Co możemy wynieść z amerykańskich domów, jeśli pasty wybielające zęby już mamy?


Tak naprawdę w ostatniej chwili dodałam to 'zęby', bowiem jakoś tak mnie olśniło, że to w sumie może nie być takie oczywiste. Żyjemy w dziwnych czasach. Kiedyś higiena i dyskrecja, dziś usta w kształcie waginy. Kiedyś uroczy sprzedawca waty cukrowej, dziś oślizły zwyrol, co zaczepia dzieci, na pewno nie ma majtek i jeszcze bezczelnie oferuje im cukier. Tak, dodanie słowa 'zęby' do pasty wybielającej było niezbędne.

Amerykanie to taki naród, który wciąż niesamowicie mnie zdumiewa. Świat płynący panierą, SUV-em i Tupakiem wiele wniósł i wciąż wnosi do naszej małej europejskiej rzeczywistości (dziś głównie Netfliksa i Coachellę). Choć mnóstwo świetnej muzyki przygniotła Cardi B, to i tak nie mogę powiedzieć, że amerykańskie wytwory to sam szajs, soki w galonach i bluzy w dolce. W końcu nikt tak nie potrafi w marketing, dzięki któremu nawet amerykańskie pszczoły jawią nam się jako te o trzech paskach. Cokolwiek stworzą, sprzedadzą wszystko, nawet połamane ajfony. Szacun, naprawdę, nikt tak nie kocha Amerykanów, jak Amerykanie.

Brad Pitt i West Coast, ale co z urządzaniem wnętrz. Kiedy słyszymy, że komuś podoba się 'styl amerykański', to właściwie nie wiadomo, czy roześmiać się, czy rozpłakać, bo na pewno zakryć swe nie tak białe zęby, jak mogłyby być. Mam wrażenie, że ich stylistyka jest ich własnym wytworem, do którego tylko dokładają jakieś elementy zasłyszane gdzieś tam z jakiegoś obcego kraju w Europie, ale sami nie wiedzą, z jakiego, bo taka wiedza jest im ostatecznie zbędna. Mają swoje pomysły i swoje blond prowadzące, wielkie kuchenki na sto palników i swoje przepisy na barbecue. Do tego te domki z kartonu, nieskalane cegłą, dzięki czemu bracia Scott-Drew-Jonathan mogą wyremontować dziewiętnastowieczny piętrowy budynek pełen myszy i azbestu w cztery tygodnie. No i nie zapominajmy o blichtrze, glamourze i złotym blasku, który przegrywa tylko w obliczu zbyt małej ilości Franklinów. Czy istnieje cokolwiek w amerykańskim domu, co moglibyśmy podpatrzeć i to wcale nie będzie lampa z wiatrakiem? Otóż, moim skromnym europejskim zdaniem, tak.

ROZMÓWCY ZWRÓCENI DO SIEBIE


Dobra, znowu będę psioczyć na telewizor. To nie jest tak, że w USA nie ma telewizorów, heh, no to dopiero by było, gdybym tak napisała o królestwie kin domowych, popcornu i coli. Są, jak to mówił Pawlak, dylywizory, ale siedziska nie są zwrócone ku nim, lecz ku sobie, co mi się strasznie podoba. I to jest bardzo popularne ustawienie, nawet pomimo nieskazitelnej miłości do reality shows na kanale E!. Oglądałam już w życiu miliony programów o amerykańskich metamorfozach, no i faktycznie, oni zawsze ustawiają kanapy czy fotele ku sobie, a jeśli tego nie robią, to tylko w wyniku braku miejsca. To jakoś tak samoistnie zachęca do konwersacji, a nie do milczącej modlitwy przed obliczem czarnej plazmy. Naprawdę rzadko spotykane rozwiązanie na gruncie rodzimych projektów.



