Sprute swetry, dobre wzory i lekcja techniki.

3/23/2020


Fajnie, że tak w sieci teraz dużo propozycji, co tu ze sobą zrobić w tym wolnym czasie, wszystko jest super, nawet to układanie gaci w ombre i synchroniczne mycie okien z sąsiadką z dołu. Doprawdy super są takie koronawakacje w domu, dopóki nie pracujesz w domu. Jak na przykład ja. Kiedy Stary żyje swym najlepszym życiem, z pizzą na brzuchu i padem w dłoni, ja nadal produkuję teksty o kosiarkach, z tą tylko różnicą, że gdzieś tam, między zleceniami i mejlami, muszę tylko uważać, żeby przypadkiem nie wejść mu w ekran (najgorzej).

Irytowało mnie to cały tydzień. A to kolorowanki sobie pobierzcie, a to poleżcie na macie relaksującej. Może postawcie na samodoskonalenie się? Może czas pogodzić się z matką? Upiec rogale/utkać swe pierwsze skarpety? Hello, Internet się nie zaraził, ktoś tu musi generować te treści, kiedy Wy się beztrosko nudzicie w piżamie i szukacie przepisu na domową wódkę. Nie powiem, pojawiła się we mnie ta drażniąca nutka, że oto etatowcy mają gratisowe ferie, no jak, czemu przedsiębiorcom nic takiego się nigdy nie funduje, czemu nie mogli rozpylić tego badziewia ze cztery lata temu, też bym się na miesiąc w domu zamknęła, a do tego mnie nigdy namawiać specjalnie nie trzeba, czemu teraz. Potem jednak przez dłuższą chwilę popatrzyłam na Starego i mnie olśniło. TAK! No przesz to jasne, takie czytelne. To wszystko są propozycje, żeby po prostu zająć czymś mężów, partnerów i konkubentów, którzy teraz siedzą Ci w domu na głowie. Zamiast co pięć minut wzdrygać się na dźwięk: 'No graj, kurwaaa!', dajesz piekarnik do mycia i z głowy. Genialne!

Początkowo chciałam mu znaleźć jakieś niezobowiązujące zajęcie w stylu wycierania grzejników albo mycia płytek, ale po chwili namysłu doszłam do wniosku, że nasze definicje słowa 'niezobowiązujący' są zupełnie różne, a Stary i sprzątanie to na tyle wykluczające się terminy, że to zdecydowanie musi być coś innego. W akcie desperacji, kiedy ponownie usłyszałam dźwięk napędu CD i mym oczom ukazał się Ronaldinho na plastikowym pudełku (przypominam: dziesiąta dwanaście rano), próbowałam znaleźć coś na blogach parentingowych, czym to matki zajmują swoje pociechy, kiedy chcą w spokoju na przykład pomalować paznokcie. Coś tam sobie wypisałam, ale były to czynności nie tyle dla małych dzieci i za proste dla trzydziestosześciolatka, tylko takie wypasione- jakieś ekologiczne klocki albo drewniane puzzle z abstrakcyjną grafiką. Fak, droga będzie ta kwarantanna. Nie mogę zrujnować budżetu przeznaczonego na zapasy żywnościowe, bo jak Stary zrobi się głodny, będzie jeszcze gorzej. Wtedy sobie przypomniałam, że przesz dziad ma różne takie zdolności plastyczno- manualne, a ja mam dużo inspiracji zapisanych w laptopie, to niech mi porobi coś fajnego i ładnego. Zebrałam materiały, wysłałam mu zdjęcia i urządziłam Staremu lekcję techniki. Na szczęście nożyczki są dozwolone w tym wieku.

WŁÓCZKOWE OBRĘCZE


Zdjęcia tych dekoracji (podpatrzone TUTAJ), mam zapisane już gdzieś od roku. Trzy obręcze i włóczka- no genialne w swej prostocie, tylko czemu 380 euro. Ilekroć je oglądałam, zawsze mi się wydawało, że zrobić coś takiego, to jakieś pół godziny roboty i gotowe, dopóki nie zaczęłam szukać takich kółek. Do tego projektu nadawały się tylko chińskie parowniki albo jakieś sita, których niestety nie wywęszyłam na trójmiejskiej ziemi. Ale co udało mi się znaleźć, to trzy szwedzkie, teakowe obręcze, które pan z Pruszcza sprzedał mi za bezcen, bylebym już tylko oddaliła się czym prędzej. Ponieważ są zbyt chude, żeby mogły stać jak te ze zdjęcia, uzgodniliśmy, że zawisną. Brak włóczki oraz brak sklepu z włóczką na początku były utrudnieniem, ale zostały wybawieniem- kazałam Staremu spruć mój różowy sweter z H&M. Trzy godziny pruł (YES).

