Na co musisz polować, jeśli chcesz mieć jadalnię w stylu boho.


Boho opanowało domy, umysły i instagram. To styl wdzięczny i nieskomplikowany, ale kto czytał 'The New Bohemians' Justiny Blakeney, ten wie, że boho... bohu? Bohowi? W każdym razie jedno boho niepodobne do innego boho, tyle bowiem wersji, ile ludzi na świecie. Dokładnie jak z cyckami.

Na boho jest szał i moda, ale niektóre mody są na tyle genialne, że zostają na zawsze. Myślę, że tak właśnie będzie z boho. Długo szukałam swojego stylu, coś tam kleciłam ze scandi, potem odkryłam złom, a potem zobaczyłam radosne wnętrza z San Francisco i przepadłam. Moja dusza zagubiona wróciła do domu, znowu zaczęłam czytać haszyszowe brednie Morrisona i nabrałam ochoty na skręty, ostatecznie jednak zostając przy cydrze. Boho początkowo kojarzyło się nijako, pejoratywnie wręcz, bo zakwitło sporo bezimiennych sklepów oferujących niby-hippisowskie narzutki z frędzlami, które jakoś tak kiczem zapachniały i podeszliśmy do oferty jak Franka do bezmięsnego obiadu. Potem jednak trend opanował wnętrza, a wraz z nimi nadeszła zielona fala urban jungle. Nagle okazało się, że boho to coś więcej niż tylko moda. To uosobienie potrzeb współczesnej cywilizacji- stęsknionej za naturą, spokojem, drewnem, zmęczonej smartfonami, które stały się częścią naszego życia, czy tego chcemy, czy nie. Zapragnęliśmy zostawić za drzwiami złe wiadomości ze świata, a we własnym domu chociaż na chwilę doznać ukojenia, wywalić tv, otoczyć kryształami, kwiatami i ciepłymi kolorami. Do łask powróciły dyfuzory, świece, solne i naftowe lampki, a wszyscy rozpalili w swoich salonach ogniska z palo santo. Boho aktywowało w nas jakieś pierwotne potrzeby, nagle chcemy uciekać w Bieszczady i hodować kozy, patrzeć na ogień i chrzanić antykoncepcję. Ciepło i radość, peace&love i wegańska miłość w malinowym chruśniaku.

Jak już mówiłam, boho... bohu? Nierówne w każdym razie. Jedni wolą wydanie etniczne, drudzy monochromatyczne, inni z kolei idą na całość olewając antykurzową krucjatę. Ja kocham wersję, którą sama nazwałam 'bohemian meets industrial'. Blacha bowiem zawsze będzie w moim sercu, choć potrafię być czasami naprawdę opiekuńcza. Industrialne dodatki wspaniale przełamują ciepło tego stylu i dodają mu pazura. Boho można uskutecznić w każdym pomieszczeniu, ja dziś wzięłam na tapetę swoją jadalnię, bo i trochę nowego przyszło, i trochę śmietnika, i jeszcze stary tygrys. Jeśli też chcesz mieć jadalnię w stylu boho, spisałam sześć rzeczy, na które trzeba zapolować.

GDZIE POSADZIĆ TYŁKI, CZYLI KRZESŁA I ŁAWKI


Jak to w jadalni, raczej dość istotne elementy. Trzy krzesła, które tu widzicie, wygrzebałam ze śmietnika w Tczewie, do którego gnaliśmy ze Starym na dźwięk słów 'opróżnianie mieszkania'. Stabilne, w świetnym odcieniu drewna, zostały w swoim oryginalnym stanie, natomiast nowością jest stara gimnastyczna ławka, która była przez chwilę nawet stoliko- podnóżkiem, dopóki znowu nie poprzestawiałam wszystkiego. To jest jednak mebel na tyle uniwersalny, że mu wszystko jedno, czy stopy na nim będą, czy może pośladki. I jeszcze magazyny na dole pomieści. Ławka dodaje bardziej rustykalnego charakteru i jeszcze więcej ludzi wejdzie w razie potrzeby.





DREWNIANY STÓŁ


Drewniany stół to must have. Najlepiej polować na niego na olx i szlifować, restaurować, malować- będzie bardziej w stylu zero waste, a wiedzcie, że boho bardzo nie lubi marnacji. Mój stół upolowałam za dosłownie sześćdziesiąt złotych, a potem pomalowałam go na chłodny błękit. Boho to styl, który kocha drewno, a drewnianych stołów na aukcjach dosłownie zatrzęsienie. Malowanie starego stołu to też żadna filozofia, są na rynku takie emalie do drewna, że właściwie zrobią wszystko za Was.


