Kwarantanna u Fridy, czyli sypialnia po zmianach.


Że też akurat w takim momencie publikuję ten wpis, no jakbym coś wywąchała. Nie bez powodu mówi się o Skorpionach, że intuicyjne, choć może wolałabym, żeby objawiało się to nieco lepiej (może przy braniu zleceń, za które ktoś jednak zapłaci?). Anyway, wszędzie mówią, żeby zostać w domu i unikać kontaktów z ludźmi. No helloł, namawiam do tego od urodzenia.

Moment ten, choć słodko- gorzki, jest idealny, albowiem mamy tu dwie cenne rzeczy: sypialnia, w której polecam zabarykadować się na dłużej oraz metamorfoza, która pozwala zabić czas nieco bardziej kreatywnie, niż scrollowanie fejsa, choć czystki w znajomych to też jest jakiś pomysł. Niedawno pisałam o pasji w czasach lęku- znowu, jakbym to wywąchała. Dzisiaj jeszcze bardziej potrzeba równowagi dla czarnych wieści, a mnie osobiście nic tak dobrze nie robi jak zapach farby, nowej narzuty oraz kleju- jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Zaczęłam ogarniać ten pokój pod koniec stycznia, ale dopiero ostatnio robota tempa nabrała niczym te zasięgi wieczorem- zająć ręce, to zająć głowę. Interpretację tej sentencji zostawiam Wam.

Czy w tej sypialni było źle? Gdybym zapytała o to mojego psa, na pewno by nie narzekał, gdyż czy łóżko duże, czy małe, zwierz ten i tak zajmuje cały środek. Gra się więc toczyła o nasze tyłki, które każdej nocy radośnie zwisały na boki. Może i podchodzą już one i pod inne zwisy, ale te są najbardziej wyraźne. Ukochaliśmy sobie ze Starym pozycje embrionalne i wcale nie o konsumowanie związku tu chodzi. Po prostu uwielbiamy spać na boku twarzami do siebie, podczas gdy nasze dupska lewitują nad panelem jak ja po małym hajnekenie (jeez, tego rymu nie powstydziłby się nawet Taco). Kiedy więc w styczniu sprawdziłam naszą skarpetę z gotówką i okazało się, że butelek sprzedałam już na tyle dużo, że możemy w końcu zwolnić się z pracy na zawsze sprawić sobie większe łoże, natychmiast rzuciłam się w szale do wyrzucania palet oraz do wykrzykiwania do psa, że oto koniec ery spychania nas na boki i od teraz niech się krzani, włochata menda. Za te wszystkie lata naszej tyłkowej tułaczki, karm się teraz sama.

Poszukiwania materaca i, co gorsza, ramy łóżka, to była gehenna, droga przez mękę oraz tortura, krzyż i piekło. Nie chcę przez to więcej przechodzić, to gorsze niż psychotesty dla kierowców. Niestety mój gust wnętrzarski ukształtował się na śmietniku, gdzie wyboru nie ma- bierzesz, co jest, nie wybrzydzasz, nie kręcisz nosem (chyba że z innego powodu) oraz też nie płacisz. I nagle oto stoję z czterema tysiącami w dłoni przed wszystkimi możliwymi sklepami świata, które oferują materace jak ciastka maślane i łóżka w czysta pięćdziesięciu trzech odcieniach drewna. Bliska płaczu już prawie udałam się do matki do szpitala, żeby po prostu załatwiła mi jakiś przeciwodleżynowy i już. Mamo, proszę, pomusz, nie umiem w dorosłość. Nadmiar mi szkodzi, nie umiem zdecydować, a dokonać należy wyboru niemałego: wygoda albo Instagram. Do tego dochodzi cała reszta: lepiej mieć stolik czy większe łóżko? Jaka ściana? Iść w kolor czy lepiej w klasykę? Tańsza rama, a droższy materac? Czy odwrotnie? Koszmar, już wolę udzielać się w telefonicznych ankietach. Ostatecznie wybrałam, zrobiłam, kupiłam i jeszcze na szafy starczyło. Zapraszam, przebrnijmy przez to razem.

ŚCIANA


Kwiecisty 'zagłówek' był moim faworytem i wcale bym go nie zmieniała, gdyby nie okazał się za wąski do nowego łóżka. 'Co by tu za niego...'- to zdanie padło w lutym tysiąc osiemset czterdzieści dwa razy. Miętowa ściana też jest moim faworytem, więc wyszłam od tego, że nie chciałam jej totalnie zakrywać- lamperia nasunęła się więc jakby sama, pozostała kwestia wyboru wzoru, koloru, układu i wysokości, czyli wszystkiego. Z pomocą Starego, rodziny, Instagrama oraz Wszechświata zdecydowałam się w końcu na tapetę o nazwie Miętowa Melodia. Zieleń będzie grała z zielenią (groundbreaking), a drobny wzór nie tylko ukryje drobne niedoskonałości ściany (ha, naprawdę dobrze to ujęłam!), ale też będzie ładnym tłem dla jednolitego zagłówka. Tapetę, pierwszy raz w życiu, wybrałam sobie w wersji samoprzylepnej, na co najpierw klnęłam, ale wyszło na to, że kładzie się super szybko i czysto. Nie wiem, jakie wskazówki zapodać Wam odnośnie takiej tapety, ale jeśli kiedykolwiek oglądaliście curling, dacie radę. Tapeta pochodzi ze sklepu BIMAGO, do którego mam dla Was super kod rabatowy, ale musicie niestety wytrzymać do końca tego wpisu.


