Ryby w salonie i skopane brodziki- pięć kobiet o swoich wnętrzarskich porażkach, które wyszły im na dobre.


Gdyby tak raz się przyłożyć i rzeczywiście poczytać fejsbuka, zamiast w nerwicowym akcie kompulsywnie go scrollować, wiele istotnych informacji na wnętrzarskie tematy można by pozyskać. Aż żałuję, że pisząc pracę magisterską nie skorzystałam z tego narzędzia- wszak emocjonalne wpisy bez polskich znaków pisane na gorąco są równie wiarygodne, co sekrety wyznawane po pijaku.

Wiele można z nich wyczytać. Są jak tarot postawiony przez cygańską czarodziejkę w pociągu linii Warszawa- Wałbrzych, po którym orientujesz się, że nie masz już przy sobie portfela. Przeglądałam ostatnio fejsa codziennie przez bity tydzień- nigdy nie spędziłam tam tyle czasu, co skutecznie wyjaśnia zasięgi na moim fanpage'u. Grzebałam w komentarzach wśród remontowych postów Tikkurili, odwiedzałam duże i małe serwisy wnętrzarskie, a także ponownie czytałam wypowiedzi ludzi, którzy z niewiadomych przyczyn odwiedzają także moją stronę. I wszędzie, dosłownie wszędzie znajdowałam nieśmiałe napomknięcia, że strach przed zmianami w domu wypływa z obawy przed porażką. A przecież nie o taką Polskę walczylyśmy. Odwaga i rycerski duch żyją w naszym DNA. Nie mówmy, że waleczne serce to domena Szkotów- no co za oscarowy bullshit. Tyle przetrwaliśmy, ziemie nam kroili jak pizzę. A teraz przyjrzyjmy się i zastanówmy, jak my wypadamy przy tych wszystkich Skrzetuskich, Jurandach i Kmicicach ze swoim lękiem przed jedną różową ścianą. No słabo. Słabo jak na wczasach w Kudowie.

Postanowiłam w związku z tym sama rozpętać tą wojenkę i samodzielnie zgrupować najemników do kontrataku. Nie może tak przecież być, że wiecznie będziemy chcieć i się bać jednocześnie- należy w końcu wykonać jakiś ruch i przeciągnąć linę we właściwą stronę. Poprosiłam ludzi na Instagramie, żeby poszperali po swoich kwadratach i dali mi znać, czy faktycznie stylistyczna porażka to koniec świata i trzeba się wyprowadzać. To była spontaniczna akcja podszyta niewielką obawą, że być może wcale nie ma takich historii i tylko ja mam tak zmutowaną psychikę, że ciągle coś bym malowała. Post z prośbą widoczny był dwadzieścia cztery godziny, przyszło siedemnaście wiadomości. Wybrałam pięć najbardziej obrazowych, posklejałam wypowiedzi i podkradłam foty z profili. Okazuje się, że to, co początkowo uznawane było za wtopę, kaszanę i kichę, obróciło się w coś dobrego.

RAFA KORALOWA, CZYLI RYBY W LIVINGU NICOLE


Kto z nas nie bał się opinii rodziny, niech pierwszy rzuci wałkiem. Że co powie ojciec, a co chrzestna. Urządzanie pod wpływem sugestii bliskich jest nagminne, lecz niestety to my potem siedzimy w tym bajzlu. NICOLE otaczała się szarościami i bielami od zawsze, a na jej otwartej przestrzeni królował północny chłód. A potem spontanicznie walnęła tapetę w ryby, jakby podskórnie czując z nimi bliżej nieokreśloną więź. I tą więź widać z kanapy. I rodzina też ją ujrzała. Pierwsza myśl? Szok, przegięcie i załamka, bo motyw, który pewnie szybko się znudzi i nie jest uniwersalny jak płyn do podłóg. A potem?

