Trendy są przeszłością.


Jest kilka takich rzeczy, na które mam sromotną alergię. Mleko krowie na przykład, dzięki któremu moja szyja wygląda, jakbym spędziła długi weekend w rodzinie Cullenów. Orzechy ziemne, świeży ogórek i szczypior. Buractwo, chamstwo i brak poczucia humoru. Bycie panem bloku, osiedla, drogi i świata. Brak empatii i troglodytowy mózg. Kolor fioletowy. A, i jeszcze trendy.

Nie lubię występować w roli przykładu aktualnych wnętrzarskich trendów, bowiem nigdy za nimi specjalnie nie podążam. Kolor, industrial i starocie kocham, zanim jeszcze wynaleziono Internet, a półki z paneli i sznurka żeglarskiego uprawiałam jeszcze przed swoim pierwszym telefonem komórkowym. Widać jednak w narodzie, że po orgazmicznej ekscytacji białym scandi nastąpił wyraźny zwrot w stronę koloru. Za chwilę, 'gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz', trzeba będzie przerzucić się na coś innego. Wczoraj przeczytałam taki komentarz na jednym z portali, że wnętrza prezentowane w sieci znowu są takie same, 'wszędzie fotelik z PRL, galeria z obrazków, kolorowe poduszki i kwiaty. Kiedy pokażecie coś innego?'. Jakoś sama złapałam się na tym, że intuicyjnie unikam tego, co widzę w nadmiarze, bo powielanie to nie jest moje drugie imię. A najbardziej nieapetycznie działa na mnie słowo 'trend', którym wciąż krzyczą niektóre strony i lśniące okładki. Dlaczego to takie istotne, żeby płynąć z nurtem? Każdy superpopularny kierunek za chwilę staje się przeterminowany- takie studia humanistyczne na przykład, które sama skończyłam, a po których miałam przecież pracować wszędzie. A jeszcze szybciej nieświeże robią się te nurty, na które jest zwykle największy hype. Przeobcowanie z tematem jest jak moje oranie pola truskawek u zachodniego sąsiada- dwa miesiące żywienia się jednym owocem, a potem przez następny rok nie mogłam nawet patrzeć na czerwone buty matki. Ba, wyrzuciłam nawet mojego ulubionego, truskawkowego chapsticka, czego bym się nigdy nie spodziewała. Co to w ogóle znaczy 'modne wnętrze'- czyż nie to, że właśnie ono pierwsze za chwilę będzie totalnie niemodne?

W idealnym wnętrzarskim świecie marzę, żeby jednak bardziej promować indywidualizm, który jakby nieco bardziej liczy się w innych dziedzinach życia, na przykład w modzie. Ale we wnętrzach to taki trudny do ogrania temat. Indywidualizm a moda to jak dziewczyna ładna lub inteligenta. Wnętrze modne to wnętrze często uznawane za pozbawione charakteru, a wnętrze skomponowane na bazie indywidualnego gustu to zapewne wnętrze niemodne. A z obawy przed tymi skrajnościami najlepiej wybrać bezpieczną klasykę (najgorzej). Nie pomagają social media, nie pomaga blogosfera ani prasa- wszyscy krzyczą o 'najmodniejszych rozwiązaniach sezonu' oraz 'trendach na 2020'. Ciarki mam od tego jak przy piosenkach Bon Iver, tylko trochę mniej przyjemne. Do tego bliski mi temat ekologii i less waste, który jakby czyni trendy czymś w zupełnym odwrocie- produkcja sezonowości, plastikowe dekoracje na dwa dni świąt, coś, co za chwilę będzie już martwym, opatrzonym obrazkiem. Niewielu będzie w stanie wytrwać w jednym konkretnym trendzie, skoro tak byli podatni na jego ekspansję. Zamiast szukać swojej drogi, jest pilne śledzenie trendów i fokusów. Charakter, osobowość i temperament najpierw, cholera. Albo wszyscy zginiemy.

Przy tym moim przydługim jak zawsze wywodzie chciałam Wam pokazać mój kąt jadalniany. Stół, który upolowałam w Pucku za bezczelne siedem tych, okazał się mieć drewniany blat opatrzony blaszką G- Mobel Sweden. Poprzedni, niebieski i dużo za duży oddałam za darmo na olx. Krzesła: dwa z wysokim oparciem i bordowym siedziskiem, jedno kwadratowe, które już znacie, wszystkie ze śmietnika. Obraz, który namalował Stary na wspomnienie beztroskiego życia na Mazurach. Obrazek z zaciekiem jest niemiecki i kupiłam go na rynku za dychę. Uwielbiam ten kącik. Jeśli jest trendy, okej, niech sobie będzie, a jeśli nie, mam to tam, gdzie krem marchewkowy z wczoraj.









Do następnego :-)

Prześlij komentarz

8 Komentarze

  1. Ej, ej, napisałam ostatnio podobny post. No dobra, dużo słabszy niż Twój, ale podobny w brzmieniu. Kurczę, nie sądziłam, że tylko mnie ta pogoń za trendami tak bardzo kłuje w oczy. I muszę (bo się uduszę) wkleić Ci tu link do tego posta, bo nasze stanowisko w tej kwestii jest tak podobne, że moje serce aż skacze z radości, że nie jestem sama: https://soledosheaven.blogspot.com/2019/09/w-jakim-stylu-urzadzic-dom-w-2019-roku.html.
    A potem po prostu skasuj ten mój komentarz :) Ściskam, Marta!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobry wpis! Popieram- charakter tak, trendy na chłodno

    OdpowiedzUsuń
  3. Wpis super, jak zwykle. Ja mam pewne przemyślenie w sprawie tego, co zrobić, by dom wyglądał dobrze - pozbywać się zbędnych rzeczy, nie mieć kasy i lubić jakość. Wówczas wnętrze dojrzewa powoli, starzeje się z gracją, ze smakiem. Bo jak masz kupić trendy pierdołę, to Ci zagraci chatę, to jednak Ci szkoda kasy. A jak coś za Tobą chodzi i chodzi, widać powinno się w mieszkaniu znaleźć

    OdpowiedzUsuń