Spoconym kurierom, miękkim wafelkom oraz łysym ścianom mówimy stanowcze NIE.


Lato to idealny czas, żeby zmierzyć się z różnymi rzeczami. Z założenia jest jakby leniwiej, ale z drugiej strony też jakby energetyczniej, bo i słońce, i lody, i sinice wpływają pod stanik. Lato niby przyjemne, ale z drugiej strony na każdym rogu czekają nas też te gorszej natury przygody. Miękkie wafelki, kwaśne kolejki, zaparzone kuboty. Borówka po pięć dych. Jest co robić.

Moim osobistym zdaniem lato to idealny czas przemyśleń. Obsmażanie ciała w słońcu nie należy do moich ulubionych czynności- zawsze wydawało mi się, że kilkugodzinny pobyt na plaży, po którym mój tyłek płynie własną rzeką, powinien skutkować mniejszymi obwodami. Może nie zaraz tymi czasoprzestrzennymi, ale chociaż tymi, które zasłaniają mi stopy. Niestety, za każdym razem było zupełnie odwrotnie (czy to te orzeszki z plażowego handlu obwoźnego?). W związku z tym porzuciłam to bezcelowe zajęcie na rzecz silnego grzania zwojów mózgowych. To chyba automatyczne zachowanie po czasach liceum, kiedy w każde wakacje zastanawiałam się, co zrobić ze swoim życiem. Do tej pory nic nie wymyśliłam.

Lato to idealny czas przemyśleń. Przynajmniej u mnie więcej wolnego czasu tym skutkuje. Przez ostatni tydzień na przykład zastanawiałam się, czy ja się przypadkiem nie chcę przeprowadzić z powrotem na Mazury. Albo zmienić zawodu. Jeśli nie rozumiecie, o czym ja tu w ogóle prawię, to ja Wam chętnie podrzucę temat do przemyśleń- rozważcie swoje ściany. Czy one przypadkiem nie są zbyt łyse? To jest grząski i głęboki temat. Można być bowiem na maksa łysym, trochę łysym, wcale-nie-łysym oraz, wzorując się na Radku Majdanie, najpierw być trochę łysym, a potem już nie być wcale. Musicie wiedzieć, że my, razem tu wzięci, łysym ścianom mówimy stanowcze NIE. Tak samo jak spoconym kurierom.

Obecne trendy nam sprzyjają, bowiem galerie ścienne są teraz hot jak bidon turysty w Egipcie. Na całe szczęście minęły czasy aranżowanych małżeństw, ściskających jelita gorsetów na haftki i wydumanych dekoracji ściennych, na które składały się głównie mroczne malowidła rubasznych wujów o niearystokratycznych twarzach. Dziś można rzucić na ścianę dosłownie wszystko- ubrania, talerze, baniak z farbą (widziałam na pintereście). Dla przetarcia szlaku przejrzałam wszystkie swoje ściany i stwierdzam, że w kwestii dekoracji tychże metoda jest jedna: hulaj dusza, wnętrzarskiego piekła nie ma. Są za to:

RZECZY NIEOCZYWISTE



Czyli wszystko to, co nie jest tradycyjną ramką z obrazkiem. Lubię takie rzeczy. Na obecnie trwającym Jarmarku Dominikańskim widziałam wspaniałe stare żółte śmigło (zdjęcie znajdziecie w wyróżnionej relacji na moim Instagramie). Jeszcze nie zapytałam o cenę, ale jak tylko zbiorę jakieś rubiny luzem, na pewno wrócę na stoisko. U mnie przykładem takiego dekoru jest wielki drewniany wachlarz, który kosztował całe dwie dychy. Zawsze to jakiś element zaskoczenia, a i kto wie, może nawet przydatny- jak znowu wróci temperatura plus trzydzieści pięć, zaproszę do siebie jakieś dzieci z rodziny, żeby mnie wachlowały za cukierki.

SKARBY VINTAGE



Vintage zawsze skradnie moje serce, ale sytuacja wcale nie jest prosta. Tak naprawdę ciężko jest upolować jednocześnie coś naprawdę ładnego i co nie będzie kosztowało tyle co przedni zderzak do Audi. Moim ratunkiem jest gdański Zielony Rynek, gdzie przy dobrych wiatrach, a raczej przy ładnej pogodzie i odrobinie szczęścia można znaleźć coś naprawdę fajnego. Osobiście w ten sposób ustrzeliłam stary francuski plakat reklamowy w ramie oraz sygnowany porcelanowy talerz do zawieszenia. No właśnie, talerze! Wieszajcie talerze, byle urocze, nie takie, wiecie, jak do śniadania.

OLEJNI KOCHANKOWIE


Marzy mi się status finansowy, który pozwoli mi na żywienie absolwentów ASP, na ten moment jednak malarstwo olejne pozostaje w sferze marzeń moich i mojego pinterestu. Wejść do galerii, wybrać dzieło, dać człowiekowi zarobić na jego talencie zanim odetnie sobie ucho albo jakiś inny organ z rozpaczy. Niestety, może w następnym życiu urodzę się gdzieś bliżej Dubaju, tymczasem na malarstwo poluję w sieci, i to najczęściej na to niechciane, z działu 'oddam'. Tak właśnie wzięłam ten jakże romantyczny obraz rodem z Nad Niemnem.