ZDERZANIE WZORÓW


I okazuje się, że nie tylko potrafią wybitnie mieszać sos czosnkowy na skrzydełkach, ale i miksować motywy i wzory. Europa jednak w większości jednolitością stoi (przynajmniej w obliczu tkanin), liczy się elegancja, wyważenie i dopasowanie, Ameryka zaś idzie na całość, na bogato i w totalny szał. Podoba mi się to. Może po prostu niespecjalnie przykładają do tego taką wagę? Niektóre wybory jakby przeczą wszelkim zasadom dekorowania, skazując naród Brangeliny na miano totalnego bezguścia, ale mimo wszystko jakoś tak mnie to inspiruje. Przynajmniej bardziej niż skrzydełka.

PIJESZ? POKAŻ


Pamiętacie te słynne meblościanki z barkiem ukrytym za uchylnymi drzwiami na zawiasach? No, po odsłonięciu arsenału przed gośćmi było jakby luksusowo. Jeszcze zamykane na klucz na dodatek i umieszczone na wysokości tylko dla dorosłych (czyli tam, gdzie pornole). Amerykanie nie bawią się w takie rzeczy. 'Tu się pije', krzyczą ich niskie barki zastawione whiskey, a bar cart styling urosło w całą dekoratorską filozofię, jak stylizować alkohole, żeby było tak europejsko- dekadencko, elegancko, zabawowo, ale bez zbędnego wrażenia, że tenże towar uzupełnia się na bieżąco raz w tygodniu. Takie barki są dosłownie wszędzie i ja to szanuję, naprawdę. Pijesz, nie kitraj się, pokaż.

WYSOKIE SZAFKI W KUCHNI


Czyli na jakiej wysokości umieścić blat roboczy. Kurczę, że też nasze kuchnie projektuje się na jedną pałę, standardowo, jakby zupełnie niezależnie od potrzeb. Przykłada się uwagę do trójkątów roboczych i szafek cargo, a potem plecy rypią, bo blat jest zazwyczaj umieszczony za nisko. Amerykanie generalnie mają manię wielkości, wszystko musi być szerokie i zwaliste, największe jest najlepsze, ale tych wysokich blatów im zazdroszczę i przy okazji jakiegoś remontu w kuchni na pewno chciałabym podwyższyć szafki o jakieś piętnaście centymetrów, cobym zmywać bardziej komfortowo mogła. Nie mówiąc już o wyspie kuchennej. Ameryka wyspą kuchenną stoi.

DEKOR JEST ISTOTNY



Te wszystkie wazy, wazony, albumy, miliony zdjęć rodzinnych i rzeczy, którymi z jednej strony zagracają swoje przestrzenie, a które z drugiej strony czynią je zamieszkałymi, przytulnymi i udekorowanymi. To nie jest naród minimalistów. Lubię te miksy wszystkiego, nawet jeśli zalatują zabawkami z Happy Meala. Lubię to takie chrzanienie minimalizmu, umiłowanie do ulubionych rzeczy i otaczanie się przedmiotami niespecjalnie modnymi.

SYMETRIA


O borze, Ameryka kocha symetrię. Te ikoniczne dwie lampy na krańcach komody śnią mi się po nocach, jak za długo buszuję po pintereście. Dwa fotele, dwie lampy nad stołem. Dom zaprojektowany przez amerykańskiego projektanta to dom symetryczny. Wizualnie jak złożona kartka papieru. To nie do końca w moim klimacie, ale jednak lubię. Moja perfekcjonistyczna natura lubuje się w ładzie i porządku, a takie rozwiązania automatycznie go generują. Nawet jeśli pomiędzy lampami jest stos starych listów ze skarbówki.

EPICKIE ZAGŁÓWKI



Amerykański styl wyspą kuchenną i sypialnią stoi. Czyż nasze łóżka nie są traktowane trochę jak ta kanapka z pasztetem? Gdzieś ostatecznie spać trzeba. A oni kochają epickie zagłówki, miękkie, pikowane, wielkie jak całe te łóżka. W naszej kulturze wszystko kręci się wokół salonu, za oceanem jakby to sypialnia gra równie ważne skrzypce.

