Batalia o widok, czyli witamy w aneksie.


Dzisiaj będzie o kuchni. Konkretnie, bez zbędnego pitolenia, bez listy traum z przedszkola oraz socjologicznych insightów, do których mam niewyobrażalny pociąg. Chcę w końcu powiedzieć coś normalnie i prosto, a może po prostu nie chce mi się dziś pisać. Otóż kilka zmian kosmetycznych w tej mojej kuchni uskuteczniłam, zajęło mi to jakieś dwa miesiące, a wszystko przez to, że wiosna idzie i nagle wszyscy zapragnęli ode mnie tekstów o sokowirówkach.

Ostatnie tygodnie poświęciliśmy ze Starym na odświeżenie naszej dziupli- popłynęło trochę farby, trochę tapety, trochę wkrętów i mopów, za to mamy teraz piękną, pięciodrzwiową szafę w korytarzu, dzięki czemu nie witają nas na wejściu zmiętolone dresy i nie-pamiętam-kiedy-prane tiszerty. Jest nowa ściana w sypialni, czekam tylko na królewskie łoże, które znowu wcale nie jest takie duże, po prostu na tle naszej dziesięciometrowej sypialni będzie na takie wyglądało. Marzę, żeby odsapnąć od tego ciągłego remontowania, doprowadzić się do porządku, odgruzować paznokcie i pięty, ale w międzyczasie jeszcze stwierdzam, że może by tak zajrzeć w kuchenne kąty i jeszcze tam coś pozmieniać. Czemu nie, jeszcze jakieś pięćdziesiąt lat i wtedy już na pewno odpocznę.

Kuchnia na otwartym planie to niekończąca się batalia o widok. Widok z kanapy, widok z wejścia i zza stołu. To kompozycja z kompromisów- plastikowy malakser, który jest zajebiście przydatny, ale znowu na widoku wygląda jak przypadkowy przechodzień, który akurat wyszedł z poczty i wlazł prosto w filmową scenę w plenerze. Opakowania spożywcze, których nie ma gdzie trzymać, ale ich etykiety wciąż przypominają, że są na świecie graficy, którzy naprawdę płaczą w pracy. Dekoracje, które są zbędne i zajmują cenny blat, ale muszą stać na widoku, bo to vintage i Instagram. Tak mniej więcej wygląda moje życie z aneksem. Można co prawda iść za radą architektów i po prostu zabić wszystko emdeefem, zostawiając na widoku tylko czajnik- ład wizualny gwarantowany, ponieważ nic tam nie ma. Kiedy jednak kochasz swój pierdolnik i z niczego nie chcesz rezygnować, nastaw się na skomplikowane i twórcze życie wesołego aneksiarza.


Jak obecnie wygląda moja kuchnia? No właśnie tak. Jeśli myślisz, że na czterdziestu pięciu metrach kwadratowych nie da się poszaleć, przewiń mój Instagram do końca. Nawet w kuchni, która ma tylko kilka dolnych szafek, których nie można poprzestawiać. Po prostu wtedy idą w ruch wolnostojące meble z olxa, obrazki, dywany i inne duperele, dzięki którym można naprawdę odmienić oblicze aneksu niedużym kosztem oraz niewielkim wysiłkiem. Zaraz rozłożę to wszystko na czynniki pierwsze i wszystko wyjaśnię.

