Party like it's 1999, poduszki ze szlafroka i dzika ochota na salceson.


W dziewięćdziesiątym dziewiątym moją głowę zaprzątały inne rzeczy. Żyłam beztrosko nie mając pojęcia o istnieniu Grupy Kapitałowej Energa, wzoru na RRSO i drogich szparagów. Moją bolączką była jedna Warka na cztery osoby, brak dużych kolczyków w kształcie koła a'la Jennifer Lopez oraz jak tu spuścić w kibel dwanaście listów do Taylora Hansona, których postanowiłam jednak nie wysyłać i on teraz ma inną żonę, a mogłam to być ja.

Pomimo obecnej korby na tamte czasy za nic nie chciałabym znowu nosić za krótkich topów na ramiączkach oraz lajkrów, w których moje nogi wyglądały jak dwa rozpuszczone lody Zapp. Chociaż, nie powiem, tęsknię czasem za moim mózgiem sprzed Internetu, od którego nie ma już jakby odwrotu. I pomyśleć, że były kiedyś takie lata, kiedy byłeś całkiem zadowolony z życia, pomimo że nie miałeś zielonego pojęcia, że jest gdzieś na świecie dupa wielkości pokrywy od studzienki, że można iść tak po prostu do kibla i nie musieć tego dokumentować oraz że chleb pszenny to śmierć, chociaż wtedy wydawało się, że raczej heroina. I jakaś taka rzewna tęsknota się w nas budzi, chociaż wszędzie trzeba było dymać na piechotę, piło się świecącą oranżadę z plastikowego worka przez plastikową słomkę oraz wstawało o drugiej w nocy, żeby zmienić kasetę VHS.

Dobra, teraz wyjawię pradawną tajemnicę, której wcale nie wykopałam gdzieś daleko w Kairze, owinięta w tetrę i z podręcznikiem przetrwania polskiego Beara Gryllsa aka Stasia Tarkowskiego. Sama spowiłam ją baśniowym dymem w związku z wyprzedażą w Ikei, którą z wiadomych względów wolałam zachować dla siebie. Dlaczego w głowie śpiewa mi Prince: 'So tonight I'm gonna party like it's nineteen ninety- nine' i czemu ja w ogóle przywołuję te fałhaesy i oranżady. Otóż- posługując się instagramową nomenklaturą- Kochani Moi, fotel żem zakupiła. I to nie byle jaki, bo model z dziewięćdziesiątego dziewiątego roku, który postanowiła na nowo wprowadzić w życie Ikea. Fotel owy wybrałam se w kolorze bordo, który przywołuje mi na myśl zasłonki z węgorzewskiego Pekaesu, którym to przez trzy lata dzielnie jeździłam na zajęcia z małych struktur społecznych.



W ogóle to znowu pozmieniałam na kwadracie, czyli po raz sto czterdziesty ósmy zamieniłam jadalnię z kątem livingowym (że też tyle możliwości daje jeden pokój). Moją pomarańczową sofkę już znacie, teraz dołączył do niej owy fotel PS 1999, który udało mi się dorwać na wyprzedaży za jedną trzecią regularnej ceny (sześć stów to jest jednak mocna nadgorliwość ze strony Szwedów). Zanim jednak przejdziemy do spiritus movens całej tej afery, chciałam przedstawić moją małą wnętrzarską akcję pod tytułem: 'Chcę to, ale za drogie, przejrzę więc szafę Starego'.

Od dłuższego czasu jestem rozkochana w marce Madam Stoltz, która reprezentuje (no niestety nie biedę) styl boho w takim afrykańsko- designerskim wydaniu. Niestety produkty drogie są jak nowe zęby Piaska, za poszewkę na poduszkę nie jestem jeszcze psychicznie gotowa zapłacić trzy stówy, nie mówiąc już o meblach, chyba że przyjęliby mój stary samochód w rozliczeniu albo chociaż prawie rasowego psa (nie no żartuję, nie oddam samochodu). Lubię takie imprezy pod tytułem: 'Od inspiracji do realizacji', uszyłam więc sobie podobne poduszki z- uwaga uwaga- męskiego szlafroka, który uznałam za niepotrzebny i i tak przecież w ogóle nienoszony, zanim jeszcze Stary w ogóle się odezwał. Skleciłam sobie taki moodboardzik, na którym widać moje aktualne zajawki oraz, ku mej uciesze, bardzo bardzo podobny fotel. Do jednej poszewki przyszyłam też taśmę z frędzlami, które następnie poprułam i poplątałam, gdyż wyglądały jak wykończenie komunijnej peleryny, a nie insta-boho-lux. No przyznajcie sami, że taki piękny miękki pasiak nie mógł się ot tak marnować na owłosionej męskiej dupie.




Dopsz, załatwiłam dwie pierwsze części tego wpisu, czas przejść do trzeciej, czyli porzućmy chwilowo proteinowe koktajle i awokada na rzecz salcesonu, którym zamierzam Was właśnie teraz uraczyć. Nie będę filozofować, chociaż mam ochotę, bo ja mogę dopisać całą filozofię nawet do mortadeli w puszce, że śnił mi się marmur po nocach, że to planowałam, że już od początku tak miało być, ale wyszło dopiero po ośmiu latach. Niestety, całkiem spontanicznie, bo wczoraj, kupiłam marmurowy stolik kawowy a'la Hannibal Lecter oraz Cristal Carrington w jednym, gdyż kosztował całe siedem dych i trafił mi się Stary w odpowiednio dobrym humorze, żeby terazzaraznatychmiast jechać do Sopotu. Moje akcje na olx są bardzo intensywne i przypominają wymianę opon na pit stopie. Nie przyjmuję żadnych argumentów, jestem bowiem napalona. Czy jesteście w stanie podać, który to już stolik? Ja nie jestem, na pewno jakaś liczba z dwójką z przodu. Jestem stołową kurtyzaną, tyle ich już zaliczyłam. Powiem tak: kręci mnie ostatnio eklektyzm w takim artystycznym nieco wydaniu, choć jeśli chodzi o moje artystyczne zdolności, potrafię ledwo narysować mapkę do regału z podpaskami w Kerfurze. Wiecie, te wielkie dzieła sztuki swobodnie oparte o ściany, kolorowa ceramika, dziwne meble, ja z gołym biustem i wielką lufką, pieprząca konwenanse, no i oczywiście te wielkie stoły kawowe, na których leżą sobie albumy o nowojorskich loftach i kwasowych odjazdach Picassa. OH YES PLEASE.

powyższe zdjęcia znajdziecie na moim pintereście, na tablicy LIVINGS

No i sami rozumiecie, że się po prostu nie mogłam powstrzymać. Moje relacje ze stołami kawowymi to raczej płomienne i krótkie epizody, ale- tutaj apel do wszystkich bogów- modlę się, cobym go nie sprzedała nigdy. Wymagał wprawdzie przypiłowania nóg (mówią, że długość się nie liczy, ale jednak dziesięć centymetrów robi kolosalną różnicę), zimny jest i wielki, że spokojnie można tam godzinami oglądać jakieś zwłoki, waży tyle co Fiat, ale to różowo- szare użyłowanie, ten kształt organiczny, to drewno wiśniowe... No nie mogę, nie mogę. Jaram się jak boczek na mojej krzywej patelni, co widać po ilości zdjęć, jaką tu przygotowałam. Najlepiej wydane siedem dych eva (zaraz po kilogramie chorizo).



















Do następnego!

Prześlij komentarz

9 Komentarze

  1. Wszystko komponuje się ze sobą przebosko 😍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jak mi to teraz gra razem! Niech mi ktoś zwiąże łapska, żebym nie ruszała.

      Usuń
  2. Jezu, jaki on jest boski, w majty się z zazdrości posikam...duzo zdjęć proszę co depresję złagodzić. I jakby się znudził to ja chce, biere, dziecko w zamian oddam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na Instagramie zapomniałaś wspomnieć, że we wpisie jest o pieprzeniu ;) Ale to tylko dodatkowo podbiło zajebistość tekstu - taka niespodzianka w środku. A co do fotela i poduszek: Stary chyba za szlafrokiem nie płacze, a fotel no BOZKI <3 A co do stolika, to już się wypowiadałam, tak więc salcesony na salony, hej!

    OdpowiedzUsuń
  4. Stolik stolikiem, szlafrok Starego szlafrokiem, ale jak to jest napisane! Dziewczyno powinnaś wydać książkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tak, pisz książkę!

      Usuń
    2. Weście no, gdzie tam i o czym, mogę co najwyżej napisać teksty na nową płytę Captain Jacka

      Usuń