To koniec. Po trzech latach blogowania oszalałam na punkcie beżu.


'Jestem już spakowana'- jak mówiła Kasia Solska, która wiedziała, że wiadomość o studiach dziennych będzie nie do przełknięcia dla pani Wolańskiej. Ja też jestem już spakowana. Mam na drogę kanapki, pod pachą nieaktualne CV, a przycisk 'usuń bloga' świeci mocniej niż zwykle. Wzrok mój martwy, przyszłość czarna jak szufladka w mojej pralce, a na ustach jedno słowo: beż.

Czuję się jak w podstawówce, kiedy w piątkę pomazałyśmy koleżance Pitagorasa część szóstą, a potem stałyśmy w milczeniu przed panią od matmy w nadziei, że ktokolwiek nas uratuje, jakaś Opatrzność albo chociaż ten pryszczaty Mateusz, który w każdej z nas się podkochiwał (a on nic, wieśniak. Tchórz. I grubas). Patrzyłyśmy po sobie w napiętym oczekiwaniu, która z nas podniesie tą cholerną rękę, ocali paczkę i poniesie zasłużoną ofiarę za nudy na długiej przerwie. Żadna się nie zdecydowała, więc nauczycielka wybrała mnie, mrużąc przy tym oczy i ochryple cedząc przez pożółkłe od Popularnych bez filtra zęby: 'Paulina to taka prawdziwa cicha woda'. Jako przykładna uczennica z pierwszej ławki pachy miałam całe mokre, w głowie zawrót, a w sercu matki zawód, a skończyło się raptem uwagą w dzienniku na półtorej linijki, chyba pierwszą i ostatnią w moim szkolnym życiu. Odtworzyłam sobie właśnie ponownie tamtą scenę, przypomniałam to błahe zakończenie i zasiadłam do blogera. 'Pfff, to nie będzie takie trudne, znowu skończy się tylko uwagą. No co najwyżej kilkoma uwagami, więc krzanić to'. A potem napisałam to trzyliterowe słowo na BE. Nagle palce zesztywniały, pomimo grzejnika na piątce, internetowa kariera przeleciała przed oczami, chleb z lidla w gardzieli utknął. Dobra, kurwa, to nie będzie takie proste.

I żeby to chociaż jaki inny kolor był. Nie mogło paść na fiolet? Albo przynajmniej na róż? Róż to przecież więcej niż kolor. To nadkolor. Wystarczyło na przykład wymienić klasyczne toi-toie na Openerze na różowe i nagle wszyscy zaczęli robić sobie zdjęcia na tle kibli. Przez trzy lata blogowania miłowałam wszystkie barwy świata, a tych nielubianych była raptem garstka, naparsteczek malutki, niczym ilość znajomych na facebooku, do których się faktycznie odzywam. 'Paulina, zmiłuj się, nie mów tego', powtarzałam sobie w kółko, próbując przy tym rozluźnić gotowe do działania jelito drażliwe. Przesz każdy szanujący się bloger walczy z beżem. To kolor zakazany, wyklęty, wymazany z wnętrzarskiej świadomości i wywieziony na taczce gnoju z internetów jak Jagna z wioski. Lubić beż, to jak pochować charakter i zostać ryżem. Na własne życzenie. Lubić beż, to jak wyrzucić siebie poza margines społeczeństwa i jeszcze zabrać ze sobą gluten, Motorolę z klawiszami i krzyżówki Technopolu. Lubić beż, to jak stresować się przy Jeden z Dziesięciu. Jak przyznać się, że się sika pod prysznicem.

A wszystko zaczęło się od mieszkania Adwoa Aboah, której nieziemski loft pokazał na YouTube kanał Nowness (jeden z moich ulubionych). Spojrzałam na jej kremową sofę i najpierw się zachwyciłam, a potem szybko zganiłam i zawstydziłam. Pierwsza myśl o beżu jest jak człowiek po pierwszej masturbacji- po fali ekscytacji jest ta obawa, czy się przypadkiem od tego nie oślepnie.


Potem zaczęłam szukać różnych rzeczy, nieśmiało przy tym wpisując wszystkie możliwe określenia i synonimy, jakbym przed samą sobą nie chciała się przyznać, że, umówmy się, ostatecznie jednak szukam beżu. Co powie brać blogerska, co powie Insta, 'co powie tata'- aż zaczęłam ze strachu wtórować za Natalką Kukulską. Ostatecznie stwierdziłam, że jak go ogram jak Adwoa, z czerwonym, szarym i kobaltem, to może uda mi się zachować głowę, a przynajmniej bloga chociaż, bo to moje dziecko wypieszczone i jak nie lubię dzieci, tak akurat tego szkoda byłoby mi topić w odmętach chmury Google.