WYSPY, PÓŁWYSPY, PRZYLĄDKI


Moim skromnym, samozwańczym zdaniem, w aneksie kuchennym istotną rolę odgrywa coś, co delikatnie zaznacza tą strefę. Jakby opcji jest wiele- można sobie pociągnąć szafki do utworzenia z nich półwyspu, można zrobić wypasioną, ogromną wyspę (marzenie, lecz chyba nie w tym życiu), można też tak ustawić stół, żeby robił za to wszystko. Przetestowałam kilka z tych opcji, nawet tą z szafkami, ale jakoś wiecznie coś mi tu nie gra- a to nie cierpię jeść na środku kuchni, a to nie można swobodnie przejść, a to za duże/małe/nie takie. Wreszcie znalazłam układ, który mi pasuje. W kącie po lewej jest strefa jadalniana, a na granicy kuchni i livingu ustawiłam mój kaszubski kredens, ale plecami w stronę salonu. Od strony kuchni to cenne miejsce do przechowywania, a od strony livingu mały półwysep. Długo się zastanawiałam, co zrobić z tymi nieciekawymi pleckami ze sklejki i ostatecznie postawiłam na tapetę i okleinę- wiem, że wielu nie pochwala takich działań, okleina też bywa dyskusyjna. Ale to ostatecznie nie są antyki, poświęcone przez popa relikwie ani drogocenne pamiątki rodowe. Kolor niebieski podpatrzyłam TUTAJ, wynalazłam okleinę w podobnym odcieniu (super odbija światło!), dodałam dwa drewniane wieszaki i voila. Pamiętajcie, że najgorszy jest densflor. Walczcie z nim, no matter what.




CO POD NOGI


Dopóki nie zmienię tej podłogi, już zawsze będę obstawiać się dywanami, ale nie tylko dlatego. Dywan to super rzecz, zmienia aneksową grę oraz jest niezbędnym wsparciem, kiedy świadomie decydujesz się na życie bez zmywarki. Ja lubię dywany w stylu vintage, lubię wytarcia i boho klimaty, Stary lubi parzyć rumianek na boso, a nasz pies najbardziej na świecie kocha tam jeść swoją śmierdzącą suszonymi rybami karmę- jak widzicie, dywan w naszej kuchni być musi. Tym razem kupiłam sobie dywan w Ikei, który wizualnie gra z tym przed wyspą.


KINKIETY, LAMPY I ŚCIANY


Czyli kiedy inspiracja znajduje Cię w piwnicy. Stary, ilekroć podziwia swoją elektryczną robotę, zawsze z czułością wspomina swoje dzieciństwo, kiedy kradł w podziemiach swojego bloku żarówki z takich lampek. Szukałam czegoś w stylu industrialnym, grzebałam po wypasionych skandynawskich sklepach, myślałam o jakimś DIY, aż w końcu wzięłam w Castoramie zwyczajną lampę piwniczną- hej, czterdzieści złotych za porcelanę i szkło?? Wnętrzarski deal życia. Zauważyliście też może, że moja kuchenna ściana nie jest już butelkowa, ale bardziej morska. Lubię takie poorane mazańce, najlepiej się je robi podczas PMS-u.


ANEKS TO LIVING, TYLKO Z DRUGIEJ STRONY


Z takim nastawieniem urządzanie aneksu nie może się nie udać. Kuchnia na otwartym planie aż się prosi o małą galeryjkę. Taką chociaż maciupką, gdzieś z boczku. Czasem marzę o pustych, minimalistycznych ścianach, ale ostatecznie kogo ja chcę oszukać. Nie wytrzymam w nich pewnie nawet pełnej doby. Aneks to living, tylko z drugiej strony, dlatego kuchenna ściana też zasługuje na galerię. Jeśli jesteście posiadaczami górnej zabudowy, możecie wykorzystać szafki i to na nich ustawiać grafiki i plakaty. Można też poczynić galerię na kilku otwartych półkach. Ja mam sporą połać do szaleństwa, więc od razu idę na całość. Tym razem zdecydowałam się na dwa duże obrazy, które mam z jednego z moich ulubionych sklepów z dekoracjami ściennymi, czyli BIMAGO. Oprócz tradycyjnych plakatów można tam kupić również obrazy na płótnach, na pięknych, drewnianych krosnach, zaprojektowane dla sklepu przez różnych artystów i twórców sztuki współczesnej z całego świata. Ja wybrałam obraz Biały portret oraz abstrakcję Problem. Dekoracje ścienne krążą u mnie nieustannie po całym mieszkaniu, to najszybszy, najprostszy, a jednocześnie najbardziej efektowny sposób na zmiany (podobnie jak malowanie).