Poniżej efekt końcowy.
Komentarz Starego: 'Spryskajcie moher odrobiną lakieru do włosów, to nie zjecie go tyle, co ja'. Bestia na własnym łonie wyhodowana!





FOTEL Z HUŚTAWKI, WZÓR Z SERWETKI


Przed weekendem trafił mi się śmietnikowy strzał- drewniany, niski fotel, który uznaliśmy za jakąś część ogrodowej huśtawki. Kwarantanna to cudowny czas na przypadkowe łowy, ponieważ wszyscy masowo sprzątają. Przygarnęłam biedaka, ale sam w sobie był dość nieciekawy- brązowy i brudny. Po wyszorowaniu i zamordowaniu dwóch pająków, Stary pomalował go na zielono, a następnie ozdobił we wzór, który podpatrzyłam na papierowych serwetkach w sklepie NAP (TUTAJ). Mam te serwetki w domu, więc tu niestety nie poszło tak długo, jak przy kółkach (dwadzieścia minut).

Poniżej efekt końcowy fotela.
Komentarz Starego: 'Po co malować wzór tam, gdzie za chwilę wyląduje fura poduszek'. Normalnie może i tak, ale jest kwarantanna.


OBRAZY ZE STEMPLI


Kto widział poprzedni post sypialniany, ten wie, że stemple mi ostatnio bardzo w głowie. Nie wiem, czy może znowu rozprawiam się z traumami ze szkoły, w każdym bądź razie kręci mnie ten antropologiczny, niemal pierwotny motyw zdobienia, który przypomina pieczątki z ziemniaków, które wszyscy uprawialiśmy w szkołach. Wcale mnie też nie dziwi fakt, że mam fazę na coś, na co nikt inny pewnie teraz nie ma. Zapisałam sobie na Pintereście (TUTAJ) dużo różnych motywów, wybrałam takie dwa, które widzicie powyżej, kupiłam dwa płótna, farby wygrzebałam ze schowka, wręczyłam to wszystko Staremu, a do tego dwie zużyte gąbki i nakazałam stemplować. No to stemplował i nawet trochę mu to zajęło (tak na trzy zlecenia w spokoju i jedno rwane).

Poniżej efekt końcowy.
Komentarz Starego: 'To mi się najbardziej podobało'.






Jeśli Twoja sytuacja wygląda podobnie, czyli że mały metraż plus absorbujący dziad, śmiało zgapiaj!

Kilka godzin spokoju plus dobry dekor to zawsze lepsza matematyka niż ta wyżej.





Do następnego :-)

A to widziałeś?

12 Comments

  1. Hej,ja z mężem pracuje przymusowo zdalnie z domu przez 8 godzin i mamy pod opieką dziecko - trzyletni kochany diabeł tasmański :) Nie możesz się bawić, nie dasz rady upilnować - dzisiaj znalazła gdzieś skitrane farby plakatowe i też poszła w stemple - czarne łapy na białych mebelkach I weź się gniewaj jak sama mam ochotę zmienić kolor krzeseł w jadalni. Obręcze też mam zapisane ;) Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, niezły diabeł!
      Dzięki Agnieszka, powodzenia w malowaniu!

      Usuń
  2. Zdolny Stary! Jaram się wszystkim

    OdpowiedzUsuń
  3. WOW! Fantastyczne wzory, te stemple kojarzą mi się z absolutnie boskimi tkaninami ze Skinny LaMinx, w których swego czasu byłam zakochana.
    Staremu grabę uściśnij, a Tobie gratki za pomysła.... musicie jakąś manufakturkę uruchomić :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak sie ten scheiss skonczy to mozecie spokojnie galerie ( sztuki, nie handlowa :), otworzyc. Uklony dla Starego :) A jak sie ma Wasz piesek ?
    A ja k... pracuje zdalnie i nawet nie mam za bardzo czasu,zeby sprzatac :( O tworczosci juz nie wspominajac.
    P.S. Ale pajakow nie mordujcie, wypuszczajcie na dwor.Latem zawsze to mnie komarow bedzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no na pewno, my i galeria sztuki :D
      Ja też pracuję zdalnie, dlatego właśnie Stary robił, ale swojej pracy też lubię coś poklecić, tak dla równowagi.
      Piesek ma się bardzo dobrze! Dziękuję :))
      Ja mam latem i tak tryliard pająków na balkonie, brrrr!

      Usuń
  5. wszystkie Pani posty są genialne, ale ten jeszcze bardziej, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Na blogu działa spamowstrzymywacz - linki do sklepów i usług nie będą publikowane.