Lista świątecznych prezentów wciąż pusta? Postaw na polski handmade!


Witaj na blogu, który zwykle omija święta szerokim łukiem. Nie kroję, nie smażę, okien nie myję, staram się przetrwać bez Kevina i na totalnym minimum, bowiem każde większe zaangażowanie rodzi silniejsze emocje, a te, jak wiadomo, na rodzinnych spotkaniach jakby intensywniejsze... Dzisiaj jednak napomknę o świętach, a nawet lepiej, bo o prezentach.

Kiedyś było jakby prościej, bo nic nie było, dało się siatkę pomarańczy czy coś, kasetę Nany się dostało albo gameboy'a. A potem przyszła do Polski cywilizacja, nadmiar i wszechmiar, którym co niektórzy do dziś nacieszyć się nie mogą, dobrobyt na półkach i naręcza czekolady Kinder. Dzisiaj sytuacja znowu jakby inna. Dostatek towaru na półkach już tak nas nie grzeje, okazuje się, że za dużo też nie jest dobrze, wybór nazbyt obszerny, ceny jakoś niewspółmierne do rodzimej zapomogi wypłaty, do tego planeta się grzeje, plastiku naprodukowane i ciuchów tyle, że sto następnych pokoleń tego nie zużyje. I teraz święta stały się sytuacją nieco skomplikowaną, czoło marszczącą i skonsternowania pełną- a może by tak mniej tego i owego, a może by tak odpuścić tyle sezonowych dekoracji na dwa dni, może darować se te świąteczne skary, co to je kiszka w marcu znowu włożyć, nagotować jedzenia tyle, żeby nie rzygać po kątach kukurydzą jedzoną trzeci tydzień. Może by tak mniej po prostu, jakby schłodzić swoje szaleństwo w watolinie na parapetach i jakoś tak generalnie spokojniej do tych dwóch dni podejść. Dwóch i pół no. Temat jest gorący, karpie już zyskały więcej praw, są też blogi, gdzie pieróg bezglutenowy znajdę i bigos bezmięsny, bo nie wiem, jakbym to piekło tradycji przeżyła.

Czy można przystopować też z ilością giftów? Moszna, jak to mówi Stary, ale czy szał świątecznych zakupów prezentowych kiedy aby ostygnie? Osobiście szczerze w to wątpię, szczególnie że galerie notują co roku jakby zwyżki formy zarówno w swoich kasach, jak i w gumowych ścianach. Wiem, że jest wiele osób, które omijają w tym czasie centra handlowe (ja je przez większość roku omijam, nie mówiąc już o grudniu), skupiając poszukiwania na świecie online. Tu znowu rodzi się problem pod tytułem: gdzie, co, jak i dlaczego tak drogo. I dlatego dzisiaj jestem tu ja, cała w piżamie, bo tak jakoś się złożyło i mam kilka prezentowych propozycji. Nie są to jednak plastiki sieciowe, ni też chińskie torebki. To polski handmade, człowieku, pełen talentu, serca, a nawet przerobionych resztek.

Chciałam napisać, że polskie rękodzieło dużą siłą dziś stoi, bo faktycznie jest tego dziś więcej niż jeszcze niedawno, co jest super, ale to by też mogło tak wybrzmieć, że wszyscy ci twórcy i rzemieślnicy mamoną się okrywają, domy na Oahu kupują i generalnie wszyscy walą do nich kominami i to wcale nie są Mikołaje. No nie jednak. Prowadzić działalność rękodzielniczą na tym polskim padole, to jest dopiero, nomen omen, sztuka. Państwo niekoniecznie wspiera małe firmy, a społeczeństwo jednak drogę do sieciówki jakoś bardziej kojarzy. Małe sklepiki nie zaoferują super zniżek i kart klubowych, efekty pracy są czasem niedoskonałe, niekiedy też trzeba zamówić, poczekać. Chyba Wam to akurat nie muszę mówić, że jestem fanką rzeczy oryginalnych i unikatowych. One właśnie takie są. Anty-masowe. Rękodzielnik może zrobić coś tylko dla Ciebie- wydziergać, uszyć, namalować, zaprojektować. No i właśnie dlatego piszę o świętach już w listopadzie- żebyście zdążyli dostać taki handmade na czas.

DLA FANÓW MODY W NIESPOTYKANYM WYDANIU


To są akurat na mojej liście dwie laski, które same szyją unikatowe dodatki. Zdjęcia wyżej (i portfel na pierwszym zdjęciu) to marka SHOF, której sama jestem dumną posiadaczką. Bajka, właścicielka, szyje ze skórzanych odpadów pochodzących z zakładu tapicerek samochodowych. Pięknie to się nosi i wygląda! Możecie mi zaufać, jestem blogerką. Poniżej zaś widzicie szalone wytwory Żony Johna, która robi ekstrawaganckie księżycowe opaski oraz wielgachne frotki z resztek różnych materiałów. W planach są też torby, na które osobiście się czaję. Miodzio dla fanów modowych unikatów!


