Dziesięć kolorowych jadalni z Instagrama, ponieważ aktualnie wszystko kręci się wokół jedzenia.


Papier toaletowy, żel antybakteryjny oraz drożdże- tajne hasła, którymi wymieniamy się ostatnimi czasy oraz trzy produkty, które najszybciej opuściły sklepowe półki. I o ile dwa pierwsze- ze względu na dość duży ładunek użytkowy, a papier ze względu na ładunek dosłownie- są tylko zwyczajnie funkcjonalne, o tyle żywność to dziś zupełnie inna bajka.

Gdyby zaatakowały nas teraz jakieś średniowieczne łajdaki, niemowy zarośnięte, mruczące jeno coś pod nosem, z typowo troglodytową szczeną i nieokrzesanym przyrodzeniem na wierzchu, zapewne skupilibyśmy się rodzinnie wokół płomienia na środku izby i piekli razem jakiegoś półżywego zająca. Ponieważ jednak czasy są mocno zaawansowane i to pomimo ciągłego braku desko-lotki (wybacz, Robercie Zemeckisie, zawiedliśmy jako cywilizacja) i aktualnie walczymy z chińskimi cząsteczkami- jedynym oryginalnym produktem z Chin, tak gotowanie ciągle pozostaje czymś pierwotnym, co skupia wszystkich w jednym miejscu i zbliża. To wspólne międlenie mięsa, wałkowanie ciasta i nakładanie makaronu wyciąganego z szafy (to u mnie), tak bardzo wiąże, uspokaja, zajmuje czas, głowę i ręce, że aż nawet ja to poczułam. Ja, która kocha jeść, zaś od gotowania woli wszystko inne, z układaniem gwoździ według wielkości łebków włącznie. Nie cierpię gotować, nie cierpię. Ale teraz? Gotuję pięć razy dziennie, codziennie, siedem dni w tygodniu. To na pewno jedyna rzecz, za którą nie będę tęsknić, kiedy już nasze życie wróci do normy, ale póki co normalnie jakoś lubię międlić, wałkować i nakładać. Wyczuwam plus pięć kilo po kwarantannie. At least.

Robienie zapasów, gotowanie z zapasów, szukanie produktów, zamawianie produktów oraz wymiana produktów- tak, dziś nasze życie zdecydowanie toczy się wokół żarcia. Jedni gotują z nudów, inni znajdują w tym ukojenie (coś jak ja w kręceniu kanapą). Jesteśmy pokoleniem, które raczej nie buduje domowych spiżarni, pełne półki oraz zakupy w wersji online trochę przyzwyczaiły nas do tego, że wszystko jest pod ręką i zawsze można coś dokupić. Ja na przykład nie potrafię zrobić zakupów na dwa dni, co dopiero na trzy tygodnie, więc ciągle biegam po osiedlowych sklepach po wszystkie te majeranki, o których zapomniałam. Zdecydowanie zdobywam teraz nowe skille- umiem już przyrządzić soczewicę w pięciu odmianach, tak kroić cebulę, żeby była na dwa obiady oraz zużywać połowę mniej srajtaśmy, kiedy nie idę na dwójkę. Za to jeść? Oooo, jeść. Tak. Już nawet nie pamiętam, między którą drzemką zaczynam robić drugi obiad. I to wszystko przez Starego, bo ja przesz pracuję dalej normalnie. Po wszystkim będę jedną wielką paczką czipsów. Albo będę na ich dnie.

Kolorowe jadalnie- czyż nie zachęcają do biesiady jeszcze bardziej? Niektórzy uważają, że miejsce spożywania powinno być nijako- pokutne, albowiem tam się trawi, a nie wzory miesza, mieszanie trawieniu nie sprzyja. Otóż, moi Drodzy, ale nie. Kolorowa jadalnia jest podświadomym feedersem, który na tych swoich barwnych obrusach, z tymi kolorowymi krzesłami i pojechanymi galeriami tylko podsuwa nam te wszystkie papryki, pomidory i parówki. Oraz dobrze się foci, o czym świadczą dzisiejsze jadalniane egzemplarze z Instagrama. I wielbię. Jadalnie, nie Instagram. Z Instagramem mam wciąż skomplikowaną relację.


Kolorowy pierdolnik Ady z Trzecie Piętro. Ta laska ma prawdziwego świra na punkcie kolorowej zastawy, najlepiej oczywiście takiej nie od kompletu, za to z historią. Szanuje wintydż oraz zasadę, że jak nic do siebie nie pasuje, nie musisz się martwić, że coś nie pasuje. To jest też moja zasada, dlatego wielbię.


Kiedy myślisz, że biały stół to nuda, spójrz tylko na to combo. Nicole z profilu Ambarasy jest królową kolorowego retro. Wciąż maluje, przerabia i przestawia swoje cztery kąty, normalnie coś jak ja, tylko ona jeszcze kocha krasnale, a ja narty. Ta jadalnia to boskość i idealny przykład dla tych, którzy chcieliby nieco ożywić swoją- ludzie, malujcie krzesła!