KAŻDY KĄT ZASŁUGUJE NA UCZUCIE



Wprawdzie to nie Amerykanie wymyślili konsole, ale to oni do dziś aktywnie z nich korzystają. Podoba mi się, że każdy kąt w ich domach jest zapełniony. Nie ma pustych ścian, są stoliki, komody, szafki, wszędzie jakieś rzeczy, rośliny i duperele. Może to taki dom akurat dziś wybrałam, ale na zdjęciach praktycznie nie ma przestrzeni, która nie byłaby zwyczajnie niezamieszkała. Tu się żyje i korzysta z każdego metra.

KIDS WILL BE KIDS


Chodziliśmy po domu z NYC, źródło zdjęć: thespruce.com

Pokoje amerykańskich dzieci jakby są totalną opozycją skandynawskich proporczyków. Tutaj rządzą dzieciaki i ich niezliczone kosze zabawek. Podoba mi się to. Widać, że rodzice aż tak nie ingerują w pokoje dziecięce, nikt aż tak się nie wysila, żeby były spójne z estetyką matki albo całego mieszkania. Moja mama od razu odpuściła po pierwszym plakacie Chicago Bulls nad moim łóżkiem. Fenks mom.

***
Do następnego!

Share:

14 komentarze

  1. Super wpis!! I to kolejny w ciagu tak krotkiego czasu :) cieszy mnie to zawsze niezmiernie, a podczas czytania wybucham smiechem dobrych kilka razy. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszę się, że się podoba, pozdrowienia!

      Usuń
  2. Cudna jesteś kobieto . Chociaż mogłabyś być moją córką, to lubię czytać Twoje komentarze i rozważania o wnętrzach. Ja tak mam .że wszystko co pokazujesz mi się podoba, ale potem patrzę na swoje " cztery kąty"- dom niemały- i myślę,że trochę tego za dużo do sprzątania i do patrzenia.Muszę przyznać, że często mnie inspirujesz i mam odwagę coś zmieniać. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham, kocham kocham! To,jak mieszkasz, co pokazujesz i przede wszystkim to, co i jak piszesz.Miodzio!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. tak tak ale to nie jest typowe amerykanskie wnetrze z metamorfoz programow na DOMO TV:), jest wlasnie bardzo europejskie i dlatego fajne. Sorry ale te ich masakryczne kuchnie, baranki na scianach i wiatraki sufitowe, plus wszystko przeskalowane i do kompletu sa dla mnie nie do przelkniecia:) Amerykanskim domom z kartongipsu mowie dalej stanowcze NIE:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amerykańskich domów wiele rodzajów jak kraj długi i szeroki ;-) Kartongipsowym ścianom też mówię 'nie', ale umywalkom na wysokości cycków już duże TAK <3

      Usuń
  5. Odkryłam Twojego bloga całkiem niedawno, ale muszę przyznać, że przepadłam! Uwielbiam Twój styl pisania - pełen hermetycznego humoru, inteligentny, sprawiający, że człowiek się uśmiecha (o ile nie parska śmiechem ;)) Lubię oglądać prezentowane przez Ciebie wnętrza, tak inne od obecnych trendów. Już nawet mnie, wielbicielkę minimalizmu, zaczyna męczyć przeobecna szarość i dąb sonoma ;)
    Pozdrawiam!
    Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo bardzo mi miło! Dziękuję i wpadaj jak najczęściej!

      Usuń
  6. I te "dwie lamy nad stołem" - taka drobna literówka, a się ubawiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. I przez te lamy zapomniałam napisać, że ja styl amerykański lubię za to właśnie, że widać w domach klimat rodziny, co lubią, kto tam mieszka... U nas tak poszliśmy w te skandynawskie minimalizmy, że można chatę pomylić i zorientować się dopiero po nie swoich gaciach w szufladzie (?) ;)

    OdpowiedzUsuń