Pół puszki farby? Rolka tapety? Zużyj je i odczaruj smutne meble ze śmietnika.


Właśnie zdałam sobie sprawę, że ja właściwie żyję eko gdzieś od przedszkola. Mój rower, kreatywnie zespawany z dwóch przez ojca, moje zabawki, przyniesione mi przez dziadka z wysypiska śmieci, moje spinki, wyczajone na trawie pod balkonami. Nie żebym cierpiała za młodu jakiś szczególny niedostatek (no może ojciec było nieco chytry), my po prostu zawsze forsowaliśmy tezę, że nie ma co gotować nowej zupy, skoro poprzednia jeszcze nie wyszła. Najlepiej o własnych siłach.

Najprościej chyba być eko, kiedy po prostu nie ma się budżetu, ale cieszę się, że pomimo faktu, że z moim nieprzystosowaniem społeczno- cywilizacyjnym jestem w stanie samodzielnie zarabiać, a przy tym moja miłość do rzeczy starych, używanych i porzuconych została. Nawet kiedy mam pieniądze, swoje kroki najpierw kieruję na rynek, a jeśli już kupuję coś ze świeżej taśmy, dla osobistej oraz wizualnej równowagi znoszę coś z trawnika. Tyle jest rzeczy już naprodukowanych, że jeszcze wnuki Klary Lewandowskiej tego nie zużyją. Na dodatek to jest takie pole do popisu dla maniaków zmian (czy to ja?), darmowy plac wnętrzarskich zabaw z ekologicznym podtekstem. W moim przypadku jest w tym jeszcze niewielki aspekt zaburzeń emocjonalnych albo może to tylko nadmiar przeczytanych powieści o Panu Samochodziku- ja sobie te rzeczy personifikuję. Wyobrażam sobie, że te krzesła cierpią, takie niekochane już i niechciane. Że miały domek, a teraz już nie mają. Że potrzebują czułości, odrobiny przytulenia, chwili rozmowy. Wtedy nabiorą siły i znowu będą funkcjonować, będą użyteczne społecznie. Tak, to się chyba leczy, ale po co.


Jednych cieszą nowe buty, mnie podnieca widok kontenera pełnego skarbów. Ten powyżej ulokowany był w Tczewie, gdzie gnaliśmy ze Starym uwiedzeni widokiem wielorakich tapicerek i skrawków drewna. Ogłoszenie o opróżnianiu mieszkania zawsze samo mnie znajdzie, staram się tylko odrzucać myśli, że to zapewne rzeczy po kimś zmarłym, a przywoływać to czułe personifikowanie. Zresztą rzeczy po zmarłym potrzebują podwójnej troskliwości- tyle lat, a może i całe życie ze swoim właścicielem, a teraz samotne jak te sztachety po wiejskiej dyskotece. Powinno się utworzyć schronisko dla porzuconych mebli, gdzie można będzie przyjść, poznać je i zabrać. A nie, już jest, olx przecież.

Z tej górki szczęścia zgarnęliśmy cztery krzesła oraz tą szafkę na szczycie ('gdzieś na szczycie góry...'). Trzy z nich od razu powędrowały do stołu, bo ich stan nie wymagał kompletnie żadnej ingerencji poza szmatą z płynem, czwarte zaś postanowiłam poddać swoim twórczym rękom oraz niebezpiecznej głowie- tak samo jak wspomnianą szafkę. Czy w Waszych domach zalega trochę remontowych skrawków? W moim owszę, zrobiłam im nawet pokój. Okleiny, farby, tapety- wszystkiego po trochę, po pół, po kawałkach. Szkoda wyrzucić, na większe powierzchnie nie wystarczy- spieszę z podpowiedzią, że meble ze śmietnika są ku temu po prostu najlepsze. Zahartowane, poddadzą się każdej metamorfozie. Są jak kundelki wzięte ze schroniska- będą cię kochać na zawsze, nawet jeśli przebierzesz je za brokatowego jednorożca.