NIEZBĘDNE DUPERELE, CZYLI CAŁA RESZTA, KTÓRA ROBI KLIMAT


Kuchnia w aneksie może nie wygląda najlepiej, kiedy jest zagracona, ale umówmy się- to właśnie te drobne rzeczy nadają charakteru i sprawiają, że mieszkanie nie jest bezosobowym katalogiem producenta płyty wiórowej. Lubię sobie coś tam dodać, najlepiej w duchu zero waste- a to jakaś deska z piwnicy, którą okleiłam w liście i jest moim stojącym notesem w rozmiarze XXL, a to stara kanka na parapecie, wygrzebana na złomie, którą wypełniam trawami z pola. Do tego różne nazbierane puszki i dzbany na kuchenne utensylia. Nie mam wypasionego agd, nie jest mi to potrzebne, ale potrzebne mi są starocie, które robią najlepszy klimat. Nie lubię też, jak jest za idealnie. Za nowo, za gładko, za równo i za lśniąco. No chyba że z czystości, to owszę.



CAŁA TA SPÓJNOŚĆ


Słynna spójność wnętrza, tak na koniec. To nie jest trudne, jeśli się lubi konkretne rzeczy, ma ulubione kolory i style. Moją spójnością jest brak spójności, ale i tak widać, że aneks gdzieś tam nawiązuje do livingu- choćby nowy pasek z płytek w jebitnej zieleni, która jest odcieniem narzuty przy kanapie. If you like things, they go together. Zawsze i wszędzie, nawet w aneksie.




Jak Wam się podobają moje zmiany? 
Macie aneksy czy osobne kuchnie?

Do następnego :-)

Dziękuję sklepowi BIMAGO za pomoc w realizacji wpisu.

Prześlij komentarz

16 Komentarze

  1. Ja nie mam swojego domu tak w ogóle, a co tu dopiero rozpatrywać aneks kontra kuchnia 😉🤣 Jakoś tak pusto się w tej Twojej kuchni zrobiło, ale ja jestem fanką: szafki na dole, duże pole do zmian. Już wiele razy Ci pisałam, że uwielbiam Twoje mieszkanie za to, że żyje razem z Tobą, a Ty w nim i razem z nim...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można też rozpatrywać na wynajmie, nikt nie mówi, że nie :))
      Ja wiem, czy się zrobiło puściej, zawsze tak było hehe, dodałam tylko kredens, czyli bardziej coś dołożyłam, niż odjęłam :))
      Dzięki wielkie!

      Usuń
  2. Ten barek super! Nie jestem fanką okleiny, ale naprawdę fajnie wygląda, ładny kolor

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, też jestem nawet zadowolona z tego efektu.

      Usuń
  3. Super są te kolory! Ja kupiłam mieszkanie w którym kuchnia jest typu biały tetris na wysoki połysk a łazienka jest szaro-betonowy tetris+ jakies futurystyczne szafki ze srebrem DRAMAT. Absolutnie nie pasuje to do reszty pomieszczeń które urządziłam w stylu 'to znalazłam na śmietniku+babciu będziesz tego jeszcze używać?". Ostro kminie jak przerobić to na 'swoje' małym kosztem. Może faktycznie okleina? albo malowanie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, to chyba najszybsze i najprostsze jest. Powodzenia w zmianach!

      Usuń
  4. Wow! Jestem pod ogromnym wrazeniem, taki aneks to wręcz dzieło pięknej sztuki.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Oglądam i nie wstaję z kolan. Kolor ściany przepiękny, rudości super pasują. Deseczka we wzorek mniam, wysepka też. Naprawdę świetna robota. żielony szlaczek i koszykowy abażur mega. Konkretne i udane zmiany, brawo:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny kolor granatowy na dolnych szafkach, mogę prosić o RAL lub NCS, albo cokolwiek? Bardzo też podoba mi się limonkowe wykończenie płytek.Energetyczne :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej hej, dziękuję!
      Tutaj znajdziesz wszytskie produkty, których użyłam do metamorfozy szafek:
      https://tikkurilapotegakolorow.pl/metamorfoza-kuchni-atramentowe-frony/

      Usuń
    2. dziękuję, mam o czym pomyśleć i zebrać odwagę na taki kolor

      Usuń
  7. Podoba mi się bardzo! Szczególnie nowy kolor ścian ☺️ lap_iw

    OdpowiedzUsuń