Myśl eklektycznie!


Przez kilka lat prowadzenia wnętrzarskiego bloga przeszłam przez wiele stadiów i była jest to najprzyjemniejsza stylistyczna grypa ever. Poznałam wiele, nauczyłam się kilku sztuczek, liznęłam ludzi o odmiennych gustach (nie dosłownie) i przeobrażałam moje biedne czterdzieści pięć metrów kwadratowych miliony razy. Nie żebym przyszła się pożegnać czy coś. Chciałam powiedzieć, że z tego morza rozmaitości eklektyzm jest po prostu the best.

Sam fakt, że został w ogóle nazwany i dostał zaszczytne jednowyrazowe określenie, już o czymś świadczy- do tej pory był takim domowym schowkiem, gdzie wrzucasz wszystkie te stare ozdoby choinkowe, obciachowe czajniki i dekoracje, które nigdzie nie pasują. Stał się popularnym stylem wnętrzarskim, z którego wylazły różne odmiany niczym Hatifnatowie z lasu, by pomacać Twoją strefę komfortu swymi zdeformowanymi rączkami. Eklektyzm jest trudny do określenia, dlatego że z gracją wymyka się schematom typowym dla wielu innych estetyk. Jak wymienić jakieś konkretne jego cechy? Mam wrażenie, że to niemożliwe, bo tyle eklektyzmów, ilu ludzi na planecie. Dlatego dla mnie ten styl nie tyle jest formą czy techniką, co bardziej sposobem myślenia. Stylem życia. Bardziej można tu mówić o plusach i minusach niż o konkretnych parametrach. 

EKLEKTYZM TO WOLNOŚĆ

Są zwolennicy takiego eklektyzmu, kiedy rzeczy- choć z innej bajki- są bardzo przemyślane i zestawione w sposób zaplanowany. I ja to szanuję, tak samo, jak szanuję beże. Ale dla mnie eklektyzm to ta jedna otwarta furtka ku stylizacyjnej wolności. Rozwalasz sztywne kraty i stawiasz woskową choinkę w marcu, bo spodobał ci się ten miętowy kolor (to o mnie?). Po prostu możesz bezceremonialnie otoczyć się ukochanymi przedmiotami bez obawy, czy wypada, czy może nie wypada albo pora roku nie jest właściwa. Z resztą, helloooł, natura już sama nie wie, kiedy zima i wiosna, a co dopiero ja, o wiele od niej gupsza. 

EKLEKTYZM TO LUŹNA DUPA

Dlatego przestań w końcu rzeźbić, bo i tak ostatecznie opadnie. To żmudne dopasowywanie może przyprawić o krople potu na czole i pod pachami, a nie o taką Polskę walczylyśmy. Nie o zapocony sweter tu chodzi. Nie chodzi też o to, żeby odpuścić całkowicie i zarosnąć zakurzonymi sztucznymi kwiatami. Chodzi o to, że jak nic do siebie nie pasuje, już nie musisz się martwić, że coś nie pasuje. No czy to nie piękne? Jak kiedyś wydam książkę, to będzie w niej jedyne zdanie, więc łapcie już teraz za free. Chodzi o to, że jak wracam z rynku ze świecącą choinką w dłoni, to ją sobie od razu stawiam i idę oglądać Netflixa. Bez zbędnego rozumowania, bo 'od myślenia to tylko głowa boli'- jak mówił Kazimierz Pawlak, mój ulubiony wieszcz. 


EKLEKTYZM TO SZTUKA JEDNEJ ZASADY

'If You like things, they go together'. Koniec, kropka, dziękuję, dobranoc. To styl, gdzie nic prostszego nie może się wydarzyć. Spoiwem w łączeniu cegiełek z różnych dekad jest osobista do nich miłość. I tyla. Dlatego nie zawsze takie wnętrze jest rozumiane przez otoczenie, bo i też wcale nie musi. Eklektyczny dom to dom dla domowników, nie dla publiczności. To styl, w którym można bezpardonowo kierować się emocjami, chwilowymi nastrojami i legalnie uprawiać szybkie namiętności. Te do dupereli (chociaż...?). Możesz dać upust swym ukrytym zapędom do kiczu i tandety, i zgrabnie zmiksować je z czymś super designerskim. The choice is Yours.

EKLEKTYZM TO SPOSÓB MYŚLENIA

To jak być wciąż otwartym na nowe, inne. To jak ciągle próbować, poznawać, akceptować różnorodność. To jak lubić być ciągle zaskakiwanym. Mieć otwartą głowę, kreatywne myśli i twórcze podejście. Opuszczać co rusz strefę estetycznego komfortu. Eklektyzm to styl, w którym spokojnie odnajdzie się ktoś, kto żyje eko, przerabia starocie i stara się żyć choć trochę w duchu zero waste. Idealny świat dla osób, którym w żyłach płyną używki (nie TE używki, choć rozumiem, że czasem bez nich ciężko), gdzie różne tendencje zderzają się ze sobą w polubownym uścisku. Gdzie PiS i PO podają sobie ręce. Dobra, przesadziłam.

EKLEKTYZM TO PO PROSTU TWÓJ NAJMNIEJSZY PROBLEM

Całe to wnętrzarstwo to ostatecznie tylko zabawa. Jest tyle ważnych rzeczy na świecie, kurde, planeta się grzeje, więc dajmy spokój z mega poważnym podejściem do odpowiednich krzeseł. Do wyborów życia i śmierci, czyli jaki odcień dywanika wokół kibla. Czy coś jest kiczowate, czy może mniej kiczowate, a może nie powinno być takie kiczowate. Niektóre rzeczy po prostu mają robić swoją robotę, bez jakichś namiętnych ankiet za i przeciw. Nie spędzę połowy życia na zastanawianiu się, czy różowy aby na pewno gra z żółtym, choć czasem może to tak wyglądać, że nie mam w życiu nic innego do roboty i poza stolikami kawowymi nie mam żadnych problemów. Otóż mam, mogłabym je wysyłać w świat w kopertach. Ale kiedy idę polem i widzę niebieską szafkę, od razu wiem, że ją sobie postawię, czy to się podoba moim zielonym ścianom, czy nie. Nie dywaguję, czy zaakceptuje to mama, tata, sąsiadka czy chrzestny. Bo to są ostatecznie tylko rzeczy. 











źródło zdjęć: tutaj.

Do następnego :-)

Prześlij komentarz

7 Komentarze

  1. piękne mieszkanie pokazałaś, można się gapić i gapić;
    a eklektyzm i branie do domu przedmiotów, które do mnie gadają skończyło się w moim przypadku nadmiarem :) trochę nie do ogarnięcia ale pomału się odkopuję i będę rozsądniejsza na przyszłość ... albo i nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ja opanowałam zasadę: jeden in, to drugi out, inaczej też byłoby źle :-))

      Usuń
  2. Całe to wnętrzarstwo, to ostatecznie tylko zabawa - w punkt! Nie inaczej odbieram urządzanie wnętrz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy ja juz wspominałam, że mieszkam w domu, w którym nie można nic palcem tyknąć póki się samo nie rozleci? A tak. Wspominałam. Tak więc ten teges: może kiedyś ;)

    Ps: to ja @tbagspl - okazuje się, że mam więcej niż trzy wpisy w plecy ;)

    OdpowiedzUsuń