Budujesz dom? Remontujesz mieszkanie? A może chcesz tylko zmienić zasłony? Jest tylko jedno pytanie, które musisz sobie zadać.


Wielu z nas podchodzi do tematu urządzania zadaniowo, modowo albo budżetowo. Zastanawiamy się nad funkcjonalnością, przechowywaniem, zbyt drogim piekarnikiem oraz czy butelkowa zieleń jest jeszcze in czy już out. Bierzemy pod uwagę wszystko: jakość, kolorystykę, trendy, swoją niewyrobioną premię. Jest jednak taka drobna rzecz, o której myślimy rzadko i to wcale nie jest świecące się na czerwono konto, ozdobione wykrzyknikami od dobrodusznego bankusia, który martwi się o nas i naszą pustawą lodówkę.

To jest coś, o co powinniśmy pytać siebie przed każdą większą decyzją o zmianie i ja bardzo żałuję, że w siedemdziesięciu przypadkach na sto o to siebie nie zapytałam, a potem był gorzki płacz łzami wielkości karty podarunkowej do Rossmanna, która uratowała mi toaletę i honor. Czy ja czasem nie jestem introwertykiem? Zapytaj siebie teraz na głos, nawet jeśli pracujesz w call center i akurat jesteś przy biurku. To jest ważniejsze niż wszystkie najnowsze paletki kolorów. Niż wszystkie szare sofy z Ikei razem wzięte oraz najnowsze, zawsze ciepłe sedesy. Czy ja nie jestem introwertykiem? Introwertyk to stan umysłu. Introwertyk powinien mieszkać inaczej niż ekstrawertyk. Powinien też pracować w innym środowisku. Niestety pracodawcy nigdy nie biorą tego pod uwagę- i szkoda, bo mogliby się nauczyć, że każdy ma swój potencjał, który dobrze byłoby wykorzystać. Za to zapanowała moda na open space'y, które są morderstwem każdego introwertycznego umysłu. Been there. Pisałam o tym TUTAJ.

Na szczęście dla nas, introwertyków, nikt nam nie powie, jak mamy mieszkać. Bywa jednak tak, że pochłonięci wnętrzarskimi bodźcami, modami i złotymi poradami z gazet, zapominamy, że jesteśmy trochę inny gatunek. Kiedy ekstrawertyk czerpie energię od innych ludzi, u nas jest na odwrót- nadmiar socjalizacji wyczerpuje nasze społeczne zasoby. Ci pierwsi chętnie organizują szalone domówki, dla nas dom to osobisty Wawel, tylko że bez zakopanych zwłok (ale też na sto procent nie wiem). Trochę inaczej traktujemy ten temat. W moim przypadku ten aspekt najbardziej uwidocznił się, gdy studiowałam i mieszkałam z innymi lokatorami w jednym mieszkaniu- mój największy koszmar. Przez trzy lata funkcjonowałam z silną wizualizacją w głowie, że pewnej nocy wstaję i wszystkich morduję foliówką. Kiedy ja potrzebowałam snu, wyciszenia, spokoju, tuż za ścianą odbywały się intensywne studenckie integracje, okraszone pierwszymi blantami, a dla niektórych też pierwszymi orgazmami. U mnie drzwi zawsze zamknięte, u nich zawsze otwarte. Kiedy ja potrzebowałam czystości i porządku, bo inaczej żyć nie umiem, sitka pełne czyichś włosów znowu doprowadzały mnie do marzeń o foliówce. I najgorzej, że nigdy nie byłam pewna, czy to nie łonowe.

Introwertyk ma silne poczucie własnej przestrzeni, dużą strefę swojego komfortu oraz wyraźne terytorium osobiste wokół siebie. Kiedy to wszystko zostaje zachwiane, a najgorzej, kiedy zachwiane zostaje naraz, wtedy wychodzi z niego psychopata, o którym sąsiedzi mówią w Uwadze, że był zawsze taki miły i cichy i w życiu by nie podejrzewali. Silent people have the loudest minds, jak to mówią. Wróćmy jednak do urządzania.