"Początkowo nie mogłam zdzierżyć tego wszystkiego, ale jakoś to dalej poszło, jak szaleć to szaleć i w kuchni doszły kolejne ozdoby w tematyce ryb. Ponad 60 letnią komodę też zbezcześciłam, dodając jej nowe nogi i gałki w kształcie (o dziwo) też ryb! Teraz nie wpasowuję się w żadne wnętrzarskie trendy, a mimo to bardzo dobrze się czuję w całym tym otoczeniu kolorów. I w sumie jestem zadowolona, bo gdzie nie pójdę, to królują szarości i biele. Praktycznie wszędzie przewija się to samo. Tak też początkowo i ja miałam urządzone swoje mieszkanie. Minimalistycznie i stosownie. Kiedyś chciałam, by mieszkanie podobało się innym, a teraz coraz bardziej mam to gdzieś i daję upust swojej fantazji!"

ALICJA I JEJ KRÓLEWSKIE ŁOŻE

Sypialnia to też temat, który często przewija się i w serwisach wnętrzarskich, i w rozmowach przy rodzinnym stole. A najlepsza jego część to wszechobecna funkcjonalność- kiedy będziesz z nią na bakier, nie wytrzymasz długo we własnym mieszkaniu. W tym temacie wypadałoby zapomnieć o swoich fanaberiach, schować do torby zachcianki, a raczej przemyśleć porządną zabudowę na majty. Uwielbiam historię ALICJI, która olała to wszystko ciepłym spienionym i ostatecznie na dobre jej to wyszło:

"Kupiłam wielkie łóżko jak dla księżniczki (jestem sama, więc 3/4 jego przestrzeni nie jest wykorzystywane), które wszyscy bardzo mi odradzali, bo gdzie do 40 m2 mieszkania takie łóżko. Przyznałam im wszystkim rację, jak je złożyłam, zawaliło prawie cały pokój, a potem przespałam jedną noc i uznałam, że to najlepsza decyzja mojego życia. Nadal walczę z tym, jak pomieścić inne rzeczy w tym pokoju, który w sumie jest wszystkim w jednym (mieszkanie ma dwa pokoje, ale mój jest tylko jeden) i szykuje się niedługo jakiś remoncik, ale łóżko na pewno zostaje!"

LAMPERIADA KAROLINY


Powróćmy do tematu malowania, które spędza sen z powiek niejednemu. Nie jestem z tych, którzy biorą próbniki i przykładają wzorniki do ściany, KAROLINA na szczęście też do nich nie należy. Lamperia- kiedyś kojarzona tylko z olejnym dekorem rodem z podstawówki, dziś przeżywa swój cudowny renesans i bardzo dobrze. Ale jaka powinna być ta wymarzona lamperia? Okazuje się, że nie dowiesz się, póki nie spróbujesz:

"Najbardziej się cieszę, że zrobiłam granatową lamperię w sypialni- już po chwili wyglądała źle. Na dodatek moje dzieci wydłubały w niej dziury, no koszmar. I żeby tego wszystkiego nie szpachlować, po prostu zakryłam ją sklejką. I to był strzał dziesiątkę!"

KIEDY IDZIE ŹLE, MOŻE BYĆ TYLKO LEPIEJ, CZYLI KAROLINY PRZYGODY... ZE WSZYSTKIM

To jest dopiero hit- okazuje się, że seria wnętrzarskich 'pomyłek' może być nie tylko cenną lekcją, ale i generalnie pomysłem na remont. 'Po prostu to zróbmy', pomyślała sobie KAROLINA, po czym wraz z kolegą małżonkiem pomalowała ściany i meble nie na te kolory, które miały być. Jak to bywa w takich przypadkach, papiery rozwodowe mogą się pojawić w umyśle, ale nie tym razem. Tym razem skończyło się powiększeniem rodziny.

"U nas najwięcej 'wpadek' było z kolorami. W sypialni wyszedł nam bardzo ciemny szary na ścianach i trochę się tym zesraliśmy, ale teraz jest super. Tak samo z kolorem komody w kąciku u Uli. Miało być khaki, a wyszedł jakiś pieroński groszek i cale szczęście, bo byłoby za ponuro. No i nasza meblościanka w dużym. Nie wiem, co sobie myśleliśmy, w życiu nie chcieliśmy meblościanek, a tak jakoś wyszło, że jest i to jeszcze z porcelaną w środku. O i jeszcze jeden przykład mam! Ucięliśmy nogi w stole, bo nie dało się go wynieść z kuchni ze starego mieszkania. A taki był fajny stół kuchenny. Teraz to nasz najlepszy stolik kawowy".

