Jedna rzecz, którą wszyscy możemy teraz zrobić.


Jak jest, każdy widzi. Wszechobecna chujnia, która nas aktualnie otacza, jest przytłaczająca. Dołująca. Irytująca. Przygnębiająca. I tak jeszcze tryliard synonimów słowa 'gówniana' mogłabym tu wstawić, ale ja nie o tym. Jedni borykają się teraz z nudą, inni harują na kasie za dwóch. Zapewne każdy radzi sobie tak, jak potrafi. Za to widzę, jak wielu jednego nie potrafi. Być po prostu.

Nauczyłam się, co to znaczy 'być po prostu' kilka lat temu, kiedy uczestniczyłam w krótkiej terapii zaburzeń lękowych- znaczy się, to terapia była krótka, nie moje lęki. Miałam duży problem z tym, że albo permanentnie grzebałam w przeszłości, albo żyłam czymś, co jeszcze nawet nie nastąpiło- gdzieś tam, w przyszłości, która była tylko mglistą wizją mojego rozhulanego mózgu i równie dobrze mogła w ogóle się nie wydarzyć (co też najczęściej miało miejsce). Lubiłam się tak 'zakręcać do wnętrza', jak śpiewa Kasia Kowalska. Kilka intensywnych spotkań, a potem kilka długich miesięcy autosekcji, jak ja to nazywam, czy też analizy moich pokręconych wnętrzności, zajęło mi zrozumienie, że nie mam nic, prócz tego, co jest w tym momencie. Nie tam meble, duperele, rzeczy w ogóle. Nie plany na wakacje za dwa lata, nie kariera, którą może kiedyś rozkręcę. A może nie. Nie dzieciństwo, które minęło i czas je zostawić w spokoju. Nauczyłam się, że jak jest dwunasta dwanaście, to jestem w dwunastej dwanaście. Nie w jedenastej, ani nie w dwunastej jutro. Jestem w dwunastej dwanaście teraz. I tak naprawdę, tak na pewno, to mam tylko tą dwunastą dwanaście.

Jak sobie radzę teraz? Dobrze. Zaskakująco dobrze. Cierpię na lęki, ale wirus ich nie dokręca. Moje życie nie zmieniło za bardzo swojego rytmu, ale to nie ma znaczenia. Nie jest istotne, gdzie i jak pracuję, czy to etat, czy firma, czy piszę z kanapy w dresach, czyli jak zawsze. Nie ma znaczenia, czy kocham towarzystwo, czy kocham samotność. Posiadłam za to taką cenną umiejętność i nie, nie jest to mnożenie zasięgów na Insta. Jest nią bycie. Po prostu. Proste bycie teraz. Obojętnie, czy jestem w pracy, w barłogu na łóżku, czy na jodze, czy przy lodówce, czy w sklepie w masce. Mam swoje mieszkanie? Może kiedyś je sprzedam. Albo stracę w kataklizmie. Kto wie. Mam zdrowie? Nie jest mi dane na zawsze. Nie mam gwarancji, co będzie jutro. Dziś mam kasę i ubiorę się w Zarze, za pół roku mogę pożyczać spodnie od koleżanki. Nie mam wpływu na to, co minęło. 'All we have is now', mówią do nas piękną kursywą hasła z plakatów. I mogłabym zamknąć ten wywód w tym miejscu, ale niestety jestem socjologiem.

Jak wielki jest problem w 'byciu teraz' teraz. Jak wielu ludzi ma problem, żeby posiedzieć ten miesiąc w domu. Pobyć w samotności. Albo chodzić do pracy w rękawiczkach. Albo popracować ze stołu w kuchni. Zrobić cokolwiek, co jest tak inne od ich ulubionego życia. Nie obejrzeć na żywo tej jednej wiosny. Nie pić piwa na brzegu Wisły, bo zawsze się już piło w marcu. Nie pojechać do Tajlandii, choć się tak chciało teraz. Jednym słowem: dostosować się do sytuacji. Być elastycznym. Ta wszechobecna panika wizji innego życia niż zawsze. Zachodnia cywilizacja, która bierze swój spokój i dobrostan za pewnik, za coś, będzie trwało wiecznie. A wystarczy brak ryżu i nagle po nas. Przywykliśmy, że nasz świat to różowa, mydlana bańka, której nie dotknie wojna i syf. Dotknie, bo na świecie jest wojna i syf, i to nawet teraz, w tym momencie. Piękny sen, z którego boleśnie wybudził nas COVID-19 i teraz zalewamy się wzajemnie katastroficzną wizją braku srajtaśmy i oliwek. Oraz najgorszym- niemożnością wyjścia na rower.