SALON


Salon to miejsce, od którego należy zaczynać, bo to jest taka społeczna scena naszego domostwa. Czy ja lubię ludzi? Czy mój dom jest wiecznie otwarty dla gości? Introwertyk tego nie potwierdzi. Nie mogę jednak powielać tych wszystkich mitów, że introwertyk buduje ciemne twierdze, do których wstępu nie ma nawet kominiarz. No dobra, czasem mam na to ochotę. U nas po prostu wszystko ma swoje granice, nawet rodzinne zjazdy (a może zwłaszcza). Może dlatego w domu introwertyka nie ma wielu siedzeń. Jest też kwestia popularnego dziś otwartego planu. Ja nie mam dzieci, pół dnia jestem sama w mieszkaniu (plus pies, ale on ma mnie gdzieś), więc mam kiedy i gdzie ładować baterie. Natomiast przy większym tłoku dobrze mieć taki bardziej prywatny kąt, może nawet osobny pokój (albo wykorzystywać gościnny aka gabinet), gdzie można po całym dniu zamknąć drzwi i kazać wszystkim się chrzanić i samemu sobie gotować. Nie jest powiedziane, że salon introwertyka musi być biały (żadnych bodźców) albo czarny (bezpieczna dziura), to wszystko zależy od tego, czego się potrzebuje. Ja mam skłonności do uciekania w mroczne zakamarki swojego umysłu, więc otaczam się kolorami, żeby było weselej. Amerykański projektant Jonathan Adler powiedział, że salon powinien odzwierciedlać najbardziej barwną stronę naszej osobowości. I ja się z tym w cholerę zgadzam.

SYPIALNIA


Najważniejsze pomieszczenie introwertyka, sanktuarium oraz grota. Bęc na łóżko to mój ulubiony moment całego dnia. Jaka powinna być sypialnia introwertyka? Kolorystyka do wyboru, ale łóżko to jest całe clou tej imprezy. Musi być wygodnie, miękko, ciepło i bezpiecznie. Miłe tkaniny, które nas obejmują i głaszczą- o tak, dla introwertyka komfort ma wielowymiarowe znaczenie. To miejsce, gdzie regenerujemy przestymulowany mózg, dlatego nie powinno być tu tv czy innych zagłuszaczy. To miejsce wyborne do czytania, słuchania muzyki, kontemplacji życia i ucieczki od całego świata. W sypialni powinien panować też porządek, w bajzlu zasnę tylko po śmierci. Ale generalnie introwertyczny mózg lepiej funkcjonuje nie tylko wtedy, kiedy wszystko jest na swoim miejscu, ale kiedy rzeczy wokół mają dla nas jakiś sens lub wartość. Bezsensowne durnostojki mogą za bardzo rozpraszać naszą i tak nadwątloną przez Instagram psychikę.

ŁAZIENKA


Nie wiem, co by tu napisać a propos łazienki, bo większość zwykłych łazienek jest tak mała, że ciężko nawet porządnie plecy wyszorować, ale jeśli ktoś ma taką możliwość (zazdro max), dobrze urządzić tam sobie prawdziwą oazę. Dla introwertyka wszelkie szanse na relaks są pożądane, a ładnie urządzona łazienka bez wątpienia temu sprzyja (nie mówiąc już o ucieczce przed dziećmi- u mnie akurat przed nachalnym psem). To jest to miejsce, kiedy- dosłownie i w przenośni- możemy zmyć z siebie dzień, nadmiar społecznych kontaktów z autobusu i tego natrętnego kasjera, który ciągle komentuje nasze spożywcze wybory oraz wszystkich tych, którzy nas dotknęli. To taki pokój relaksu, który różni się od korporacyjnego tym, że z tego faktycznie się korzysta.

USPOKAJANIE OBIEKTAMI


Czyli urządzanie sobie wszelkiej maści wygodnych kącików- do czytania, do oglądania, do rozmyślania, choć akurat to ostatnie zawsze spieprzy mi humor. Wszystkie te leżanki i fotele- nasze bogate życie wewnętrzne musi mieć gdzie się odbywać. Otaczanie się ulubionymi rzeczami, na przykład roślinami, pamiątkami. Wszystko, co sprawia, że jest nam miło i błogo, a dom jakby czule bierze nas w swe ramiona i kołysze po ciężkiej wizycie na zatłoczonej poczcie, jest jak najbardziej wskazane. Introwertyk po prostu musi mieć miejsce na ulubione rzeczy, których nie pozwala nikomu dotykać. Dla nas nie jest takie ważne, żeby nasze mieszkanie spotkało się z aprobatą gości (bo ich nie zapraszamy?), ale ma być nasze, tylko nasze i najnajsze. I koniec.

MIEJSCE NA PASJĘ

źródło: living.corriere.it

Cóż, umysły introwertyczne to często umysły bardzo kreatywne, dlatego dobrze zawczasu wykombinować sobie takie miejsce, gdzie będzie można dać upust wszystkim swoim dzikim zapędom- od sztalugi, przez stację szyjącą, kąt gejmera, zestaw perkusyjny (pozdrawiam sąsiadów), aż po stół z największym na rynku diaksem (no to już jednak może nie w domu). Albo chociaż skromną szafkę z gramofonem, no cokolwiek. Musi to być to, co sprawia, że zapominamy o trudach życia w społeczeństwie, możemy zamknąć oczy i wyobrażać sobie siebie w różnych sytuacjach, o których lepiej nie wspominać publicznie. Ekstrawertycy lubią wyłazić z domu i robić coś na mieście, my nie. Dla nas najlepsza rozrywka to kiszenie się w domu, nie zapominajmy o tym.

***

Są na pokładzie jacyś introwertycy? Ekstrawertycy? 
Chętnie się dowiem, czy coś tu się zgadza :-)

Do następnego :-)

Prześlij komentarz

22 Komentarze

  1. O matko i córko razem wzięte - to o mnie! We wszystkich testach wychodzi mi, że jestem w 100% intro i niestety, moje kalectwo społeczne tylko to potwierdza (czy dają na to rentę???). Uwielbiam Cię czytać, bo w Twoich tekstach odnajduję siebie i przeglądam się tu jak w lustrze.
    Teraz zastanawiam się, czy mój dom odzwierciedla moją introwertyczną osobowość? Na razie mam biały salon, ale tęsknię za kolorem - wkrótce robię zielone ściany. Mam mały stół, bo nigdy w życiu nie urządziłam imprezy rodzinnej z prawdziwego zdarzenia (brak dzieci to świetna wymówka, ha!).
    Mam swój azyl, w którym wyżywam się na wszelkie możliwe sposoby - kreatywne i ekonomiczne też. W sypialni głównym bohaterem jest łóżko, bo uwielbiam ten moment, kiedy wreszcie mogę powiedzieć - fuck of world, teraz nie ma mnie dla nikogo.
    W ogóle i w szczególe wyznaję zasadę my house is my castle i biada każdemu, kto wpadnie z niezapowiedzianą wizytą!
    PS: kiedy napiszesz książkę???

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak miło poczytać coś o sobie ���� moje mieszkanie ,moja twierdza ...Nie mam nawet przedpokoju który niby zaprasza gości hihi ... i co do kominiarza to muszę wpuszczać codziennie bom se go wzięła za męża 6 lat temu ��

    OdpowiedzUsuń
  3. To dokładnie o mnie. Właśnie kończę urządzać dom, w którym są już zaplanowane kąciki na wszelkie okazje, pokój kreatywny (sztaluga już czeka :)). W sypialni oczywiście minimum rzeczy i bez tv. Łazienka jest w moich ulubionych kolorach z wanna do relaksu. Ogólnie wystrój domu może być dla niektórych kontrowersyjny, ale gości mam bardzo rzadko. A w sumie nie interesuje mnie ich opinia, bo to ja tu będę mieszkać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "ma być nasze, tylko nasze i najnajsze. I koniec." - najcudowniejsze podsumowanie! Już kiedyś doszłam do tego wniosku, że to moje zamiłowanie do wnętrz bierze się chyba z tego, że ja swoich czterech ścian po prostu nie lubię opuszczać. To moja oaza i z ulgą zamykam drzwi za każdym odwiedzającym - mimo, że go lubię. Przyłapałam się na tym, że wolę ja odwiedzać, niż żeby mnie odwiedzano (w myśl zasady, ze jak coś mi nie leży, to zwijam manatki i spadam - a z własnego domu pełnego gości przecież nie ucieknę :D). Także ten...jest nas więcej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, o kurde mam tak samo, jak już się mam z kimś spotkać, to już wolę ja do niego.... :-D

      Usuń
  5. Ty już przestań ty bredzic na blogu tylko wydawaj książkę ja kupię dwie i będę trzymać przy łóżku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale jeśli chodzi o pisanie mam w planach tylko teksty na nową płytę Captain Jack, o ile oczywiście się reaktywuje.

