Jak uprawiać vintage i modern naraz oraz trzy patenty na stare meble.


W życiu we wszystkim chodzi o balans. Każdy kołcz Ci to powie, kiełbasa, a nawet Tedunio. Życie to ciągłe balansowanie. Miotanie- a to między pracą a wolnym, a to znowu między lodówką a kanapą, innym razem między narkotykami a wódką. Ważne, by nie przesadzić w żadną stronę, nie wypaść za burtę. Za burtami czyhają foliówki i głodne karasie.

Po trzydziestce nieustannie czuję się jak na promie do Karlskrony podczas deszczu i po zjedzeniu shoarmy w Sphinxie- biegam od lewej do prawej smagana poradami z Internetu i własnymi traumami. Jak wypośrodkować życie, żeby być bardziej smukłą akrobatką z obciągniętą stopą na lśniącej linii niż spanikowanym gołębiem na rynku w Wejherowie? Prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiem. A może dowiem, ale na bank będę już w wieku, kiedy sobie nie przypomnę i na koniec zakrztuszę się własnym językiem próbując. Póki co pozostaję przy miotaniu się. Skorzystałam nawet z jednej porady z plakatu motywacyjnego i spojrzałam na swoje życie z dystansu- to dopiero była apokaliptyczna wizja. Przez chwilę byłam tym rybikiem, którego Stary od tygodni próbuje rozgnieść na wannie swoim wskazującym palcem i za każdym razem nie trafia. Jestem rybikiem, stale uciekającym od palca przeznaczenia. Przepraszam, już wracam.

We wnętrzarstwie też ciągle próbuję wypracować jakąś równowagę. Myślę, że to wszystko przez to, że tak naprawdę nie lubię w stu procentach żadnego konkretnego stylu, a jedynie jakieś drobne elementy. Z każdego worka biorę po garści i uciekam- dokładnie jak w podstawówce robiłam z gwoździami w budowlanym. Kiedy tylko zbyt mocno przechylam się w jakąś stronę, od razu coś mnie uwiera, spać nie mogę, obiadu odmawiam i o przemijaniu myślę (znaczy się, że za dużo brązowego). Urządzanie jest jak gotowanie- szczyptę tego, odrobinę tamtego, a na koniec Magda i tak rzuci talerzem. Nic nie może się rozgotować, ale też zostać surowym, nie przesolić, ale doprawić. Dżizas, chwały i ordery temu, kto prowadzi blog kulinarny. Toż to orka jak pisemne dzielenie.


Podejmijmy próbę rozwikłania węzła pod tytułem 'vintage, ale nie jak u babci'. Nadmiar zawsze może szkodzić (oprócz czekolady przed okresem), tak też jest w przypadku staroci, szczególnie tych w brązowym kolorze, a ich jest najwięcej. Są u mnie takie etapy, kiedy jest tego zdecydowanie za dużo i wtedy muszę dla równowagi kupić coś w ikei. Nie umiem odnaleźć się we wnętrzu wypełnionym PRL-em, tak samo jak nie potrafię funkcjonować wśród supernowych mebli. Balans, balans albo wszyscy zginiemy. Najgorsze są momenty, kiedy w swoich poszukiwaniach nie potrafię się zatrzymać, a wtedy stoją u mnie cztery brązowe komody w szyku a'la wagony w towarowym. Tak właśnie było w zeszłym tygodniu, a kiedy kominiarz nie mógł przepchnąć siebie i swojego brzucha do naszej kuchni, Stary powiedział: basta! I ustawił jedną na drugą. Nie, żartuję. Zostawiliśmy dwie. Te z góry.

Dwie komody, jedna spod śmietnika, druga z olx. Obie darmowe, obie brązowe. Ale brąz to nie jest jedyny problem. W przypadku starych mebli generalnie problemy są trzy: kolor, uchwyt oraz zapach. No, czasem też pająki, ale tych najszybciej można się pozbyć (Nadając im imiona i chowając w słoik? Nie, wciągając odkurzaczem). To są trzy powody (zaraz po braku transportu), dla których ludzie najczęściej nie decydują się na starocie. Ale skoro Iggy Pop nadal koncertuje, my też damy radę.

ZAPACH



Jemy ze Starym tyle cebuli, że czasem nasze mieszkanie przybiera zapach spoconego ochroniarza, ale to i tak ma się nijak do tego, jak potrafią cuchnąć stare meble. To jest mieszanka bliżej nieokreślona, o różnym natężeniu, skutkująca posmakiem stęchlizny po obiedzie. Miałam to szczęście, że ciemna szafka była totalnie bezzapachowa, w przeciwieństwie do tej jaśniejszej, którą w pewnym momencie bardzo chciałam zrzucać z balkonu. Ostatecznie jednak została, jest lepiej, ale to z pewnością nie koniec tej wojny. Jak pozbywać się zapachu? Wietrzyć, wietrzyć i jeszcze raz myć. Na początek zawsze szoruję wodą z płynem (tutaj dobrze sprawdza się płyn do podłóg, na przykład Yope), potem w ruch idzie woda z octem. Ocet zabił nawet smród trzymiesięcznego sera w naszej lodówce, to co tam taka malutka stęchliźnienka. Potem, do środka szafki, na płaskich talerzykach, wstawiam sodę i kawę, które zmieniam tak co trzy dni, a także zawieszam od groma pachnących saszetek z rossmanna. Narazie walka zakończona, ale w ostateczności sięgnę po broń masowego rażenia, czyli specjalne środki chemiczne do usuwania zapachów. We'll see.