Na szafkę plan był prosty i oczywisty- jak tylko ją ujrzałam, od razu wiedziałam, że będzie szafką na moje biurowe rzeczy oraz jakieś domowe utensylia typu poszewki. Do jej metamorfozy potrzebowałam dokupić tylko nowe gałki oraz nogi, zaś fronty i wnętrze postanowiłam odmienić przy pomocy resztki farby z metamorfozy stołu oraz tapety Casamance, którą tapetowałam jakiś czas temu ścianę w sypialni (pokażę niebawem na moim Instagramie). Kocham przerabiać stare szafki przy użyciu tapety, efekt jest natychmiastowy, robota nieskomplikowana, a zapomniany i niechciany mebel nagle wygląda epicko. To już druga szafka, którą ozdobiłam w takim stylu, tym razem postawiłam jednak na inną markę tapety, choć o podobnym, liściastym wzorze. Tapeta Casamance Rio Madeira na żywo wygląda jeszcze bardziej spektakularnie niż na zdjęciach (do tego typu przemian polecam też przejrzeć tapety Cole&Son albo tapety Boras Tapeter). Resztkę emalii do drewna po malowaniu stołu wykorzystałam do pomalowania półek w środku. No właśnie, środek- tym razem postanowiłam wykleić też plecki wewnątrz. Zawsze to wizualnie przyjemniej, gdy sięgasz po druk ZUS DRA.















Nieee, dzieciaki, to jeszcze nie koniec lekcji. Wspominałam przecież o czwartym krześle- oto i ono. Dębowe krzesło o kwiecistym obiciu, które leżakowało porzucone tuż za powyższą szafką. Stabilne, wygodne, choć zupełnie mi niepotrzebne, ale zabieranie rzeczy ze śmietników jest już jak odruch bezwarunkowy. Jak odganianie muchy na przykład. Wzięłam więc, kompletnie nie mając na nie miejsca przy stole. Ale od czego jest Stary i jego piła- skróciliśmy więc nogi, by robiło za stołko- siedzisko w livingu. Takie, wiecie, żeby przysiąść i obciąć paznokcie. Albo rzucić kocem, gdy niespodziewanie znowu zrobi się plus trzydzieści pięć w cieniu. Ostatecznie posadzić na nim psa. Wyszorowałam je i pomalowałam resztką gruntu oraz farby, których używałam do malowania ściany w sypialni. Stary mówi, że wygląda teraz jak kucyk pony. Coś w tym jest, bo podobnie się chybocze.






That's all, jak mówiła Miranda. Dobrze wyszło?

Do następnego!

Post powstał we współpracy ze sklepem internetowym Tapetujemy.pl

Prześlij komentarz

18 Komentarze

  1. ...juz wiem, byl ten marmurowy- musialam poszukac...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hyhy, zamieniłam się z matką, bo strasznie go chciała :-))

      Usuń
  2. super pomysł z tym krzesłem i szafka pięknie wyszła

    OdpowiedzUsuń
  3. O wow, ale czad! Jestem pod wrażeniem, świetna szafka!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolejny post- balsam na moją duszę. Ja też muszę, bo inaczej się uduszę- muszę ratować te biedne starowinki. Jesteś dla mnie wielką inspiracją, dzięki. Szafka boska!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Szafka cudo, tapeta olśniewająca. Widzę, że marmur zastąpiła ławeczka do wyciskania sztangi. Zazdroszczę talentu szperacza, ja nie mam go ani w ząb. Chyba,że okaz sam wpadnie w ręce, ale to rzadko. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam właśnie nieodparte wrażenie, że te rzeczy same mi włażą w ręce :-P Pozdrowienia Gosiu

      Usuń
  6. Za ratowanie niechcianych mebli ludzie tacy jak Pani powinni ( podobnie jak wszystkie psy :), iść do nieba.
    W swoim czasie, oczywiście, nie za wcześnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Łooooo jak pięknie! Bardzo lubię tu zaglądać, masz niesamowity talent do urządzania wnętrz ale chyba nawet większy do pisania. :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szafka - jedno słowo: bozko!! ;) Co do krzesła, to myślałam, że pokusisz się o zmianę tapicerki na siedzisku, ale tak też jest w sumie spoko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie umiem takich rzeczy hehe, jak biorę krzesła, to tylko z tapicerką, która zostaje

      Usuń