Ofensywa black friday i wnętrze, które będzie idealnym lekarstwem.


Dobra, umówmy się- 'czarny piątek' to jest to wyrażenie, którym media męczą nas bardziej niż nową twórczością Cleo. Ba! Tym razem piątek zaczyna się w środę, a kończy w poniedziałek. No czy nie mogłoby tak już zostać? Pytanie, która wątroba by to wytrzymała. Anyway, zniżki na wszystkie niepotrzebne nam rzeczy są już w ataku i nie odpuszczą nam jak rosnąca w siłę rodzina Lewandowskich.

Moja socjologiczna dusza niemal samoistnie rozkłada to zjawisko na czynniki pierwsze. Swoją drogą intrygujące jest, że tylko ta część mojego ciała tak robi- frytki z Lidla na przykład zostają w brzuchu zupełnie w całości- zrobię kiedyś case study tego zagadnienia. Jak to jest, że jedna biedna dycha, za którą nie kupisz dziś nawet biletu do kina, robi taką różnicę w pragnieniach- sweter, który po przemacaniu jest zupełnie średni jak mój pierwszy chłopak, przeceniony nagle o zawrotne pięć procent staje się prawie-że-kaszmirowym-cudem-w-stylu-vicky-beckham. Sweter, nie chłopak, chociaż, jakby tak do tego podejść... Darmowa wysyłka też jakoś tak magicznie sprawia, że i wzrok nasz przychylniejszy, i konto jakby... gumowsze? Chyba nie ma takiego słowa, ale piszę je, bo tym razem jestem wolną, niezależną kobietą i nie obawiam się już żadnej pani. Cholera, marketing to jest jednak czar taki, że włosy, za przeproszeniem, stają.

Kupowanie z zasady bywa reakcją na jakąś potrzebę- kupuję papier toaletowy, bo wiem, że jadam na śniadanie płatki jaglane z jabłkiem i orzechami (oh shit), potem zaś muszę kupić mydło, bo tym razem naprawdę dużo było tych orzechów. Kiedy te podstawowe przedmioty są nabyte, możemy nabywać dalej- jakby tak jechać po tej piramidzie, tym razem będą to rzeczy z rodzaju tych wyższego lotu- drogie świeczki, które pachną krócej niż wunderbaum (tru story), obrazy, które raptem każdy bombelek by namalował, obserwatorzy na instagramie. A potem przychodzi taki niezręczny moment, kiedy srajtaśmy nie ma, ale zdecydowanie jest czym popsikać.

Wnętrzarsko też ciężko się opanować. Czy Wy się opanowujecie, czy raczej wręcz przeciwnie- to jest ten moment, kiedy można wreszcie rozwalić 'ciężko zarobioną, hollywoodzką kasę' (to nie ja, to Samantha). Ja nie lubię minimalizmu, ale jestem zakupową minimalistką. Kupuję naprawdę mało. Black friday to czas, który serio można dobrze wykorzystać- kupić rzeczy, na które się polowało, których się faktycznie potrzebuje albo które się po prostu pokochało na zabój jak Polska Dawida Podsiadło- i to jest okej, trza se czasem umilić to marne wegetowanie, zdobyć coś dla zwykłej przyjemności i byle to nie było HPV. Z drugiej strony, można też kupić mnóstwo szitu, niepotrzebnego badziewia, bo sam fakt banneru SALE budzi jakieś niewytłumaczalne i dzikie zakupowe instynkty. Dlatego dobrze sobie odpowiedzieć zawczasu na kilka pytań. Czy ja czegoś takiego już nie mam? Czy to mi potrzebne? Ale nie tak, że zima idzie, więc potrzebuję siódmego nowego kocyka. Plus materiały. Naturalne zawsze jednak zostaną na dłużej, nawet zajechane starzeją się ładnie (ciekawe jak będzie ze mną). Na koniec ekologia- temat dziś gorący, potrzebny. Wnętrze na dziś to dom Finna Juhla (1912-1989), duńskiego architekta i projektanta. Dom pełen ciekawych obiektów, szlachetnych materiałów, sztuki. Nie jest przeładowany ani zagracony, wcale nie jest nudny. Boska kolorystyka! Najlepsze wnętrzarskie przesłanie na weekend.





