FRĘDZLE


Czyli generalnie wszelkie tekstylia, które odgrywają w boho ogromną rolę. Boho kocha wzory, kolory, a najbardziej wszystko miękkie i z frędzlami. Koce z frędzlami, poduszki, meble, nawet abażury- im więcej frędzli, tym lepiej. To jest ten element, który zawsze powiążesz z tym stylem.


DYWAN


Najlepsze clou tej imprezy i moje nowe cacko! Nic nie jest bowiem tak zaraźliwe, jak chęć posiadania dywanu w indiańskie wzory, nawet katar. Kto widział taki dywan i nie zapragnął go natychmiast, niech pierwszy usunie konto z insta. To jest ta płaszczyzna, która robi całą robotę. Nadaje ton i charakter. Znaleźć jednak oryginalny kilim w rozmiarze dwa na półtora, nie płakać nad jego zapachem oraz nie musieć sprzedawać nerki, żeby za niego zapłacić, a potem jeszcze wyprać, to jest dopiero wyczyn na miarę górskiej wędrówki w japonkach. Dlatego ja odpuściłam wielomiesięczne poszukiwania i zdecydowałam się na nowy egzemplarz, który ma fantastyczne kolory, idealny wzór, jest prosty w odkurzaniu i kosztuje rozsądne pieniądze. Do tego jest też równowagą dla wszystkich pozostałych rzeczy, które są w większości używane. Dywan, który zdobi moją boho- jadalnię, pochodzi ze sklepu VellaHome, który już zapewne dobrze znacie. Znajdziecie tam wszelkiej maści dywany, nie tylko boho, a jak dotrwacie do końca, będzie dla Was niespodzianka :-)


DODATKI


Jakie są boho- dodatki? Nie wiem, dziękuję, pozdrawiam. Z jednej strony mile widziane są wszystkie te, które kojarzą się z dżunglą, ale z drugiej strony boho jest tak różnorodne i pozwala na tak dużo, że w sumie dodatkiem może być wszystko- cała zabawa polega na tym, w jaką stronę boho idziesz. Jedni mają bardzo przemyślane dekoracje, z marokańskim twistem, drudzy z kolei walą zdjęcia rodzinne, stare zabawki i inne dziwne duperele. U mnie dodatków nie ma zbyt wiele, bo i tyleż mam miejsca, ale stary drewniany tygrys musiał się tu znaleźć. NO PRZESZ MUSIAŁ.



ROŚLINY


No tutaj jakby nie ma dyskusji- rośliny być muszą. Nie ma boho bez roślin, NIE MA. Nie musi być od razu pełne urban jungle, ale chociaż drobne akcenty w postaci kilku kwiatów są jakby niezbędne. Najlepiej zacząć od czegoś, co nie jest zbytnio wymagające, a potem już sam zauważysz, że masz ich czterdzieści. Rośliny bowiem wciągają i uzależniają, szczególnie jak rosną. Duma z faktu, że od roku nic nie zdechło, równa jest tylko piątce z matury. U mnie niestety nie ma już miejsca na kolejne okazy, wszystko jest bowiem piękne ładne, dopóki gówniarstwo się nie rozrośnie.



No i tyle, moja boho- jadalnia 2019. Nie zmieniło się bardzo wiele, ale i różnica jest, choć głównie w tym, że więcej jem.


Do następnego!

UWAGA! Specjalnie dla Was mam rabat w wysokości 10% na WSZYSTKIE PRODUKTY w sklepie VellaHome. Wystarczy, że użyjecie kodu: StyleRecital10. Kod jest ważny do niedzieli 11.08 i nie dotyczy rzeczy już przecenionych. Udanych zakupów!

Post powstał we współpracy ze sklepem VellaHome.

Prześlij komentarz

8 Komentarze

  1. Paula, lubie te Twoje kolorowe wnętrzności :-D xD
    Mnie chyba bliżej do tego kolorowego boho niż do białego, romantycznego i zwiewnego niczym powiewające koronkowe majtki z calzedonii. Lubię te wnętrza jasne, ale jakoś tak czuję potrzebę koloru, przełamania tej labolatorycznej bieli. Koniecznie musze sobie sprawić tygrysa:-D #ciekaweconatostary

    Wera

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tygrys to jest cudo, a Stary niech się krzani! :-))

      Usuń
  2. No ja właśnie lubię takie kolorowe wnętrza. Niech sobie to będzie boho, czy inna lambada, byle kolorowo ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pragnę tygrysa!!!! Pięknie tam u Ciebie! Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Teraz będzie tygrysia kolekcja w Tigerze, poluj!

      Usuń
  4. Popieram Niech każdy sobie bohula po swojemu Agnieszka

    OdpowiedzUsuń