Trzy rzeczy, które przeobrażają wnętrze. A może nawet i życie.


Moje urządzanie to są takie reakcje łańcuchowe. Zaczynam jedno, biorę się za drugie, kończę czymś innym. Spontaniczne ruchy i potrzeby chwili bez większego zastanowienia- oto mój sekret na wieczne nie-odpoczywanie. Nigdy też nie brałam do siebie jakoś specjalnie porad z tym związanych, wszystko bowiem muszę sprawdzić na sobie, a potem skończyć jak w liceum- z gorączką po moim pierwszym (i ostatnim) papierosie.

W obecnym, bo trzydziestym trzecim roku życia śmiało mogę stwierdzić, że są na świecie takie wynalazki, które wzniosły moje życie na inne poziomy. Są to: obierak do jabłek (co rano stajemy w szranki ze Starym, kto obierze jabłko bez przerywania skóry- przegrany nie dostaje kolacji), obierak do kłaków (ta taka rolka do skulkowanych swetrów, żeby wcale nie wyglądały, że dopiero co ważyłam je w lumpeksie) oraz profesjonalne nożyczki fryzjerskie, dzięki którym już nigdy nie usłyszę, że muszę zrobić pasemeczka na grzyweczce i podcinać częściej końcóweczki, dzięki czemu będę miała optycznie więcej włosków (niech żyją wszechobecne zdrobnienia, dzięki którym nie trzeba mi w życiu kawy). To jednak nie wszystko. Są też takie gadżety, które występują na ostatnich stronach krzyżówek i przez wiele lat były niestety obiektem kpin i drwin z mojej (dwudziestoletniej wtedy) strony, a które nadal zamawia się przez wycięcie kuponu i naklejenie go na kartkę pocztową (sic). Po trzydziestce jednak moja zdrowotna estetyka przestała być już aż tak wyrafinowana, więc muszę tu publicznie wyznać, że profilowana poduszka ortopedyczna do spania oraz ręczny odkurzacz z pszczołą na przedzie naprawdę uczyniły moje dni milszymi, mimo że ostatecznie zamówione przez Internet (chyba już nie umiem inaczej, choć nadal kupuję te same krzyżówki). I tylko wciąż nie wiem, w którym momencie mojego życia przyjdzie mi zakupić ten wibrator z Rossmanna, co to go tak wszędzie zachwalają, a ja jak na złość zawsze tam Starego wysyłam (niestety ma po drodze z roboty).

Jeśli chodzi o wnętrza, to też są takie bajery, które czynią, że żyje się jakby bardziej. Na przykład wszystkie te regulowane niebieskie ledy pod wanną, dzięki którym niejeden Stefan czuje się jak R.Kelly (weź to sobie szybko rybko przelicz). Albo takie pukanie do lodówki- wszak jedzeniu też należy się jakaś prywatność. I oto na moim kwadracie nastała era rzeczy, które zmieniły jakby jego oblicze. Niestety nie będą to świecące węże wokół toalety ani wertykalne zasłony na pilota (wiem, żałujecie). Ja po prostu znowu byłam na złomorynku. Obawiam się, że pewnego dnia już po prostu z niego nie wrócę.


Nabyłam: tenże oto dzban gliniany z dziwnym otworem, który nadał mojej kuchni jakiegoś niewytłumaczalnego, marokańskiego charakteru, wielkie i ciężkie lustro w drewnianej ramie, dzięki któremu kąt livingowy nabrał jakby głębi, zdjęcia lepszego światła, a galeria ścienna podwoiła się, uskuteczniając wnętrzarską incepcję at its finest oraz- tam ta da daam- cudowny, przewspaniały wózko- barek, który stoi sobie tuż przy balkonie, a niedługo będzie mógł jeździć ku i na nim, suto zastawiony lodami i lemoniadą. I myślę sobie, że (ta zima kiedyś musi minąć) to są takie niewinne rzeczy, które jakby przeobraziły przestrzeń w coś innego. Nadały jakiś inny wymiar. Bo jak już wstaję wyspana po nocy na mojej ortopedycznej poduszce, miło jest wyjąć kuchenny szpadel z ładnego dzbana i przestawić kalendarz na takim nietypowym barku. I tylko spojrzeń w lustro o tej porze unikam.














Do następnego :-)

Tags:

Share:

8 komentarze

  1. Klinika Bieli19.03.2019, 21:29

    Lustereczko, Lustereczko powiedz przecie, kto jest największą zomoarą na świecie😁😉 Udaj, że zdrobnienia na początku zdania nie widziałaś😂😂

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam właśnie na taki mebel���� nowy narożnik! Pod moją szanowną nie ma już dwóch desek i śpię dziwnie wygięta... O tak narożnik odmieni moje życie! PS. Kupię twoją książkę ������

    OdpowiedzUsuń
  3. Bareczek mmiodzo.... znaczy wymiata finezją. Muszę ci powiedzieć, że mam słabość do barków (bareczków na kółeczkach). Mam jeden z zielonymi szybkami. I dostałam go od mamy, która tez go skądś miała (nikt już nie wie gdzie co i jak) I jak bone dydy też się pochwalę jak juz sobie "chałpę ogarnę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam zapał i umiejętności! :) Bardzo inspirujące wnętrze, dzieje się!

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń