Dom w Toronto, który rekomenduje powrót do lat 70- tych (i ja się z nim zgadzam).


Lata siedemdziesiąte jawią mi się jako te najlepsze z najlepszych. Zdecydowanie urodziłam się za późno. Nie do końca przekonuje mnie świat z dzisiaj, chociaż jest kilka podobieństw- na przykład ucieczka przed AIDS versus przed coronavirusem. Chciałabym żyć w tamtych latach, nawet pomimo ogólnego społecznego upalenia i braku możliwości prowadzenia jakiejkolwiek przytomnej rozmowy.

Naczytałam się, naoglądałam, nasłuchałam i kocham, kocham lata siedemdziesiąte, poczynając od muzyki, przez modę i sztukę, po design. Wnętrza z lat siedemdziesiątych nie mają sobie równych. Nie-ma-ją. Przemawia do mnie wszystko. Co mówi do mnie współczesny design? Nic. Szczególnie polski współczesny. Nowoczesne projekty, na pewno świetnie wykonane, wykończone na najwyższym poziomie i trwałe, nie wywołują we mnie niczego. Ot, stoi sobie stół. I lampa. Wszystko jest takie praktyczne, funkcjonalne, modne. Jednocześnie mdłe. Pozbawione fantazji. Nic się nie wyróżnia, wszystko wygląda tak samo. Minimalistyczne, jasne, proste. Gdzie te obłości, się pytam. Gdzie kolory wibrujące, gdzie forma jakaś żywsza! Odeszły razem z ostatnią kreską Iggy'ego Popa. Kojarzycie polski design z lat 70- tych? To szkło przepiękne? Te wzory szalone? Meble?? Czemu dziś nikt nie robi takich rzeczy. Czemu szare wszystko, proste, letnie w emocjach. Space age odeszło w odmęty haszyszowego dymu. Nikt już nie szaleje, nikt nie tańczy jak Diana Ross. Kolory wyblakły, linie wyprostowały. Nawet Ikea z lat 70- tych mnie zachwyca, czego nie mogę powiedzieć o dzisiejszej. Spójrzcie tylko na lampę, którą właśnie upolowałam na OLX- no czyż to nie wizualne złoto? Kto znajdzie mi taką w sklepie, dostaje dolara (prawdziwego).



Trudno dziś o ciekawe rzeczy, vintage pewnie kiedyś się skończy, lecz prędzej nas wykończy (finansowo- już to czuć na internetach). Dzisiejsze trendy bez wątpienia nawiązują do lat 70- tych, co daje jakąś nadzieję, że asortyment w sieciowych sklepach może w końcu będzie ładny. Bardzo lubię kolory z tamtego okresu: pomarańcz, czekolada, wibrująca zieleń, czerń, żółty, złoty, srebrny, limonka, turkusowoniebieski, czerwony, choć to nie są dziś popularne zestawienia. Te wszystkie wzorzyste tapety, kosmiczne lampy, roślinne motywy, szalone fotele. Czy dekorowanie w stylu lat siedemdziesiątych może wyglądać współcześnie? Oesu, tak bardzo dziś można w to pójść, zawsze warto, jak mówi serial z Polsatu. Jak ta charakterystyczna paleta świeżo wygląda w nowej odsłonie, jak dobrze gra z bielą. Jak pasuje do eklektycznych mieszkań, jak to radośnie się prezentuje, luźno. Ja oraz dzisiejszy dom z Toronto rekomendujemy taki powrót. Choć już bez radosnego blanta w dłoni (#smuteczek).


















źródło: Design Sponge, zdjęcia: Dave Rempel

Macie swoją ulubioną epokę wnętrzarską?

Do następnego :-)

Publikowanie komentarza

8 Komentarze

  1. TEN DYWAN W SALONIE! TA KANAPA! Kto dziś robi 3kolorowe kanapy?! To zdjęcie mnie kupiło do końca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kanapa wymiata! Kolorystyka całego domu przepiękna

      Usuń
  2. I jeszcze to z zielonymi dziwacznymi krzesłami w najdoskonalszym kolorze. I ten żółto-zielony detal w drzwiach sypialni, cudo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bosko! Uwielbiam lata 70, jak i 60, a w muzie to bezapelacyjnie 80!

    OdpowiedzUsuń
  4. A propos trójkolorowych kanap, to trendy wracają (na ostatnich targach wnętrzarskich w Poznaniu pojawiły się podobne propozycje)
    Lata 70 to rzeczywiście szalony czas w dziejach ludzkości, Nawet w PL sporo się działo i był to chyba jedyny kolorowy okres w dziejach rodzimej historii.
    Sama niespecjalnie przepadam za tym okresem, aczkolwiek szalenie lubię nawiązanie do sztuki folk i etno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, teraz wszystko, co jest modne, bardzo nawiązuje do lat 70.

      Usuń

Na blogu działa spamowstrzymywacz - linki do sklepów i usług nie będą publikowane.