Pasja w czasach lęku.


Mówi się, że każde czasy mają swoich bohaterów i swój strach. Ostatnio wyczytałam, że nasze pokolenie to pokolenie zaburzeń psychicznych i antydepresantów. Mój dziadek pewnie by się zaśmiał i zapytał, czego tu się bać- jest praca, są pełne półki, jest względny pokój, a przynajmniej nie ma otwartej wojny. Nic tylko podróżować, kupować, tańczyć.

Wyjaśnijmy. Praca? Raczej niestabilność zawodowa. Najczęściej do wyboru korporacja lub handel- możesz wybrać więc wyczerpanie psychiczne lub fizyczne, a nierzadko bierzesz w parze. Mój ojciec pracuje w jednej firmie od trzydziestu lat- dziś już niemal niespotykane. Pełne półki? Przetworzonej żywności o smaku nieprzypominającym siebie samej, wywołującej alergie pokarmowe i w cenach szybujących w górę szybciej niż boeing. Względny pokój- z naciskiem na 'względny', szczególnie gdy USA i Iran bombardują właśnie swoje bazy. Podróżować, owszem, łatwiej, szybciej, prościej, tylko miej na oku wszystkie pozostawione bez opieki bagaże, gdyż żyjemy w czasach terroryzmu. A, no i nie zapominajmy, że nasza planeta to obecnie jajko gotujące się we własnym wrzątku, przeludnione, zasypane plastikiem, odurzone smogiem i przygniecione zużytą elektroniką. Nowy rok zaczął się w nieciekawej atmosferze, cały świat przejęty jest Australią, ekologią oraz wzajemnym obwinianiem się, kto bardziej się do tego przyczynił- wielkie koncerny węglowe czy Bożenka, która kocha L'oreal.

Sprzedałam telewizor, przestałam słuchać radia, bo cierpiałam z powodu nadmiaru złych informacji, całodziennej dawki strachu i gniewu. Teraz to wszystko jest w Internecie, mogę więc po prostu tego nie czytać. Tak, przyznaję się: w trudnych momentach zdarza mi się po prostu odwracać głowę, zamykać oczy i udawać, jakby problem nie istniał. Z drugiej strony nie chcę tego robić, bo wiem, że to raczej nie jest rozwiązanie. W chwilach zwątpienia, jak przystało na niepoprawną pesymistkę, miewam myśli, że i tak już za późno, że i tak zaraz wszystko pierdolnie, że to nie ma sensu, a ekologia jest dla biedaków. A potem dalej wyrywam te plastikowe okienka z kopert i kupuję niepryskane ogórki na lokalnym rynku. Miotam się między akcją i bez-akcją, zastanawiając się przy tym, jak w tym wszystkim mam jeszcze dbać o własne zdrowie psychiczne.

Teraz, kiedy powinniśmy być współodpowiedzialną za wszystko wspólnotą, nienawidzimy się jakby bardziej, szukamy winnych, sami nie widząc w sobie winy. I dlatego tak sobie myślę, że dzisiaj- zaraz obok podejmowania niezbędnych działań- nieocenione jest nabycie umiejętności odwracania własnej uwagi. Szukanie jakiejś przeciwwagi dla tego wszystkiego. Nie mówię tu o rzucaniu się w zakupowy szał, ale o znajdowaniu sobie bezpiecznej przystani, gdzie można nie myśleć o niczym i nie widzieć niczego innego. Chociaż na moment. Nie czuć strachu choć przez chwilę. Nauczyć się uciekać w pasję, która zaangażuje głowę, zrelaksuje ciało, zajmie ręce. Nie każdy ma pasję, ale każdy ma coś, co lubi robić. Ja mam to szczęście, że jestem bardzo bogata. Jestem bogata w pasję, która jest moim osobistym escape roomem. To jest coś, co wypływa z moich trzewi, co napędza mnie do życia. Robić coś z pasją, to oddawać się temu w stu procentach, co jest jak naturalna medytacja, antydepresant i narkotyki, tylko bez szkody dla zdrowia. I w dodatku za darmo. To jest coś więcej niż zwykłe hobby- to niewidzialna lina, która ciągnie do przodu. Dzisiaj jeszcze bardziej uciekam w pasję, bo kiedy nadchodzi gorszy czas, kiedy nie można liczyć na innych ludzi, a natłok informacji staje się nie do zniesienia, ona jedna potrafi wyciągnąć z łóżka, dodać otuchy i przywrócić uśmiech. Moja osobista 'miłość w czasach zarazy'.









zdjęcia: materiały prasowe H&M Home, kampania 2020.

Do następnego.

Prześlij komentarz

8 Komentarze

  1. I za to właśnie kocham Twój blog!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy widzę, że inni też się boją o przyszłość i czasem wolą nie słyszeć, to ja mam tak jeszcze bardziej. Ostatnio zostałam nazwana ingnorantką, bo o Noblu dla Olgi Tokarczuk dowiedziałam się ostatnia... Wolę czasem nie słuchać, nie wiedzieć, być ignorantką, niż ciągle się bać, przeżywać stresy... Trzymam za nas kciuki, abyśmy jakoś ...przetrwali

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ignorancja może być automatycznym sposobem na stres u ludzi wysoko wrażliwych- wcale mnie to nie dziwi. Każdy walczy nie tylko o przetrwanie planety, ale i w międzyczasie o własne przetrwanie. Na walkę ze światem trzeba mieć siłę, ot co.

      Usuń
  3. Poczułam to dogłębnie, aż mam ciary!

    OdpowiedzUsuń
  4. Klinika Bieli12.01.2020, 09:20

    "Mam tak samo jak Ty...." 😉

    OdpowiedzUsuń