Śmietnikowe biznesy, czyli porzuć swą strefę komfortu.


Cześć, jestem Paulina (Wy: cześć Paulinaaaaa) i właśnie wróciłam z fotelem, który wyrwałam jakiemuś panu z ręki, zanim dotknęła ona piekielnej śmietnikowej klamki. Moja historia zaczęła się dwadzieścia pięć lat temu, kiedy znalazłam grzebień na trawie i, ku obrzydzeniu matki, postanowiłam go używać. I to nie na lalkach. Niestety, ale nie można mi już pomóc.

Używane rzeczy są jakby w moim DNA- gdyby jakiś przystojny młody naukowiec chciał je prześwietlić, gdzieś między tym wstążkami w kształcie tagliatelle z pewnością znajdzie jakieś zużyte buty. To po prostu we mnie jest, spaja moją podmokłą osobowość w całość, łączy moje wnętrzności ze światem. Normalnie jak pępek. Lubię się błąkać po sklepach, ale najbardziej po śmietnikach. Śmietnik i rynek to ostatnie bastiony walki z kapitalistycznym wieprzem. Znajdziesz mnie, gdzie Zenek z wytrychem pali szluga.

Nie mogę powiedzieć, że mój ulubiony styl to sto procent trash, bo plądrowanie sklepów internetowych też mnie co nieco podnieca. Ale wiecie, to jest jak wieloletnie małżeństwo i romans z gorącym synem sąsiada. Jak wycieczka do Łeby i biały piaseczek na Nosy Iranja. Jak pomidorowa z rosołu z wczoraj kontra świeży dowóz. Nieco inny rodzaj emocji jakby. Nigdy nie wiesz, co przeżyjesz i jak to się skończy. Na przykład, czy ktoś nie będzie chciał sięgnąć po to samo krzesło i kto wygra ten pojedynek na spojrzenia. Czy zdążę na piątkowe wystawki? Czy ta szafka po drugiej stronie ulicy będzie tu jeszcze wieczorem? Czujecie to?? CZUJECIE TEN DRESZCZ? Moje pierwsze znalezisko za trójmiejskich czasów to metalowy koszyk od starej zamrażarki, który odrywałam w popłochu od jakiegoś porzuconego wózka. To skarb, który wielbię, chociaż do dziś czuję to błoto w skarpetach. Jeśli lubujecie się tylko w tradycyjnym kupowaniu, polecam serdecznie porzucenie swojej strefy komfortu na rzecz jednego biednego stołeczka spod wiaty. Poczujecie się bogami ekologii i oszczędzicie kasjerce w Ikei jej nowego manikiuru.

Moja idealna kompozycja to tak pół na pół, gdyż za bardzo lubię eklektyczną różnorodność- nie wytrzymam ani z nowym wszystkim, ani też ze starym wszystkim. Razi mnie nadmiar zapachu czystego tworzywa tak samo, jak nadmiar starego drewna. Przywykłam prawie, że najpierw muszę coś wyszorować i przeszlifować. Żeby tak wszystko od razu wstawić? I co, i już? Nie może być za prosto, zróbmy chociaż styl naprzemienny. Tak, mój ulubiony PRO8L3M lubi styl sportowy, jak preferuję styl naprzemienny. Spośród znalezisk unikam mebli tapicerowanych, wyjątkiem jest dzisiejszy fotel, bowiem nie zdążył jeszcze nabrać śmietnikowej werwy i kociego pawia. Wyprałam go tylko odkurzaczem piorącym i obłożyłam taśmą z frędzlami, co by też i art deco za swojej kadencji u mnie zasmakował.



Jeszcze do niedawna każdy łup ze śmietnika był powodem do kitrania się po klatce po dwudziestej drugiej. Dzisiaj Dzień Dobry TVN robi o tym materiał, zapraszając do wypowiedzi Anetę, która prowadzi na Instagramie profil CO DZIŚ W ŚMIETNIKU i grzebie w nich jak mistrz. Dzięki całemu temu ruchowi zero waste to już nie jest żadna ujma, biedota i kicha, ale coraz bardziej świadomy styl życia i ograniczanie zakupów. Osobiście uwielbiam nieustanne zmiany (wiem, nie wierzycie), ale nie wyobrażam sobie za każdym razem tych roszad bezsensownie i grubo finansować. Dzięki łupom śmietnikowym można to robić bez wyrzutów sumienia, a nawet lepiej- zarobić na tym. Nie będę wymieniać, ile moich znalezisk trafiło w nowe ręce, a wystarczyło włożyć w nie trochę pracy i farby, zaaranżować w mieszkaniu i zrobić dobre zdjęcia. Nie każdy bowiem na pierwszy rzut oka widzi ukryty potencjał (najczęściej niewidoczny), nie mówiąc już o tych wszystkich martwych pająkach, którym trzeba urządzić bezlitosny pogrzeb w kiblu. Gdybym tylko miała jakiś warsztat i więcej narzędzi, z pewnością brałabym się za kredensy i tego typu większe gabaryty. I w końcu miałabym też powód, żeby w końcu kupić moją wymarzoną bananową Nysę. Śmietnikowe biznesy górą! (#oklaski, #konfetti, #szampandlawszystkich).











Do następnego!

Prześlij komentarz

18 Komentarze

  1. świetnie się wpasował, i ten kolor

    OdpowiedzUsuń
  2. O, bęben wrócił 😁 U mnie na warszawskim Grochowie miałabyś używanie w! lap_iw

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był cały czas! Wierzę, Warszawa dobrym towarem stoi!

      Usuń
  3. Nawet z wysoką gorączką i równie wysokim ryzykiem nieprzeżycia do jutra, uśmiechnęłam się. W tym tekście zawiera się wszystko, co siedzi mi w serduchu, a czego nigdy nie byłabym w stanie wyrazić w tak ciekawy sposób. Dziękuję za to.

    OdpowiedzUsuń
  4. No jak się można pozbyć takiego fotela Jest piękny Uwielbiam oglądać śmietniki jakkolwiek dziwnie to brzmi Sa tam super rzeczy ktorym trzeba dać drugą szansę Szkoda ze mieszkasz tak daleko weszlabym w ten biznes z marszu Pozdrawiam Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  5. Poczułam ten dreszcz bo właśnie ostatnio ktoś mi taką wystawkę sprzed nosa sprzątnął ... do dziś łza się w oku kręci :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie! Najgorzej... Dobrze, że wystawki są cykliczne hehe :-))

      Usuń
  6. Ale cudo! I ten kolor <3 Podziwiam twe talenty do znajdowania takich pereł. Ja raz byłam bardzo blisko epickiego łupu (szafka RTV ze sklejki lata 70. - widziałam już na niej swój gramofon), ale logistycznie mnie to przerosło. I emocjonalnie trochę też (potencjalna konieczność eksterminacji pająków). Ale wierzę, że kiedyś jeszcze ją znajdę :). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Pamiętam że takie frędzle kiedyś wszędzie były - na narzucie, nawet w autobusie PKS się bujały

    OdpowiedzUsuń
  8. Siostro ty moja zaginiona! Gdzieżes sie przez te lata ukrywała? Mam dokładnie to samo! Ostatnio moja przyjaciółka z dzieciństwa wspominała, że odkąd pamięta moje dokonania, zawsze wiązały się z wynajdowaniem jakichś skarbów ze śmietnika. Moj Boże, nawet nie wiesz z jaką rozkoszą wczytuję się w świetne twoje teksty! Słowem ajlowju.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobra fotel fotel, ale moja droga jak nie zapytam o te buty dzikie czarno-białe to mi się po nocach śniły będą!

    OdpowiedzUsuń