Mój beżowy pampuch, kluseczka mięciutka, kremowa pyza, którą ustrzeliłam na Olx, wygodna i beżowa do kości, do sprężyn nawet, stoi teraz w odświeżonym livingu i się wcale nie czerwieni przed publicznością. Wszystko przez to, że jej długo tłumaczyłam, że jest piękną i niezależną kobietą, da sobie radę w tym bezdusznym świecie, czytałam jej ebooki o hejcie i solidnie nakładłam do głowy, że wcale nie musi się nikomu podobać, ważne, że się sobie podoba i nam. I teraz jest pewną siebie bułką, na dodatek w kolorze, który ostatnio opanował mój mózg, bo jeszcze wazony z h&m home mam w planach. Także tego, beż i cześć.











Do następnego :-))

Prześlij komentarz

18 Komentarze

  1. Czy Ty planujesz kiedyś napisać książkę? Liczę na odpowiedź twierdzącą. :D

    A buła przepiękna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jak sama siebie wydam, ale dziękuję uprzejmie 😄❤️

      Usuń
  2. Paulino, nie jesteś sama! Bokiem mi już wyszły te wszystkie szarości i łączę się w umiłowaniu beżu + intensywne barwy.
    A i jeszcze jedno - masz talent. Uwielbiam Twój blog. U-wiel-biam.

    OdpowiedzUsuń
  3. O! Fajna buła! Beżowi mówię stanowcze "nie" we własnym otoczeniu bo mi w beżu nie do twarzy i nie lubię u siebie, u innych czemuż nie. Meble co prawda średnio się mają do twarzy, ale tak mi zostało. ;-) Buła na zdjęciu natomiast wygląda miękutko i zapraszająco, bardzo tam pasuje. I elegancko wygląda ale nie "pańciowato".

    OdpowiedzUsuń
  4. He he, jak to miło, żem nie sama w miłości do beżu (a raczej powrocie uczucia 😉), kupiłam bowiem beżowe zasłony i samej ciężko było mi w to uwierzyć 😲😁
    Joanna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, czyli nie tylko mnie porwała ta beżowa fala!

      Usuń
  5. Uśmiałam się z Twojego tekstu :DDDD (zostać ryżem :DDDD) jak zwykle wkręcający na maxa.
    Obrzydliwe "beżyki" zaczynają wracać i ja również jako totalna przeciwniczka beżu (ależ przecież kocham wszystkie kolory świata) widzę w nim potencjał. Myślę, że po prostu mamy złe skojarzenia z beżykiem na ścianach, beżykiem na meblach, beżykiem na oknach, beżykiem na stołach.... a on się całkiem fajnie komponuje.
    Świetne leżysko/siedzisko. Ale dostrzegłam obraz zajebiaszczy i mega stolik na kółkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, też tak myślę z tym beżem, zależy chyba co i z czym, no i beż beżowi też pewnie nierówny (odcieni tryliard).
      A obraz to Stary machnął, stolik z palety zwykłej :-)

      Usuń
  6. Czytanie Twoich wpisów to ogromna przyjemność. Za kazdym razem jestem pod wrażeniem błyskotliwości i poczucia humoru. Uwielbiam Cię. Książkę brałabym w ciemno.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tam nic nie mam ani do beżu ani do żadnego innego koloru. Większość moich przyjaciół jest w różnym odcieniu beżu, by the way, oraz brązu... i o zgrozo przebywają we wnętrzach, czasem w sporej liczbie na raz! Jak robię imprezę, to mam w chacie naprawdę bardzo beżowo...

    OdpowiedzUsuń
  8. Fotel pampuch klasa! Ja, jak pisałam na insta, mam od 9 lat beżowe ściany i od 15 chyba, beżową sofę oraz, na dokładkę, FIOLETOWE firanki 😱. I mam wywalone, co kto pomyśli. Mieszkanie jest moje, to ja. A jak będzie malowanie ścian, to też na beżowo 😁. Buźka.@lap_iw Iwona z Wawy

    OdpowiedzUsuń
  9. mhm, mhm. Pisałaś o trendach i modach... Nie panikuj - lubisz beż? Jest super!! Bardzo mi się podoba Wasz kąt livingowy ;)

    OdpowiedzUsuń