ABSTRAKCYJNE GRAFIKI


W tym roku postanowiłam ograniczyć zakupy nijakich plakatów z sieciówek, a wybrać coś bardziej interesującego, artystycznego i nieoczywistego. Tym sposobem, w moim mieszkaniu zawitały dwie ścienne nowości- grafiki autorstwa polskich ilustratorek. W kuchni zawisła praca Agaty Królak Na dnie dżungli, zaś w sypialni abstrakcja Doroty Wątkowskiej o nazwie Abstract II. O jakie to było kapitalne posunięcie w moich dekoracyjnych szachach! Dobrze jest zmiksować trochę staroci z czymś bardziej modern, nowoczesnym, jakie to jest wnętrzarskie odświeżenie. Do tego wsparcie uzdolnionych babek oraz polskiego sklepu, który je sprzedaje. Wybrane przeze mnie plakaty pochodzą ze sklepu Wall- being, który oferuje różnego rodzaju autorskie prace- od minimalistycznych grafik po bogate kolaże dla wnętrzarskich ekstrawertyków. Koniecznie sprawdźcie też ich nową kolekcję plakatów botanicznych.









SWOBODNE DZIEŁA WŁASNE


Kontrowersyjnie powiedziane, ale w końcu to mój blog. To jest przykład tego, kiedy usilnie chcesz mieć galerię ścienną terazzarazjuż, ale: nie masz kasy, nie masz materiałów, nie masz pomysłu (niepotrzebne skreślić). Często tak mam, a wtedy po prostu wywalam wszystkie swoje gazety jak dziecko klocki, biorę nożyczki, przegrzebuję szuflady w poszukiwaniu starych ramek i realizuję swe własne artystyczne wizje. Z lepszym lub gorszym skutkiem. Najczęściej problemem są ramki (dziś ciężko o szklane, panuje wszechobecna zniekształcająca pleksa i nieciekawe obramowanie) oraz materiały (polecam zagraniczne czasopisma, na przykład Frieze, w polskich trochę nędza). Moim najnowszym swobodnym wyrazem artyzmu przez małe 'a' jest pan w złotej ramie, który jeszcze do niedawna był okładką książki o historii malarstwa (obwolutą, nie pocięłam okładki), a dziś proszę, może spokojnie udawać mojego dziadka utracjusza, który przebalował cały nasz rodzinny majątek i my teraz musimy ze Starym po śmietnikach chodzić.




No to teraz przyznać się, czyje ściany są łyse.

Do następnego!

Post powstał we współpracy ze sklepem internetowym Wall- being, który oferuje starannie wyselekcjonowane plakaty wyłącznie polskich twórców.

Prześlij komentarz

12 Komentarze

  1. Moje, moje są łyse! Ale zamierzam się z tym rozprawić. To zadeklarowawszy, chciałam Ci bardzo podziękować za tego bloga, trafiłam tu przypadkiem i wsiąkłam, w ciągu ostatnich dwóch dni przeczytałam wszystkie wpisy. Bardzo, BARDZO mi się podoba to jak mieszkasz i jak piszesz. Zostaję tu, to jedno z moich najulubieńszych miejsc w sieci. Uściski! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ mi super miło!!! Wpadaj jak najczęściej ❤

      Usuń
  2. Też przypadkiem! Też wsiąklam! Też przeczytałam wszystkie posty! I zaglądam codziennie z nadzieją, że będzie kolejny! A jaki zawód, gdy go jeszcze nie ma!?!?!? A moje ściany? Nie są gołe, ale po tym poście ubiorę je inaczej, żeby choć odrobinę dorównać Twojej kreatywności. Żeby było jasne- to też moje najulubiensze miejsce w sieci! Pozdrawiam wszystkich, którzy je podziwiają i kochają!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojezusie, dziękuję bardzo bardzo! Trzymam kciuki za Twoje ściany:-)

      Usuń
  3. Myślałam, że wachlarz to był prezent od Mamy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No był był, za dwie dychy go właśnie dla mnie zdobyła ;-)

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź ;) Czytam uważnie każdy post dlatego dopytuję ;) Ja od Mamy biorę ile się da ;)

      Usuń
    3. No właśnie aż się zdziwiłam, że pamiętasz! :-))

      Usuń
    4. Tak, tak jestem stalkerem ;) A tak serio mam prawie identyczny dlatego zapamiętałam, więc możesz spać spokojnie ;) Dzięki za inspirujące i poprawiające humor wpisy :)

      Usuń
    5. Haha, takich stalkerów to ja mogę mieć! <3

      Usuń
  4. Moje też dość łyse, jeden plakat, obraz od babci-artystki, jakaś mapa świata. Od wielu, wielu lat zbieram też pocztówki i wycinki z gazet, bo mam zamiar je oprawiać i robić kolaże. Póki co jeszcze nic poważnego nie wyprodukowałam, ale przynajmniej raz do roku przeglądam i podziwiam moją kolekcję.
    Uwielbiam Twojego bloga, trafiłam tu jakiś czas temu z polecenia Asi Glogazy i bardzo jej za to dziękuję :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolaże też sobie czasem klecę. Dziękuję bardzo, strasznie mi miło ❤

      Usuń