaję jabłka na zeszyt. Co dobrać do pasków? No przeca nie gładko. Góra w paski równa się dół w co chcesz- oto moja najlepsza ubraniowa zasada, dzięki której nikt mnie już nigdy nie zatrudni w odzieżowym sklepie. A moje outfitowe inspiracje niezmiennie czerpię od marki KULE.


***
Lubicie się z takim dzikim mieszaniem? 
Dajcie znać w komentarzach!

Adios!

Prześlij komentarz

6 Komentarze

  1. Lubię <3 Na kanapie mam kapę w wielokolorowe pasy, na tym poduszkę - głowę geparda, drugą poduszkę w liście nie-wiem-czego i trzecią w małe gepardy. Znaczy się małe w sensie rozmiaru, nie że gepardziątka (geparciątka?). No i myślę ciągle, co tu jeszcze dorzucić w pobliżu, żeby było bardziej wzorzyście. Widzę, że łączą nas gepardy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, gepardy forever! Pięknie tam masz- pasy plus liście! <3

      Usuń
  2. No ja też. Np. ostatnio zaszalałam i na białą narzutę rzuciłam szarą poduszkę ;) A tak szczerze, to mam dosyć tej palety "pisiąt twarzy greja" plus bordo Babci i szukam, ale nic w moim zasięgu finansowym w okolicy trafić nie mogę. Ale się NIE PODDAM!! Pozdrawiam.

    Ps: chyba jednak półtora roku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie poddawaj się, to na pewno gdzieś się na Ciebie czai.

      Usuń