Tak się prezentowała nowa ściana. Pewnie się zastanawiacie, co mi strzeliło do głowy z tymi gwoździami- tak, strzeliło mi i to już dość dawno. Niestety nie lubię, jak jest za, jak to mówiła moja babcia, iligancko, więc wybrałam surowe wykończenie lamperii. No i przez chwilę bardzo mi się podobała ta ściana, powiesiłam se obrazek i byłam zajarana, gdy wtem naszła mnie niepokojąca myśl, że mi tu czegoś brakuje, że nie chcę znowu obrazków wieszać i muszę to podkręcić czymś, co zrozumiem zapewne tylko ja. Tak się też stało- siódmego dnia tygodnia nie święciłam, lecz prędzej za gąbkę i akryl chwyciłam, by, kiedy już zaraza żywcem mnie weźmie, choć stemple po sobie zostawić.




ŁÓŻKO


Łóżko, którego skręcenie powinno zająć jakieś pół dnia, nam zajęło dni trzy. Przepraszam Was, Agato Meble, ale model ten nie został pomyślany dla małych ludzi. Szeroka rama plus nóżki plus materac i moje stopy dyndały nad panelem jak jeszcze niedawno moja dupa. Tak więc cały jeden dzień próbowaliśmy obniżyć konstrukcję i na szczęście się to udało- wywaliliśmy nóżki, a ramę dokręciliśmy do zagłówka niżej. Teraz ja oraz cztery miliony wkrętów do drewna śpimy na wysokości idealnej. Nie będę już mówić o tym wybornym zagłówku, dzięki któremu moje obolałe od freelancingu plecy nie jeżdżą po zimnej ścianie, o szerokości, dzięki której przestałam czuć odwłok mojego psa na głowie oraz o materacu, który amortyzuje nocne jazdy Starego, kiedy znowu nażre się frytek. Na koniec tylko czule szepnęłam małżonkowi, że w sumie mniejsze łóżko, to my bliżej siebie, na co mi tylko odrzekł, że raczej tańsze prześcieradła.




RESZTA


Gotowe łóżko oraz ściana gwarantują, że reszta będzie już tylko sylwestrową zabawą, bo i czegóż więcej w sypialni potrzeba. Udało mi się wcisnąć koło łóżka mój zydel, na zagłówek zarzuciłam upolowany na Instagramie kilimek, drabinę z kinkietem zamieniłam na taką samą lampkę, tylko montowaną do ściany, żeby nie marnować cennego miejsca na zydlu (te wszystkie rumianki, pęsety, no wiecie). Poszłam w czerwony, niebieski oraz paski, wykorzystałam puf z piwnicy i obiłam jego siedzisko spodniami z lumpeksu, bo taki miodowy sztruksik nie mógł od tak się zmarnować. 'No zajebiście jest!!!', krzyknęłam Staremu prosto w twarz, na co odrzekł, że owszem. Taka kwarantanna u Fridy.












Ufff, brawa dla mnie i dla Was, że dobrnęliście aż tutaj. Dobrze wyszło?

UWAGA! Mam dla Was kod rabatowy, dający rabat w wysokości 20% na wszystkie obrazy i tapety w sklepie BIMAGO. Żeby go otrzymać, wystarczy podczas zakupów wpisać kod stylerecital20. Kod jest ważny od dziś (13.03) do 20.03 do północy. Udanych zakupów!

Do następnego!

Dziękuję sklepowi BIMAGO za pomoc z realizacji mojej metamorfozy.

Prześlij komentarz

10 Komentarze

  1. Www.babamadom.pl13.03.2020, 16:23

    No ja Ci powiem, że tekstem się nie zawiodłam, a i sypialnia niczego sobie 😀👌 Jest super!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyszło ekstra! Podkradnę ten patent gąbki, jeśli można??

    OdpowiedzUsuń
  3. No zajebiście jest! Potwierdzam. Kilimek boski, a stemple na ścianie wymiataja!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zajebiście - powiedziała Asia a w tym słowie zawarła wszystkie pozytywne uczucia i odczucia!

    OdpowiedzUsuń

  5. Post jak promyk wiosennego slonca w ponurym listopadzie !
    Duzo zdrowia wszystkim w czasie tej jazdy bez trzymanki !

    OdpowiedzUsuń