      Usuń
  6. Mieszkanie z koleżankami po studiach... co za dizaster.. ze wszystkimi się pokłóciłam:)) Teraz mam rodzinę, którą kocham szczerze ale... uwielbiam byc sama. Lubie gościć ale jak się ludzie na sylwestra zasiedzieli do 4 rano to myślałam, ze pozabijam!!:) aaa i jeszcze lubię sytuacje, kiedy zapraszam kogoś i nawet się ciesze ze przyjdzie, po czym dostaje telefon, ze jednak nie mogą bo costamcostam i wtedy odczuwam taka spoko ulgę;))) my guilty pleasure:))

    OdpowiedzUsuń
  7. To prawda, jest nas więcej... To również o informację mnie. I jestem też neurotyczką (potwierdza to umiłowanie fioletu - podobno to kolor neurotyków :)) Buziaki lap_iw

    OdpowiedzUsuń
  8. Zajebisty tekst!
    Też jestem intro i urządzając aktualnie moje nowe domostwo, staram się myśleć głównie o zaspokojeniu (w końcu) moich potrzeb estetyczno-wnętrzarskich. Najbardziej cieszy mnie brak sąsiadów za ścianami, sufitem i podłogą. Błoga cisza sielsko-wiejskiego-przedmieścia zaspokaja moje introwertyczne potrzeby w 100%
    Dzięki za nazwanie tego co mi po głowie lata.

    OdpowiedzUsuń
  9. Niesamowite jak bardzo ten tekst jest o mnie. Chociaż jestem postrzegana jako ektrawertyk (lubię wystąpienia publiczne i umiem opowiadać dowcipy) to tak naprawdę najszczęśliwsza jestem w swoim domu. Najlepiej czuję się w nim tylko z mężem i ewentualnie w małym gronie najbliższych osób. Nie cierpię imprez, zbiorowych wyjazdów, wspólne mieszkanie z obcymi osobami to do dziś dla mnie największy koszmar. Uwielbiam porządek i nie położę się kiedy jest bałagan. Ulubiony moment dnia to walnięcie się w pielesze z książką i maseczce na twarzy. A tak w ogóle to koniecznie musisz wydać książkę. Kupuję w ciemno. Masz niesamowity talent. Pozdrówki dla psiura

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no co ja Ci mogę powiedzieć- MAM TAK SAMO :D

      Dziękuję, przekazane France :))

      Usuń
  10. Hmmm, czy ja czytałam kiedyś lepszy tekst wnętrzarski? Hmmmm. Chyba nie ;)! Gratuluje tak kreatywnie - ironiczno - introwertycznego umysłu i i "pióra" Mam tylko jeden problem teraz. Kima ja ja jestem? Bo tak... zdecydowanie czerpię energię w ciszy i oddaleniu, każdy przyjazd choćby najmilszych gości sprawia, że kręci mi się w głowie, bynajmniej nie z rozkoszy, ale od czasu do czasu (na moich warunkach ma się rozumieć ;)) mam ochotę na balangę i to u mnie we własnych pieleszach. Muzyka lata 80., czerwone wino i jest nas dużo i głośno. Jestem, więc chyba mieszańcem, albo człowiekiem introwertyczno - ekstrawertycznego środka :D I jak tu się teraz urządzić ;)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no nie da się tak, wiesz, podzielić ludzi na czarno i biało, wiadomo!
      PS muza z lat 80 wymiata! Już sam dźwięk i nawet ja mam ochotę na balangę :-D

      Usuń
  11. Na studiach mieszkałam w akademiku z dwiema współlokatorkami i kiedy wybywały, czułam się jakby do pokoju wpadła świeża bryza. "Wpadnij do nas, nie siedź taka bidna, samiutka" - zaproszenia z innych pokoi kwitowałam grzecznym podziękowaniem i uśmieszkiem skrywającym "mwahahaha, po moim trupie".
    Od kiedy mieszkam sama (plus kot) czuję się jakbym miała dodatkowy ochronny egzoszkielet.

    OdpowiedzUsuń