NUDA NA FRONCIE



Brązowe fronty i to w połysku nie są moją największą miłością, dlatego uwielbiam malować meble, a jeszcze bardziej oklejać tapetami. Umówmy się, to nie są antyki, tylko stare szafki po zmarłej babce, więc nie cackajmy się z tym. Jedna tapeta potrafi zrobić kolosalną różnicę, spójrzcie tylko na Kim Kardashian. Lubię tapety, które się totalnie różnią stylem, dzięki czemu szafka vintage nie jest już starociem, lecz nabiera świeżej aparycji. Zdecydowałam się też na oklejenie tylko jednej szafki, bowiem co za dużo, to niezdrowo (oprócz czekolady przed okresem). Coś mi ostatnio w duszy gra geometria, chyba za dużo słuchałam Podsiadło, w każdym bądź razie w ruch poszła ta oto tapeta w trójkąty. Kolorystyka mnie przekonała (ten miks ciepłego z zimnym!) oraz jakość, bowiem sklep BIMAGO jest źródłem mojej mapy ściennej i zagłówka w sypialni. Z naklejaniem tapety nie ma większego problemu, tylko trzeba najpierw koniecznie zmatowić śliską powierzchnię papierem ściernym. Ja dodatkowo pociągnęłam też czarnym pigmentem małe paseczki od wewnętrznej strony drzwi, by tapeta bardziej się 'wtopiła'. Tapety geometryczne to jest w ogóle to, co się świetnie sprawdza na starych meblach, bo od razu nadają im bardziej nowoczesnego charakteru.

UCHWYTY




Co tu dużo opowiadać, meble sprzed epoki Instagrama nie grzeszyły dobrym detalem. Gałki i uchwyty, zazwyczaj jakieś metalowe okazy albo dziwne pypki, zaśniedziałe i wytarte, no uroku jakoś nie dodają. Wymienianie gałek nie jest dziś niczym abstrakcyjnym, można na rynku znaleźć świetne, kolorowe modele, które bardziej przypominają słodkie gumy- kulki, a nie jakieś nudne meblowe narządy, okrutnie zmacane przez pokolenie GS-u. Czy tylko mnie na myśl o gałkach przychodzi na myśl Regałka? To jest dopiero kolorowe bogactwo, w dodatku bardzo dobrej jakości. Do szafki z tapetą zastosowałam szare pastelowe kulki, zaś do szafki, którą zostawiłam dla przeciwwagi saute, zastosowałam zielone pastele. Jak to zrobiło robotę! Żywiej, weselej i od razu bardziej modern.

ŚCIANA


Jeśli chcesz uprawiać vintage i modern jednocześnie, idź w abstrakcję oraz geometrię. Moja ściana, którą jeszcze do niedawna zdobił olbrzymi wachlarz, jakoś niespecjalnie już mi grała z tymi szafkami. Wszystko wydawało mi się ciężkie, ciemne, ponure, brakowało jakieś wesołości w odbiorze. Zdjęłam więc, poszpachlowałam i zabrałam się za wszystkie resztki farb, jakie pozostały mi po metamorfozach z marką Tikkurila. Jasna zieleń to ta z sypialni, żółty z przedpokoju, kobalt z kuchennych frontów, niebieski i zielony to samodzielnie utworzone mieszanki. Trochę taśmy malarskiej, kawałek wysokiego krzesła, pół litra cydru i jest. Autorska abstrakcja pod tytułem: nigdy nie byłam dobra z matmy, ale od czego jest kalkulator.

A więc, jak uprawiać vintage i modern jednocześnie? 
Normalnie, naraz.













Do następnego!

Dziękuję markom REGAŁKA oraz BIMAGO, które były partnerami tego wpisu.

Prześlij komentarz

12 Komentarze

  1. O, bardzo pięknie! Ja ostatnio miałam szał malowania (4 ściany w czterech różnych pomieszczeniach + jedna w ogrodzie), krzesła i skrzynia na pościel. Zostało mi trochę farby ale skończyły się miejsca do malowania, jak żyć, jak żyć?! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze wyszło 🙌 😍 tak nie za modern i nie za vintage 🙋

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, czyli osiągnęłam balans! Chociaż tutaj....

      Usuń
  3. Booosko! BTW, te same gałki zainstalowałam na komodzie PRL w pokoju dzieci 😅

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Marta. No te gałki są świetne i pasują właściwie wszędzie.

      Usuń
  4. Naprawdę fajnie Ci wyszła ta geometryczna szafka! Reszta to nie moja bajka, ale trójkąty szanuję :D

    Hersychia

    OdpowiedzUsuń
  5. Pokaż to białe włochate zwierzę ;) /dzierzba

    OdpowiedzUsuń
  6. Mega wyszło! Tapeta przeeeboska, gałki robią robotę. Gratuluję też modernu na ścianie, ja to kurde za sztywna na coś takiego jestem. W sensie, żeby namalować. Od razu bym mierzyła gdzie środek, gdzie 3/4, gdzie złoty podział... sztywność! A tu efekt jak ta lala

    OdpowiedzUsuń