To jeden z moich ulubionych kątów na Insta, który mieści się w Ładnej Chacie. Ta tapeta! Ławka! Marzyłam zawsze o takiej ławce, niestety ja to zawsze muszę w życiu wybierać, normalnie jak Instagram crop, który każe decydować: głowa czy nogi. Wybrałam kanapę więc, ale Patrycja na szczęście nie musiała tego robić i ma wszystko.


Znowu korci mnie czerń, a ta u Mag wcale a wcale mi w tym nie pomaga. Podoba mi się to zestawienie w stylu nowojorskim, jak gdzieś z Brooklynu, gdzie można napić się wódki tuż pod domem i nie trzeba wydawać kabzy na taksówki. Nie wiem, czy przy tym stole pije się wódkę, ale piłabym.


Jeśli kiedykolwiek chciałeś zobaczyć śniadaniowy kąt maksymalistki, oto proszę on, możesz podziękować mi potem, na mejla. Ten cudny misz- masz u Oli po prostu nie może nie wywołać tęczowych myśli. Czyż nie o takie właśnie wnętrza nam chodzi? Czy nie o takie walczylyśmy? Takie radosne, optymistyczne, w których można zapomnieć o całej chujni tego świata, z tortem bezowym pod pachą? Zdecydowanie o takie.


Oooo shiiiit, tu jest grubo. Zastanawiałam się nawet, czy publikować tu ten kąt z profilu Parametry, bo zazdrość mnie zżera na ten beton i te krzesła i ten stół, a po co dawać na swój blog kogoś lepszego od siebie, no nie?? :-) Kocham to mieszkanie! I te talerze na ścianie. Ale wyszedł rym. Lepszy niż u Taco. A kąt i tak mają lepszy.


A to u Kaśki, którą wszyscy znają, to co ja się tu będę produkować. Kaśka to Kaśka, jadalnia to jadalnia. Hahahahaha. Mistrzyni! Kocham i nienawidzę jednocześnie (true love??). Kocham za wszystko, nienawidzę też właśnie za to wszystko. Za żółtą ławkę najmocniej.


Magda ma piękne rude włosy, umie robić haule z siaty oraz ma przeboskie Ranczo, gdzie przestrzeń nieskrępowana pozwala kreować takie oto jadalnie- z dużym stołem, siedziskiem pod oknem i kolorem na krzesłach. Tu można jeść, tu można szaleć, a nawet tańczyć. Byle nie tuż po jedzeniu.


Ewa z Tak Dużo i Tak Ładnie jest prawdziwą królową rodzinnego ogniska, albowiem stworzyła taką piękną, domową jadłodajnię tuż przy piecu. No czyż to nie potwierdza moich tez ze wstępu? Tak to można się stadnie kisić, uciekać od zarazy, śniegu i nawet komornika. Barykadowałabym się!


Ostatnie zdjęcie ostatniej jadalni, a także pierwsze zdjęcie z tego wpisu- w tym przypadku postanowiłam ukraść dwa, ponieważ nie mogę, nie mogęęęęę. Czy wiecie, że chłop ten sam wyremontował swoją chatę, własnymi ręcyma, a na koniec jeszcze obraz z tkaniny zawiesił? Nie żebym żałowała, Stary też jest spoko, ale jadalnia u Vintage.Zip jakby... spokszej.

***

To tyle. Jesteście na tak kolorowym jadalniom? Czy na tak? Bo niestety nie uznaję, że na nie.

Muszę jeszcze dodać na koniec, że jedna rzecz podoba mi się w tych wszystkich jadalniach. Mianowicie, że jak tam 'wchodzę', to czuję, że wchodzę do czyjegoś domu, nie na Instagram.

Na koniec przepraszam jeszcze kilka profili, że ich nie uwzględniłam, ale musiałabym tu wkleić z trzysta zdjęć, a tego żaden szanujący się Czytelnik mógłby nie zdzierżyć.

Do następnego!

Publikowanie komentarza

12 Komentarze

  1. Jestem w topowej dyszce u Pauli, więc mogę już umierać;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podzielam zachwyt, zaangażowanie w gotowanie i większą wagę 😉Jak nic będę malować krzesła w nocy jak Młoda usnie Pozdrawiam
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, powodzenia! Kolorowe krzesła to jest to, co lubię najbardziej 👍

      Usuń
  3. Jak zawsze świetny wpis! Uwielbiam sposób w jaki piszesz. A te jadalnie są niebanalne i piękne ;-) Dziękuję, że i moja załapała się do tego rankingu :-D

    OdpowiedzUsuń
  4. Fantastyczne inspiracje zwłaszcza na ten zimowo-marcowy poranek. Aż się da zapomnieć o tym co na świecie. Kolory to jest jednak to czego nam w życiu potrzeba. Nawet jak tych kolorów mniej jak na przykładzie vintage.zip to widać tu kolory w duszy. Mega!

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne zestawienie, jedna lepsza od drugiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda 😁 Zapraszam na mój Instagram @stylerecital, tam pokazuję jeszcze więcej pięknych jadalni!

      Usuń

Na blogu działa spamowstrzymywacz - linki do sklepów i usług nie będą publikowane.