Może spotka nas załamanie gospodarki i przyjdzie Ci zamknąć firmę. Może poznasz, co to jest głód. Może będzie trzeba zmienić pracodawcę, który ma w dupie kwarantannę i ciśnie plany sprzedażowe. Może trzeba będzie zacząć coś na nowo. Może już nigdy nie będziesz podróżować jak zawsze. Może już nigdy nie pobiegasz bez maski? A może wyjdziesz z tego bez jakichkolwiek najmniejszych zadrapań. Nie nakręcam się, że Stary nie dostanie premii przez wirusa, umiemy przeżyć na soczewicy. Czy ktoś z mojej rodziny się rozchoruje? Tego też nie wiem. Mogę zrobić tylko tyle, ile mogę. Jak moim spacerem ma być teraz trzy kroki na boki na balkonie, to nim będzie. Jak obcuję z ludźmi tylko przez szybę w kuchni, to obcuję. Jak mam otwierać drzwi łokciem, to będę otwierać. Jak są sklepy z ciuchami zamknięte, no to są. Nie przyspieszę tego, nie zmienię i nie ucieknę. Mogę tylko być. W formie stojącej, siedzącej lub leżącej.

Mam prostą ideę blogowania. Chcę pisać takie rzeczy, po których ludzie poczują się lepiej, a nie gorzej. A każdy poczuje się gorzej, kiedy nie może zrobić tego, na co ma akurat ochotę. Nie ma sensu grzać planów. Planów, które niepotrzebnie frustrują. Planów, które może przyjdzie rozbić o przysłowiowy kant dupy. Co ubiorę w maju, jak już wyjdę z przyjaciółkami do knajpy. Gdzie pojadę w październiku. Życie marzeniem w jakiś sposób dodaje otuchy, snucie planów i dążeń też, sama je uskuteczniam, ale jeśli nie możesz nic teraz zrobić w ich stronę, będziesz się tylko wkurwiać. Jak mówi pewien dobry mem: 'Za rok będziemy się śmiać z tego wirusa. Oczywiście nie wszyscy'. Jeeez, tyle jest teraz dobrych memów. Naprawdę żal, żebyśmy wszyscy tak po prostu wymarli.

Dlatego polecam być. Po prostu. Mój ojciec, kiedy akurat nie mam zlecenia albo generalnie mam wszechzastój zawodowy, zawsze mnie pyta: 'To co Ty teraz, Paula, robisz?'. Nic. Jestem. Po prostu. Może tylko mniej się obkupię w tym miesiącu. To naprawdę cenna umiejętność, cenniejsza niż robienie sobie swetrów na drutach. Rekomenduję wdrożyć. Na pewno jeszcze kiedyś się przyda.

***

Do następnego

Prześlij komentarz

16 Komentarze

  1. Bardzo to jest dobrze napisane!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam podobny charakter do Twojego, żeby nie powiedzieć, że chyba jestem taka sama. Mam problem z tym żeby być tu i teraz. Ciągle wybiegam w przód myślami. Chyba jesteśmy takim społeczeństwem, które ciągle za czymś goni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bank takim jesteśmy i teraz tak bardzo to widać. Myślimy, że pełne półki i spokojne, bezproblemowe życie będzie zawsze. A to nie jest gwarantowane. Im szybciej sobie to uzmysłowimy, tym potem lepiej przetrwać epidemie, kataklizmy czy inne wojny.

      Usuń
  3. Dzięki Ci za ten post!! Daje do myślenia. A posty na blogach rzadko mnie czymkolwiek ruszają

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojezu tak, ludzie teraz tak jojczą! Masakra. Łeee, nie mogę iść na rower, łeee, nie mogę nad rzekę. Japrdl, cieszcie się, że żyjecie! Trzeba żyć teraz tak no i co takiego wam się stanie. Przepraszam, musiałam to napisać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przepraszaj, mnie też to drażni, całe social media zalała fala jojczenia.

      Usuń
  5. Świetnie to wszystko ujęłaś. Zazdroszczę Ci tej umiejętności. Ja niestety ciągle rozpamiętuję przeszłość. Nie umiem się uwolnić od tych wspomnień i tego, że wszystko było lepsze i prostsze I bardziej kolorowe. Ciągle wspominam obrazy, zapachy, wrażenia. Ech... Chyba też potrzebuję terapii. Kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Wiesz, ja też czasem rozpamiętuję, to nie tak, że już nigdy nic i idę do przodu jak burza. Ale jak mnie nachodzi taki dzień, sobie powtarzam: to dzwoni przeszłość, nie odbieraj, nie ma nic nowego do powiedzenia.
      Powodzenia!

      Usuń
    2. Mogę siedzieć, mogę nie mieć, mogę nie planować, mogę się kąpać w chlorze i żreć tynk. I nawet bez słowa sprzeciwu. Ale niepokój o bliskich... Tego mi nie przetłumaczycie.

      Usuń
    3. Nic na to nie jesteś w stanie poradzić. Można się stosować do zasad, ograniczać wychodzenie i uważać generalnie bardziej, chociaż tyle... ❤️

      Usuń
  6. Czytuje Pania od dawna... to narawde najbardziej niepoprawny blog wnetrzarski :)
    .... ja mam problem- jak musze gdzies wyjc z domu ,,, musze jeszcze tylko nauczyc sie medytacji i jogi. aaa i podobno wiadomosci nalezy czytac/ogladac raz dziennie. Tych politycznych chyba sie nawet juz nie da.Cudny tekst

    Luiza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Ja żadna 'pani', Paulina jestem :)
      Ja w ogóle nie oglądam wiadomości, a te najważniejsze i tak prędzej czy później do mnie dotrą. Pozdrowienia :)

      Usuń