Pięć dziewczyn z Instagrama, które przenoszą malowanie na inny poziom.


W tytule należałoby uściślić, o jakie malowanie chodzi, gdyż to niedopuszczalne niedoprecyzowanie oraz powyższe zdjęcie francuskiej artystki Fabienne Verdier może wskazywać, iż poruszać dziś będę nieznane mi bliżej wody malarstwa jako sztuki, zgłębiać pokrętne odmęty umysłów malarzy oraz próbować dociec, które dzieło na jakim kwasie tworzone było. Otóż nie, moi drodzy. Dziś będzie o malowaniu, ale ścian, sufitów oraz podłóg. Tak zwyczajnie. Trzeźwo.

Wiosna idzie żwawym krokiem, za chwilę sieci budowlane znów nam przypomną, żeśmy bohaterami domów swoich i to jest ten czas, kiedy warto chwycić za portfel i ziścić jakieś remontowe marzenie. Malowanie to jest temat, który zrealizować jest szybko i łatwo, nie grozi tak bardzo rozwaleniem rodziny jak tapetowanie, nie syfi tak bardzo jak czyszczenie domowej kanalizacji ręczną spiralą (to ja tydzień temu), na efekty długo czekać nie trzeba i są one zwykle dość spektakularne, no chyba że malujesz z białego na biały, ale wtedy tylko Twoja siatkówka może mówić o jakiejkolwiek spektakularności, jasnowidzeniu oraz błysku. Chwycić za pędzel jest prosto, gorzej z planem. Ja nigdy specjalnie nie planuję kolorystyki, mój schemat to: patrzę, biorę, wychodzę, maluję. Wiem, jako blogerka wnętrzarska nie powinnam się tym publicznie chwalić, lecz jakieś wzory zapodawać, wyliczenia sporządzać, odcienie na chłodne i ciepłe dzielić oraz wiedzę porządną serwować. Cóż, planowanie czegokolwiek jest dla mnie jak droga Frodo do Mordoru- zero nadziei po drodze. Plus pocenie obfite. Dlatego namiętnie podglądam innych, którzy wydają się być nieco bardziej porządni w swym wnętrzarstwie, rzetelni więcej oraz piekielnie zdolni, żeby nie powiedzieć, że odważni, ale tego ostatniego akurat mi nie brak, choć tylko jeśli idzie o wnętrza.

Instagram to jest takie piękny klub wariatów, najlepszy na świecie i zupełnie bez nadzoru. Zamiast się wzajemnie leczyć, wspierać na drodze do uzdrowienia, podtrzymywać na duchu, szukać medyków i zastępczych rozwiązań, stopować i chłodzić, my się zagrzewamy do boju, że potem właściwie nie pamiętam, żeby zrobić obiad, gdyż pochłonęło mnie wyklejanie pleców kredensu (niestety prawdziwa historia, bułki z Żabki dla wszystkich). Who let the dogs out, jak śpiewa Baha Men. Na Instagramie znajduję ukojenie, kiedy znowu niosę do domu dwa fotele (teraz) i sama zaczynam się analizować, czy to już nie zakrawa na grubszą sprawę (Zygmuncie, pomusz). Ale potem wchodzę na Insta, a tam pięć salonów w nowych odsłonach. Dziękuję, tego mi właśnie trzeba.

Dzisiaj prezentuję pięć dziewczyn, które obserwuję, żeby wnętrzarsko ześwirować do reszty. Co one kombinują! To już nie jest po prostu malowanie ściany na jakiś niewidoczny pastelowy i już. To jest krok dalej. A nawet dwa.

LIZ KAMARUL


Liz to jedna z moich ulubionych osób na Instagramie, no i, ekhm, właśnie zaczęła mnie obserwować (mogę umierać, więc stawiam szampan dla wszystkich). Jej styl jest charakterystyczny, a to zasługa określonej palety barw, którą można określić jako earthy. Zgaszone, głębokie kolory i ziemiste odcienie, które, jak je tak określać, mogą wydawać się nudne. Ale nie u Liz, która ze spokojnych kolorów czyni bardziej odjechane efekty, a to za sprawą kształtów. Malowanie drzwi? Ona ciągnie farbę aż na sufit. Malowanie sufitu? Tylko na ciemny kolor. Zwykła, zielona ściana w kuchni? Okej, ale z łukiem nad oknem. Liz zasłynęła w sieci ze swoich ściennych murali, które maluje też w obiektach komercyjnych i w innych domach. Kojarzycie moje kwadraty z resztek farb w livingu? Tak, to właśnie jej sprawka. Śledźcie poczynania Liz w nowym domu na jej profilu.