AŚKA RADZI: ZAMÓW PŁYTKI I NIE PŁACZ, KIEDY WCALE NIE PRZYJDĄ


O remontach i budowlańcach spokojnie można by całe epopeje pisać. Najgorsze są te przypadki, kiedy coś zamówisz, bo tak strasznie się napaliłaś akurat na to, po prostu to i nic innego, choćbyś spać na gołej wylewce do końca życia miała, a tu klops, kiła, mogiła, dupa cześć, nie ma co jeść. W jedynych takie akcje powodują wymuszanie na lekarzu rodzinnym EKG, a u drugich wyzwalają pokłady kreatywności. Dokładnie tak, jak poczyniła to AŚKA:

"Ja mam dobre story: najpierw se piękne włoskie płytki zamówiłam. Czekałam, lecz w końcu z tych Włoch nie dojechały, bo tir trzy razy do rowu wjeżdżał, dwa razy napadli i wysiudali kierowcę, a na koniec nas, bo wzięli kasę, a płytek jak nie było, tak po dziś dzień u nas w łazience nie ujrzysz. Ale! Weszła ja se na pinteresta i podejrzała pomysł na angielską boazerię z MDF i se taką zrobiła. Wygląda bombowo!".

To 'bombowo' to ja dodałam, Asia powiedziała 'spoko', ale dla mnie jest kurde bombowo. Na koniec jeszcze nie mogłam się oprzeć i w bonusie wklejam tu słowa ASI GLOGAZY, której przymusowo- ekologiczne golenie nóg jest idealnym zwieńczeniem tego wpisu:

"Nie wiem, czy to się liczy, ale mam skopany prysznic bezbrodzikowy, który zalewa mi pół mieszkania, jak nie włączę wody podczas namydlania/szamponowania/golenia nóg, więc chcąc nie chcąc jestem teraz super eko w tym zakresie'.

***

Jeśli i w Waszych historiach są wątki o wtopach, które okazały się być sukcesem, nie ważcie się trzymać ich w sobie, lecz czujcie się zobowiązani do napisania ich tutaj. Nie po to gnębiłam zarobionych ludzi na insta, żeby zostali z tym sami.

Do następnego!

Share:

4 komentarze

  1. Jestem zaszczycona mogąc swoją wtopą dawać przykład. Zapomniałam dodać że prawie skończyło się rozwodem, więc co nie zabije związku, tylko go wzmocni. Polacy do pędzla!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, my tak mamy z tapetowaniem- zawsze w trakcie się rozwodzimy.

      Usuń
  2. Ja jak już pierdylion razy pisałam ciągle mieszkam gdzieś "kątem" i ciągle marzę, że w końcu się dorobimy tego swojego lokum, które - olewając wszelkie konwenanse - urządzimy dla siebie i po swojemu. A z wnętrzarskich fakapów, to zgodziłam się... A raczej zostałam przymuszona do wyrażenia zgody na biurko pod komputery z 3-metrowym blatem :/ Mr. T. jest fanem komputera stacjonarnego i takie sobie biurko wymyślił i żeby też było miejsce dla mnie. Dodam, że podwójnie gruby blat (co by się nie wygiął przy tej długości) wnieśliśmy i znieśliśmy we dwójkę z ÓSMEGO piętra :/ Potem szukaliśmy mieszkania tak, żeby się to cholerne biurko zmieściło. W końcu nie wytrzymałam i zarządziłam, że albo biurko, albo ja ;) Żartuję. W rzeczywistości Mr. T. w końcu mi przyznał, że to nie był dobry pomysł i biurko - ze sporą stratą - sprzedaliśmy. I tak ten teges. Pozdrawiam

    Ps: fajny wpis. Odwagi do zmian Kobity i Facety ;)

    OdpowiedzUsuń