Sugestia dnia: wyobraź sobie, że moje wnętrzarskie wybory wcale nie muszą być Twoje.


Internet to wspaniała rzecz. Potężna. Możemy podpisywać elektroniczne petycje przeciwko fokariom, zbierać drobne dla Owsiaka, używać hasztagów, które wyrażają nasz ekologiczny ból, wspólnie szukać zbirów i ciepłych domów dla porzuconych kotów. To jest takie piękne, że aż się cała szklę na samą myśl o tej elektronicznej wspólnocie. Gorzej tylko, jak nie ma co robić, bo wtedy jest straszna nuda, a nuda oznacza przymrużone oko, lwie zmarszczki i wnikliwe inspekcje.

W idealnym świecie Internetu chciałabym poprzestać na tych zbiórkach na Owsiaka i kotach, ale social media jakby same podają na plastikowej tacy tematy do narodowej podniety. Prosto do łóżka, nawet zaropiałych oczu nie musisz przemywać. Wielu ludzi, wiedzionych naiwną i czystą intencją, otwiera drzwi do swojego mieszkania, szafy i życia, myśląc przy tym, iż spotkają się z ciekawym i pełnym otwartości umysłem, który zaczerpnie to, co jest do zaczerpnięcia, a zostawi, co jest mu jakby nie po drodze. 'Oh Lord, please don't let me be misunderstood', jak śpiewali Animalsi. Chyba nawet najlepszy ekran Apple'a nie potrafi wiernie oddać przekazu. Dopóki nie było Internetu, gazet i telewizji, niejeden żył przekonaniem, że skoro w jego domu jest gwarno od dzieci, brązowo w dekorze, w sklepie nie ma banana, a w rodzinie geja, to chyba tak generalnie wygląda świat. Potem dali nam gazetę, Polsat i wi-fi i się kurwa nic nie zmieniło.

Mogłabym podać milionczystaczterdzieścidwa przykłady na funkcjonowanie społeczeństwa pod parasolem kont społecznościowych, ale zostawię na ten moment swój socjologiczny i antyspołeczny, może też i lekko obłąkany umysł, słońce świeci, lato jeszcze trwa, woda jeszcze aż tak nie pachnie moczem, ciągle można się popluskać, nie chcę siebie i innych dobijać gwoździem do spalonej ziemi, skupię się więc na blogach. Wnętrzarskich blogach. A najlepiej na swoim własnym blogu, którego urodziłam osobiście i do którego w związku z tym stosunek mam najbardziej emocjonalny. A może dlatego, że to jedyne, co osobiście urodziłam.

W idealnym świecie online wizualizuję sobie ostro, prawie jak Jakóbiak, że wnętrzarska brać bez obaw odwala swe dekoratorskie rajcowanie, a odbiorcy niekoniecznie muszą brać pod lupkę każdą szczelinę między płytkami oraz skrupulatnie analizować odcień obicia fotela pod kątem padania światła i jak to się ma z cotangensem od ich osobistego gustu i pierwiastkiem z ich własnego budżetu. Osobiście nie tylko unikam glutenu, inkasenta z gazowni i sąsiada z parteru, ale też blogerskiego tonu, jakoby moje mieszkanie i mój styl wyznaczały dekoratorski kierunek całemu światu. Dla mnie możesz mieć łóżko w kształcie Kinder Niespodzianki, zamiast klamek chwytać się klocków Lego, a jak za dużo zjesz gotowanej cieciorki, to możesz wziąć katalog z trendami z Mediolanu i zużyć jako papier toaletowy. Generalnie marzę o takim świecie, gdzie każdy tak se żyje po swojemu, ale że to się może nigdy nie ziścić, to chociaż w swoich czterech ścianach. Z bananem lub bez.








źródło: liliinwonderland.fr

Do następnego :-)

Prześlij komentarz

8 Komentarze

  1. Trochę się zdezorientowało i nawet nie wiem czy to dobrze, czy źle... :D Ale, że cotangens, to nie? No nie wiem - teraz brechtam przez chwilę. Już. No to ja poproszę inny odcień czegokolwiek, bo mi do skarpetek nie pasuje ;) Miłego psze Pani ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Boskie mieszkanie Kiedy ja próbuje na coś namówić męża w domu słyszę a u kogo coś takiego widziałaś Jakbym nie mogła całkiem po swojemu Jakbym musiala mieć czyjas zgodę czy co Jestem uzalezniona od Twojego bloga, im więcej czytam tym bardziej chce mi się robić rzeczy po swojemu I nikomu nic do tego że pod sufitem wisi część starej lodówki jako kwietnik 😉 Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hyhy, dziękuję! Ja mam pralkę w roli kwietnika, także wiesz, same here :-D

      Usuń
  3. "Osobiście nie tylko unikam glutenu, inkasenta z gazowni i sąsiada z parteru, ale też blogerskiego tonu, jakoby moje mieszkanie i mój styl wyznaczały dekoratorski kierunek całemu światu" - och, bardzo się pod takim podejściem podpisuję, bardzo.
    Osobiście wyznaję zasadę "tak wybrałam, tak mi się podoba, to mnie cieszy" i tyle, i fajnie, a zauważam, że wiele osób dodatkowo dodaje punkt "...a wszystko inne jest gupie i beznadziejne". Dotyczy to nie tylko wnętrz, ale w zasadzie wszelkich innych wyborów. Sądzę, że może to wynikać z potrzeby dowartościowania się czy tam innych kompleksów.
    Uściski z placu boju (dziś malowanie!) :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Uuuu, powodzenia przy robocie! Ja też dziś z środę spędzam z pędzlem :-))

      Usuń
  4. O tak tak, ależ to jest dobre, uwielbiam jak piszesz

    OdpowiedzUsuń