OLA


Ola ma podobne wizje do Liz, ale jej styl opiera się na mocniejszych barwach: ostre pomarańcze, słoneczne żółcienie, a do tego różowy. I niebieski. I zielony. Kiedy Liz maluje ścianę i idzie w sufity, Olka idzie w dół i jedzie z podłogą. Czy Wy widzicie ten trójkąt pod komodą?? No kto tak maluje ściany? Tylko jakiś stylistyczny geniusz. Tu nie ma nudy. Połowa drzwi i połowa ściany, a do tego pomarańczowy na różowym- te połączenia! Jeśli nosicie się z zamiarem zrobienia ze swoją farbą czegoś bardziej szalonego, ale obawy nad odwagą górują, tu macie gotowca. A Olę znajdziecie TUTAJ.

EWA


Ewa, autorka profilu Tak dużo i tak ładnie, to jest kolorystyczna bestia, choć jej ściany są właściwie białe. Za to przy bieli kolor wydaje się walić w oczy jak oddech po cebulowym bajglu. I dlatego właśnie Ewa zrobiła w kuchni ścianę na jeden kolor- różowy. Ale nie różowy jak baleriny z obuwniczego pod Grójcem. Nie różowy z gwiżdżącego lizaka. Nie różowy jak błyszczyk wczesnej Dody. To jest ciepły róż malinowy, smaczny, a na nim kolekcja zwierzęcych talerzy. Aktualnie Ewa odtworzyła też swoje łono w pokoju dziecięcym i machnęła swoim synom pokój a'la niebieskie pudełko, żeby im było bezpiecznie. I kolorowo. I tak ładnie!

AGA


Więc schemat myślenia jest taki: nie masz prawdziwej, starej ściany, żeby móc zedrzeć z niej tynk i kilkaset warstw starych farb, a chcesz sobie taką zrobić, więc szukasz inspiracji w sieci, znajdujesz takie boskości, jak te powyżej i od razu stwierdzasz, że to nic takiego i zaraz sobie zmywakiem takie nachlapiesz. Otóż powiem krótko: NIE. Aga, autorka powyższych realizacji, to mistrzyni w tworzeniu efektu starej ściany, a kto śledzi jej pracę (ja), ten wie, że efekt destroyed wall to kilkugodzinna, fizyczna praca, na dodatek zakrawająca na sztukę. Bo to nie wygląda jak kamienica przed remontem, ale jak obraz. Kolory, zadrapania, nieregularności- pamiętaj, tego nie nauczy Cię gąbka z Tesco. Na szczęście Aga może Ci taką zrobić. Szukaj jej na jej instagramowym profilu.

ALEKSANDRA


Ostatnia na mojej liście jest Aleksandra, bowiem rzeczy należy kończyć z przytupem. Ola to jest taka dziewczyna, dla której nie ma niemożliwych połączeń kolorystycznych, ona bowiem kocha wszystkie kolory. Łączenia z gatunku tych nierealnych dla niej nie istnieją, dlatego maluje schody na turkusowo, drzwi na żółto, a kredens na jaskrawy zielony (i tu nasze drogi radośnie się krzyżują). Można powiedzieć, że ulubionym kolorem Oli jest niebieski, ale to jakby wejść do mnie i powiedzieć, że zielony, a ja i tak powiem, że pomarańcz. Tu jest takie szaleństwo, taki odjazd, no i jedno dobre przesłanie: kiedy kochasz wszystkie kolory, nie musisz się martwić, że one się nie pokochają.

***

Które wariacje są Wam najbliższe? A może macie swoje własne guru od malowania, zupełnie inne? Dajcie znać!

Do następnego.

Publikowanie komentarza

4 Komentarze

  1. WOW! Rewelka. Jak dla mnie zdecydowanie Aleksandra ze swoim zwariowanym kolorystycznie światem (drzwi mnie oczarowały- mam cudne drewniane drzwi wejściowe i rozkochana w wielu kolorach nie wiem na jaki się zdecydować).
    A moja, nadal w planach, recyklingowa kuchnia co chwilę wywołuje mnie jakimś kolejnym kolorem.
    Obserwuję także Liz, nawet zapisałam to zdjęcie, które zamieściłaś. Znów z powodu drzwi, tapety i sufitu - dla mnie idealne połączenie kolorów.
    Za resztę inspiracji dzięki. Szukając stylu do własnej chałupy naprawdę ciężko byłoby wybrać, bo wszystkie takie akurat dla mnie.
    Ale masz rację, malowanie to super sprawa. Właśnie zabieram się za malowanie drzwi wewnętrznych, a mebli czeka cała kupa. Niech no się zrobi cieplej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Liz! Uwielbiam 🖤

    OdpowiedzUsuń