Sugestia dnia: a gdyby tak olać wszystko, co mówiła pani od plastyki.


Nie mogę mieć specjalnych zastrzeżeń do mojej wczesnoszkolnej edukacji- żaden nauczyciel mnie nie gnębił, nie dotykał (in every possible way), nie chlasnął linijką ani nawet nie usadził (to może bardziej moja zasługa). Było normalnie. Spoko. Gdyby nie paru gnojów z klasy, którzy kochali strzelać ze staników, to nawet powiedziałabym, że całkiem fajnie. Za jednym małym wyjątkiem- pani Wu. Od plastyki. Na samo to cierpkie wspomnienie znowu mam ochotę chodzić wokół jej domu na Google Earth.

Czy mój blog staje się powoli osobistą rozprawą z traumami? Być może, ale jeśli tak, to myślę, że może to i dobrze- zawsze mogłam wybrać drogę Lisbeth Salander. Szkoła to jest ta paleta, która sporo maluje na naszej niewinnej tabula rasa (demyt, i jeszcze użyłam tej plastycznej nomenklatury). Często zostawia takie pociągnięcia, które przebijają się dopiero potem, jak już trzeba łazić do roboty i płacić rachunki. Z jednej strony, szkoła uczy sporo niepotrzebnego badziewia, które potem jest przydatne tylko podczas Milionerów, kiedy cieszysz się jak głupi z poprawnej odpowiedzi, lecz czarę goryczy przelewa niemożność wypłaty pieniędzy z tabletu. Z drugiej strony, szkoła potrafi nauczyć czegoś na wieki wieków i już się tego nie wyzbędziesz- ja już do końca życia będę się przysrywać, że ktoś źle akcentuje, a pracuje w publicznym radiu i rani moją polonistyczną duszę, uformowaną starannie przez pana Piotra w podstawówce. Wreszcie, szkoła potrafi też nieźle podkopać poczucie własnej wartości. Młode umysły chłonne są jak gąbki, więc kiedy ktoś powie, żeś debil, to potem trudno iść przez życie dziarskim krokiem, realizować swoje pasje bez przeszkód, bez obaw, bez wstydu i bez strachu. Bo wystarczyło, że ktoś raz bąknął, że się nie nadajesz.

I tak oto płynnie przechodzę do sytuacji, na którą zawsze w opasłych książkach kryminalnych czeka się sześćset stron. Lecz jeśli Wasze napięcie sięgnęło teraz zenitu, muszę Was zmartwić- nie będzie krwawej bijaktyki w starej stodole ani zimnego duszenia sznurówką za stołówką. Osobiście też nikogo nie dźgnęłam wskaźnikiem, nie otrułam kompotem z Kretem ani nie zlikwidowałam z listy uczniów, podstawiając nogę tuż przed najdłuższymi schodami w szkole. Mnie też nikt nie groził ekierką wymierzoną w szczepionkę. Ale była se pani Wu, od plastyki. Była też lekcja, na której mieliśmy uskutecznić własną, niepohamowaną i nieskrępowaną wizję mazurskiej zimy i uwiecznić ją na swoim podobraziu. Pamiętam, jak nie miałam pomysłu, jak przez pół godziny coś tam bazgrałam, by na dziesięć minut przed końcem lekcji namalować cztery drzewa i epicko zbryzgać je na koniec pędzelkiem pełnym białej farby- pryskałam nim na płótno, tworząc coś na kształt ostrej śnieżycy, które w czasach mojego dzieciństwa były na Mazurach normą i to nawet w grudniu. Jesu, jaka byłam z siebie dumna, zachwyt razy milion, większy niż teraz na widok nowych obserwatorów. I pomysł, który nikogo prócz mnie wtedy nie nawiedził. 'Sukces!', myślę sobie. Temat ograny na sto dwa. Podeszłam do biurka, a pani Wu antypatycznie przeleciała go wzrokiem i już po dwóch sekundach powiedziała, że trzy z dwoma. W tym samym momencie odezwał się dzwonek, a we mnie odezwał się szatan, który w pierwszej chwili rozkazał mi odciąć ten jej kilometrowy warkocz. 



