Design, sztuka i seks- o hotelowych doznaniach.

(hotel Le Pigalle)

Uwielbiam hotele. Kiedyś nawet miałam pomysł, żeby spędzić w nich całe życie, lecz potem doświadczyłam wypłaty w polskich złotych oraz dałam się wplątać w kredyt hipoteczny, więc ten cudowny plan umarł. Niemniej jednak do dziś uwielbiam oglądać te wnętrza na chwilę, szczególnie że dzisiejsze hotele to jest jakiś doznaniowy kosmos.

Design hotelowy dziś a kiedyś to oczywiście niebo a ziemia, żeby nie powiedzieć instagram a życie. Wykrochmalone obrusy, niezręczna cisza i minibarek z lionem to już nieco zamierzchłe czasy, chociaż w sumie dawno nie byłam na Mazurach. W ogóle dawno nie byłam nigdzie, ale muszę przyznać, że niekoniecznie lubię podróżować, szczególnie łażenia bez celu nie lubię, co nie zmienia faktu, że cholernie inspirują mnie hotele. I nie muszę już ku temu zastawiać serwisu w lombardzie, od czego jest Internet. Ten artystyczny klimat, gdzie design oczy wytrzeszcza, sztuka w każdym kącie rozsiana, a francuski portier o skomplikowanym wnętrzu i orlim nosie na śniadanie prosi- gimme that. Niektóre hotele stały się typowymi insta-spotami, z marmurową umywalką i złotym kranem, ale są takie, które oparły się modom i zostały przy mocno lokalnym nastroju. Współczesne hotele światowej klasy to nie komplety wypoczynkowe w nijakim lobby- dziś, oprócz porządnej obsługi, liczy się wygląd, oryginalność i odrobina nonszalancji, która nie wynika jedynie z faktu, że nie musimy sprzątać i po sobie zmywać, a naszym obowiązkiem jest w zasadzie tylko w miarę regularne spuszczanie wody w wuce i pilnowanie ulotki z menu do pokoju. Nonszalancja kryje się w uroku tych miejsc, pomyśle na wystrój, kuchni, widokach. Niektóre nowojorskie czy europejskie hotele mają historię ciekawszą niż nasza pierwsza astra. Marzę, żeby tak chociaż raz pomacać choć małym palcem posadzkę Hotelu Chelsea, ale do tego muszę najpierw zostać alkoholikiem, żeby przetrwać tak długi lot.


(sieć Ace Hotels )

Niektóre hotele sieciowe nie mają wiele wspólnego z masówką, to nie Biedra, że do której nie wejdziesz, banany zawsze w tym samym miejscu. Taka na przykład sieć Ace, która wszak obstawiła wiele turystycznych miast, to i tak każdy z nich wygląda inaczej (zdjęcie wyżej z Palm Springs, niżej z Tokio). Dzięki temu można poczuć się nieco bardziej lokalnie, poznać styl i ducha miejsca, a nie tylko byle jednolicie, bo pod jedną banderą.



Gdybyśmy w Polsce mieli Riwierę, jakoś nie wydaje mi się, żebyśmy poszli w bezpretensjonalny vintage, podszyty sztuką i prostotą, ale taką w interesującym wydaniu. Tak potrafią tylko Francuzi, którzy są mistrzami naturalności i nieprzekombinowania, czyli tego, z czym u nas w ogóle nie kojarzy się styl francuski. Ekskluzywny hotel dla super eleganckich gości, którzy, umówmy się, komunikacją miejską do niego nie dotarli, a tu surowe drewno, żadnych plazm wielkości basenu i jakieś zwykłe koszyki. Jest to zamożność, która nie krzyczy Dynastią i nie morduje widoku.


(hotel Dá Licença )

Portugalskie wino może i zawróci w głowie, ale na pewno nie bardziej niż lokalni artyści, którzy ciosali te drewienka hotelu w Estremoz. To jest ten rodzaj wytrawnego minimalizmu, który mnie inspiruje. Mało, okej, ale JAKIE. Jak to wszystko gra z tymi bezdrożami wokół, jak nie przytłacza w regionie, gdzie ciągle gorąco, jak to ręcznie wygłaskane wszystko, by koić zmysły rozedrgane social mediami. To jest to zen i to spa, gdzie w tle nie leci długogrająca płyta relaksacyjna z przeceny w Tesco. To tu pod palcami można poczuć nie tylko lokalne tworzywo, ale i miejscowego Portugalczyka, pachnącego słońcem i małżami. Dobra, nie będę dalej rozwijać tej myśli.


(hotel Le Pigalle )

Dlaczego wszystkie dzisiejsze hotele kojarzą mi się z jednym- czy to fakt, że w każdym serialu kochanek zawsze czeka w jakimś hotelu, czy może to ten nadmiar francuskiego kina, gdzie zmysły mieszają się z masłem i Gainsbourgiem? Nigdy się tego nie dowiem, ale Le Pigalle to jest to miejsce, które jakoś wybitnie mnie ekscytuje. Chyba zarezerwuję tam kiedyś jakiś weekend, żeby pomacać te wszystkie dizajnerskie skóry, marmury, te obłości, a żeby nie macać przy tym też francuskich kelnerów, wybiorę się tam ze Starym. Architektura, prosty, ale fantastyczny wystrój, kafejki, widoki. Moja ekscytacja przełamałaby nawet instagramowy algorytm.


(hotel Ludlow )

Hotel Ludlow to jedno z tych nowojorskich miejsc, gdzie nie może być chyba bardziej nowojorsko. Po korytarzu przechadzają się gwiazdy kina i muzyki, mnóstwo grającego sprzętu i starej cegły, no i najlepsze żarcie. Czy ja mam coś mówić na temat widoku czy wystroju? Ta skórzana kanapa, którą wszyscy skrytykowaliście na insta, mnie osobiście kręci, bo przypomina obcięte palce, a ja lubię takie kobiece dodatki. Tu jest taki luz i taka swoboda, że aż zaśpiewałabym 'niech żyje zabawa'. Te luźno rozstawione meble, kominek, aż normalnie prawie domowo, tylko że drogo, jak wszystko w NYC.

***

Was też tak kręcą hotele??

Do następnego :-)

Prześlij komentarz

6 Komentarze

  1. Nie kręcą. Był czas, że sporo jeżdziłam po PL i bywałam w wielu hotelach. Najfajniejsze było to, że podali, sprzątnęli a ja miałam w dup*e ścielenie łóżka. Cała reszta to jakaś masakra. Albo zimna kawa, albo lustro na suficie nad łóżkiem, łóżko za twarde albo zbyt miękkie. Pościel jakaś zimna, tępa, nieprzystępna. Estetyka pokoi rodem z bazaru - koszmarne firanki, zasłony ze sztucznego weluru, serwetki jak z odpustu. Plamy na wykładzinie (no dobra, te nieskazitelnie białe ręczniki zawsze robiły na mnie wrażenie - jak oni to robią), ale ogólnie mam wrażenie, że hotele dla ludu takiego jak ja są tak mega bezpłciowe, że z radością je opuszczałam. Niestety nie polubiłam hoteli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to nie dziwię się, że nie polubiłaś 😄🙈

      Usuń
  2. Uwielbiam Cię czytać, jakoś tak poruszasz wszystko z innej strony

    OdpowiedzUsuń
  3. Hoteli nie lubię ale Twój styl tak. Świetnie się czyta Twoje teksty

    OdpowiedzUsuń