Do następnego :-)

Prześlij komentarz

10 Komentarze

  1. A no właśnie ja to się czuję pod taką presją tego krzyczącego Black-a Friday-ia (czytaj Blaka Frajdeja :D) jakby mnie miał na westernowej muszce i kazał już teraz w tej chwili wyciągać kartę kredytową i KUPOWAĆ! Kupować wszystko, natychmiast! Z drugiej strony otula mnie lekki dreszczyk strachu i przyjemności na samą myśl. A jakbym mu tak jednak odmówić? No co mi zrobi? Zbombarduje promocją,zmiażdży przeceną, zastrzeli procentami -5% -40% -50%...;)) Myślę, że w Black-u Friday-u chodzi o to samo o co chodziło z "tą" imprezą w liceum. Wiesz, że tam są wszyscy, ale nie wszystkich z tych wszystkich lubisz, może nawet za większością szczególnie nie przepadasz, ale jak nie pójdziesz to jakby cię nie było, jakbyś nie istniała, jakby cię wykluczyło, więc się zastanawiasz głowisz i w końcu idziesz... A potem na dwoje babka wróżyła czy będzie impreza na 102 czy na -50% ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja od black frejdajów trzymam się z daleka, jeśli mam coś kupić to i tak kupię, prędzej, czy później :) Nie daję się namówić na właśnie darmową wysyłkę czy inne obniżki, które w rzeczywistości są cenami uprzednio podniesionymi, aby później móc je z czystym sumieniem obniżyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noo, tak sklepy robią- podwyższają przed, żeby potem to właśnie obniżyć...

      Usuń
  3. Ja jestem raczej odporna na marketing. Odkąd w mojej okolicy pojawił się przecudny secondhand (już się kiedyś tu chwaliłam perskim dywanikiem stamtąd! A w zeszłym tygodniu wyhaczylam tam dwa kaszmirowe swetry, ha!) to już w ogole się zrobiłam pancerna na black fridaye wszelkiej maści. Przy czym w secondhandzie też się staram mimo wszystko nie ulegać zbytniemu szaleństwu. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuuu, szczęściara! U mnie w okolicy żadnego SH! Dramat!

      Usuń
  4. Do mnie zupełnie nie trafiablack friday i okołofridajowe promocje (bardziej przeżywam ten słynny blue czy jak mu tam, monday). Jestem maksymalistką kompletnie popierdzieloną w temacie przedmiotów, ale niekoniecznie na zawołanie. Wszak w ciągu roku rozmaitych promocji w ciul.
    Wnętrza mega!!!!! Te sufity.... boszzzz jak marzę u siebie o kolorowych.... ale myślę jak to zrobić, bo mam sufity fasetowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolorowe sufity są piękne! Ten jasnopomarańczowy cudowny <3

      Usuń
  5. Czarny piątek na mnie nie działa. Ja nawet na dwie imprezy z rzędu, takie grubszego kalibru, bo to "czterdziestki w lokalu", idę w tej samej kiecce za 29,99 zł i wcale nieźle w niej wyglądam! Moje jedyne słabości to czekolada i pielęgnacja skóry (z racji przebytego trądziku mam hopla na punkcie gładkiej, zdrowej skóry) i co prawda poza olejkiem do mycia, pianką do mycia, tonikiem, serum i kremem, kupiłam dziś esencję ze śluzu ślimaka, ale tylko dlatego, że w jest mi NIEZBĘDNA! No dooobra... Nie jest, ale pomaga mi na psychikę, więc warto. Pozdrawiam przed okołobożonwarodzeniowym szaleństwem zakupowym! (Z racji ateizmu obchodzę czysto święta czysto świecko-komercyjnie i wyłącznie dlatego, że mamusie zapraszają na pyszne jedzenie. Dlatego kupię wyłącznie kilka prezentów i dołożę się mamie do zakupów spożywczych.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam oj tam, duszę też trzeba odżywiać no nie :-) Ja mam jobla na punkcie rzeczy do domu, a o swoich potrzebach typu kosmetyki to zawsze gdzieś na końcu hehe, potem nic nie mam :-D
      Pozdrowienia! Ze świętami mam to samo :-))

      Usuń