A potem, jak już jesteś duży, masz trochę wolnego czasu i artystyczne zapędy, to za cokolwiek się nie zabierzesz, zawsze siedzi w głowie pani Wu. 'Trzy z dwoma' brzęczy mi w uszach, ilekroć wyklejam sobie jakiś kolaż albo piszę limeryk. 'Z czym do ludzi', kiedy postanawiam robić figurki z drutu na starej drewnianej belce. 'Czy nie wstyd tego pisać?'- za każdym razem, gdy chcę powiedzieć coś więcej niż 'cześć kochani' na instagramie. 'Nie mam talentu, nic nie umiem'- kiedy tylko sobie przypominam szkolne lekcje plastyki na ocenę.

Dziś wolałabym, żeby moim nauczycielem od plastyki był Dave Grohl, który powiedział kiedyś w wywiadzie, że ocenianie jakiejkolwiek twórczości nie ma sensu, bo to jest wtedy tak, jakby dyskutować o gustach. Bezcelowa polemika na upodobania. Jeden kocha Motorhead, inny Podsiadło. Na jakiej zasadzie można stwierdzić, że coś jest 'dobre' abo 'słabe', myślę sobie. 'Moje dziecko lepiej by to namalowało', czytam w Internecie pod czarnym kwadratem Malewicza. Jaki sens ma ocena czyichś wizji, talentu, autoekspresji, zastanawiam się. Niechęcią darzę krytyków filmowych, muzycznych, literackich oraz sztuki, którzy ze szkolnym wskaźnikiem wyznaczają tych, którzy są dobrzy oraz tych, którzy są chujowi. Trochę się tam pomylili gdzieniegdzie, choćby w przypadku Van Gogha czy Pollocka, których twórczość wyprzedziła czasy i ostatecznie porwała tłumy, trochę zjechali płyty, które stały się kultowe, ikoniczne i ważne dla milionów zwykłych ludzi. Z drugiej strony, czy tylko to, co płynie w mainstreamie, jest dobre? Nie zawsze. Czy tylko ludzie po akademiach muzycznych mogą grać, a po ASP tworzyć? Jest u nas takie przekonanie, choć z drugiej strony wielbi się gitarzystów, którzy ledwie skończyli podstawówki i malarzy, którzy olewali edukację i woleli mieszkać w kartonie (Basquiat). Lubię fajne, mięsne dyskusje, nie lubię bezsensownej krytyki, forsowania swoich racji, udowadniania własnego, kryształowego gustu. Pewnie przemawia przeze mnie ignorancja, może poprawność polityczna. W idealnym świecie można byłoby tworzyć i nie tworzyć, lubić i nie lubić, po prostu. Mówić 'podoba mi się' albo 'nie podoba mi się', zamiast orzekać 'to jest do dupy'. A jeszcze gdyby tak olać to, co mówiła pani od plastyki, byłoby się może w niektórych sferach nieco bardziej odważnym.













Do następnego :-)

Prześlij komentarz

12 Komentarze

  1. Noo, nauczyciel potrfi człowieka złamać. Ale z plastyki
    3 z dwoma ??? dziecku postawić.??? świnia i tyle. Czy te piękne obrazy sama malowałas ? cudne są, druciane dzieło też ekstra:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Gosia, to kolega małżonek popełnił te malowidła, a nowe w planach 🙈

      Usuń
  2. Ale świetne to! Fajne macie tam rzeczy, no a tekst jak zawsze miodzio

    OdpowiedzUsuń
  3. Chamka z tej Pani Wu 🙈 ekstra ten drutart , pozapisywałam tego na printerescie kilka celem inspiracji ,ale drutu mi brak 😆

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięks! Taaaak, jest sporo na pintereście! Też się inspirowałam różnymi pracami, ale to się tylko takie proste na zdjęciu wydawało haha 🙈

      Usuń
  4. Czemu zawsze na fotografiach zasłaniasz podbródek? Jeśli uraziłam - przepraszam. Też mam coś z tarczycą, ale jeśli już, to do zdjęcia zasłoniłabym bęben. Pozdrawiam, lubię i no offence.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, nie wiem, jakiś taki odruch, może nie lubię być fotografowana, pozdro

      Usuń
  5. Podoba mi się ;)

    PS: wczoraj pierwszy raz od dawna wyszłam do ludzi (!) na otwarcie pokonkursowej wystawy foto. Wygrała praca, której ja bym dała najwyżej wyróżnienie ;) I po co takie konkursy??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki <3
      Haha, no właśnie, po co po co po co- jak śpiewa klasyk!

      Usuń