GALERIA ŚCIENNA SIĘ TWORZY? POLECAM POLSKIE PLAKATY I ILUSTRACJE


Już mówiłam, że łysym ścianom mówimy stanowcze NIE, prawda? Sama niedawno odkryłam polskie ilustratorki i teraz chcę więcej. U góry widzicie przepiękne, ręcznie malowane akwarele Margo Hupert. Minimalistyczne, delikatne, świetnie sprawdzą się w każdym wnętrzu, od boho po scandi. Poniżej już coś zupełnie innego- szalone w kolorystyce ilustracje Igi Kosickiej. Cudowne! To byłby fantastyczny prezent dla kolorowych ptaków i wielbicieli vintage.


W ogóle polskie plakaty to jest silna grupa, naprawdę jest w czym wybierać! Dlatego mam jeszcze dwie propozycje. Pierwsza, tuż poniżej, to subtelne ilustracje Justyny Małczak. Justyna upodobała sobie faunę i florę, ze sprzedaży których przekazuje część środków na cele charytatywne (ochrona zagrożonych gatunków). To się świetnie sprawdzi dla osób, którym bliski jest temat natury oraz ekologii. Z kolei Ewa Szumowska- Gąsiorowska tworzy ilustracje oraz dodatki z gliny w wesołej, kobiecej stylistyce. W dodatku działa na moich rodzinnych ziemiach, a my, Warmiacy i Mazurzy, się zawsze wspieramy.



KOLAŻOWE HISTORIE- CYFROWE I ANALOGOWE 


Kolaż powrócił i to w super wydaniu. To jest ten gatunek sztuki, który sama czasem uprawiam, ale tylko do szuflady, bowiem ja ze swoimi zdolnościami manualnymi to potrafię narysować jeno knura bokiem. Ale nie muszę się wysilać na szczęście, są dziewczyny, którym zdecydowanie lepiej to idzie. Kolaż cyfrowy (u góry), którym trudni się Patrycja Lewandowska, to miks nowoczesności i bajkowych klimatów, wspaniale by to grało np. w pokoju dziewczynki. Z kolei kolaże Mila Fringee to dzieła analogowe, czyli wykonywane metodą tradycyjną, nożyczki i klej (poniżej). I jedna, i druga metoda jest praco- i czasochłonna, efekty zachwycają. Polecam obie miłośnikom eklektycznych wnętrz i fanom vintage!


MOŻE HAFT?


Jak zapytała pani Wolańska, kiedy Kasia próbowała ogłosić nowinę o dalszej edukacji (co ja mam z tym Koglem Moglem, wybaczcie). Kaja, czyli NaNieWymiar uczy haftu po całej Polsce, a do tego sama wyszywa lasy i kwiaty, a także co tam tylko chcecie. Dzisiejsze hafty to mistrzostwo wzorów i kolorów, nijak to się już ma do tego nudnego zajęcia rodem z Rozważnej i Romantycznej, nad rzeką już nie trzeba siedzieć, a nawet można sobie cycki gołe zamówić (yyyy!). Ja szukam wzoru, żeby go Kai zlecić, tak się tym jaram.


A MOŻE MAKRAMY OD BABY!


Baba, czyli Dorota Lewandowska, to taka jedna zdolniacha, która jest już obecna w sieci długo, a zasłynęła swoimi zręcznymi projektami DIY. Ja się też kiedyś brałam za DIY, ale przemilczmy to i skupmy się na Dorocie, która ze wszechmiaru swych talentów manualnych postawiła na plecenie i to wcale nie takie, jakie ja uprawiam, czyli trzy po trzy, tylko na makramy. Zasłony, przepiękne klosze, kwietniki- jestem przekonana, że Dorota uplecie Wam WSZYSTKO.


***

'Ja wiem, ja wiem', jak śpiewał Czesław Mozil. Ja wiem, że to nie wszystko i jest pewnie jeszcze z milion zdolnych osób, o których najpewniej nie mam zielonego pojęcia. Albo, co jest jeszcze bardziej prawdopodobne, o których zapomniałam napisać. To tylko przykłady, niewielki procent tego, ilu jest fajnych polskich twórców, concept store'ów, producentów, którzy spełniają swoje marzenia, kochają to, co robią i jeszcze Wam to oferują za rozsądne pieniądze. Zatem walcie do nich jak w dym, nim zastaną nas te wszystkie Jingle Bellsy.

Do następnego!

Prześlij komentarz

3 Komentarze

  1. Piękne te propozycje, najbardziej cyckowe torebki i makramy ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też próbuję zarobić na rękodziele. Szyję sporo, a sprzedaję mało. Nie przebiję
    cen z sieciówki, ani ich popularności...

    OdpowiedzUsuń