Pięć rzeczy, które czekały pięć lat na zmianę (a ogarnęłam je w jeden weekend).


Jeden dzieeeń, jedna noooc, a w... mieszkaniu jakby piękniej. Ile może wnieść do domowego życia jeden wiosenny weekend, który akurat zgrał się z dobrym ciśnieniem? Okazuje się, że co najmniej tyle, ile Danieli Wellingtonów jest w stanie udźwignąć Instagram. Jak dotąd moja rozproszona wersja siebie nie potrafiła wziąć się za bajzel w szufladzie, a co dopiero jakieś malowanie łazienki.

Okazuje się, że ja też potrafię prokrastynować bez końca. Owszem, dzień bez szurania meblami dniem straconym, owszem, może i zawsze mam pozmywane, ale gdzieś w tym wszystkim czają się te nie najwyższych lotów drobnostki, które atakują mą estetyczną strunę niczym parawany Łebę. To jest to wszystko, od czego uciekam zażenowanym wzrokiem, a w głowie od razu pojawia się ten bezlitosny typ rozmowy A, który grzmi jak Gandalf: 'pffff, BLOGERKA WNĘTRZARSKA'. Wiecie, cała ta wizualna lipa, która może i nie jest jakąś najgorszą tragedią, ale jak już ją naprawisz, od razu jakby świeżej. Zresztą włączcie sobie Wieśka Skibę na Domo+, a zobaczycie, ile radości daje zamalowanie starej plamy za grzejnikiem (co najmniej tyle, ile jedno świńskie ucho daje France).

Nastawiałam się cały tydzień, że ta sobota to będzie TA SOBOTA. Chwycę za gardło te dręczące mnie mieszkaniowe komponenty no matter what. Nic mnie nie powstrzyma, to będzie zagłada, sąd ostateczny i jedyny możliwy dzień rozprawienia się z moim prywatnym zestawieniem nieszykownych detali, które odbierały mi wnętrzarską pewność siebie. Zanim cały lipiec spędzę leżąc na plaży, wezmę i je po prostu zrobię. Po tych pięciu latach.

PORZĄDEK Z FARBAMI


To, co wyprawia się w tym schowku, woła o pomstę do Najwyższego. Lodówka, kurtki, farby, karma, ogórki, wiertarki, odkurzacze- zawartość niczym żołądek w święta. Mam plan na zmianę lodówki i wciągnięcie jej w kuchnię, ale temat wszechbajzlu jakby mimo wszystko pozostaje. A wystarczyła jedna wyprawa do Ikei po metalowe regały, żeby zaprowadzić tu choć odrobinę porządku. Przynajmniej w farbach ('Easy, tiger!', nie wszystko naraz).

SZAFKA I ŚCIANA W ŁAZIENCE


Ta szafka stała swego czasu w livingu, ale jakoś tak jej nienachalny design przestał do mnie przemawiać, w związku z czym utkwiła na kilka tygodni w gardle przedpokoju. Nagle pojęłam, że nadałaby się idealnie do łazienki i to akurat na tą stronę, która od pięciu lat domagała się malowania. Był tam jakiś półkowy zlepek, a pod nim beżyk z dziurami oraz odbarwieniem po naklejkach- serduszkach (nie oceniajcie). Burdel w przedpokoju stał się więc ostatecznym startem do zrobienia tej ścianki, którą pokryły dwie warstwy farby lateksowej Tikkurila w najpiękniejszym zgaszonym różu ever (kolor K419) oraz przedmiotowa szafka, której szybki wykleiłam resztkami tapety w palmy.




KONTAKTY


Nie spodziewałam się, że zmiana kontaktu zrobi taką różnicę. Wcześniejszy egzemplarz (biały, a właściwie już żółty i brudny) był moją zmorą, ale jakoś tak dla wewnętrznego spokoju postanowiłam zasłaniać go czajnikiem. W dodatku jakże cudownie odznaczał się na tle ciemnozielonej ściany. Trójkącik ja-czajnik-kontakt trwał nawet więcej niż pięć lat, w końcu jednak zrozumiałam, że trzydzieści złotych za nowe gniazdko nie zrujnuje mojego budżetu, a może nawet i zyskam na tym jakiś wewnętrzny, estetyczny spokój. Tak też się stało i jestem teraz na drodze ku wymianie jeszcze kilku rozsianych po reszcie mieszkania.

PARAPETY


Parapety to mój największy błąd. Po prostu nie wzięłam ich pod uwagę, jakbym beztrosko zapomniała, że w ogóle istnieją. Po dziś dzień potępiam się za to, dlaczego wcześniej nie wygrzebałam tych podokiennych plastików na rzecz czegoś lepszego. Nie mogę powiedzieć, że dziś jest już na to za późno, ale wymiana parapetów wiąże się z remontem oraz kosztem, na który w tym momencie niespecjalnie mogę sobie pozwolić. Niemniej jednak i tak na pewno kiedyś to uczynię (tak samo, jak wymienię podłogę), tymczasem wynalazłam takie oto rozwiązanie zastępcze- okleina we wzór lastriko (marzenie me). Na razie okleiłam nią parapet w sypialni, który jest w najgorszym stanie i najbardziej porysowany, ale efekt mi się nawet spodobał i chyba pojadę nią jeszcze drugi w livingu. Okej, okleina to nie jest jakiś szczyt wnętrzarskiej elegancji, ale i tak wygląda to lepiej niż przed.



MALOWANIE SUFITU NAD STOŁEM


Kolejna zmiana, która cieszy głównie moje oko, bo dla postronnych pewnie nie robi różnicy. Ale najważniejsze to być uczciwą blogerką wnętrzarską- co na języku, to w chacie.

***

Na koniec nazrywałam trawy koło mojego bloku, którą wszędzie widzę na zdjęciach, zachwycam się trawiastymi kompozycjami na pinterestach, a która rośnie pod moimi oknami od wielu lat. Niestety w tym przypadku też prokrastynowałam do bólu.


Macie takie rzeczy, które też czekają wieki na zrobienie? Nie zostawiajcie mnie z tym samej i podzielcie się swoim majdanem w komentarzach.

Do następnego :-)

Prześlij komentarz

14 Komentarze

  1. Od dwóch lat nie mam parapetów w kuchni 🙈. Leżą tam deski, natchnelas mnie ,kupię plastikowe i oleje 🙌

    OdpowiedzUsuń
  2. Cała lista, jakieś 60 punktów, 2 kartki A4 wisi w gabinecie od prawie 2lat 🤣 🤣 🤣 🤣 🤣 🤣 🤣

    OdpowiedzUsuń
  3. Półka super się wpasowała w łazience na tle ślicznoróżowej ściany. Parapet też nieźle wygląda. Miałaś pracowitą sobotę, zwłaszcza że malowałaś też sufit. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ależ ten wzór na parapetach to granit, nie lastryko. Mam nadzieję, że Cię nie zmartwiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie wszystko jest lepsze niż ten biały porysowany ;-)

      Usuń
  5. Och, ale ta okleina na parapetach, też sobie taką zrobię!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś się wezmę? ;) Ja tak czasem mam, ze odkładam i odkładam, a okazuje się, że wystarczy chwila, drobna zmiana i humor jakiś lepszy się nawet robi ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak sobie myślę, że chyba jednak zmyję w weekend resztki fugi z kafli w łazience. Właśnie stuknie nam piąta rocznica znajomości, więc ten... Enough is enough, jak to mawiają za wodą. Zainspirowałaś mnie!

    OdpowiedzUsuń