O tym, jak przeprowadzić metamorfozę salonu bez wychodzenia z domu.


Ten post pojawił się akurat teraz z przyczyn jakby oczywistych, ale ostatecznie większość moich domowych metamorfoz tak się właśnie odbywa- bez wychodzenia z domu. Moje mieszkanie to wieczna (r)ewolucja, za którą na dodatek rzadko płacę- i wcale nie mówię tu o gratisowych farbach czy dywanach w ramach (niezbyt u mnie częstych) blogowych kooperacji. Ja po prostu ciągle wykorzystuję to, co mam.

Metamorfozy według internetowych standardów to w większości epickie przemiany zrujnowanych i zabałaganionych ruder w modne przestrzenie pełne fantastycznych, nowych mebli. Albo wielkie przeprowadzki czy wieloetapowe, ekscytujące budowy. Moje życie jednak niewiele ma z tym wspólnego. Nie jestem w stanie co pół roku się przeprowadzać albo wymieniać wszystkich szafek na nowe ku podnieceniu odbiorców i wzburzeniu całego Internetu. I tak sobie myślę, że chyba w realnym życiu niewielu z nas może sobie na to pozwolić. Na kupowanie co rusz nowych kanap, na wyburzanie ścian i zakupy nowych dodatków za grubą gotówkę. Samo słowo 'metamorfoza' nieco się jednak z tym kojarzy- z zakupami, z wydatkami, z męczącym remontem i z czymś, co blogerzy dostają za darmo, a Ty musisz sobie kupić. Jestem jednak najlepszym przykładem na to, że małe mieszkanie może mieć więcej obliczy niż Grey, a źródłem tych zmian wcale nie są worki z kasą, które chowam w piwnicy, bo sejf pod panelem już jest pełny. Zestawianie ze sobą różnych rzeczy, to po prostu inny rodzaj tworzenia poezji- znalazłam gdzieś to zdanie jakieś wieki temu, wpisałam sobie do biogramu na Instagramie i nic nigdy lepiej nie podsumuje tego procesu. Nie chodzi o to, żeby się urządzić i już, i co, i koniec zabawy. Chodzi o to, żeby wciąż zestawiać na nowo. Najlepiej to, co już mamy.

W ramach weekendu offline spędziłam czas na porządkowaniu szaf, czytaniu zaległych książek oraz oglądaniu filmików w sieci i złapałam się na tym, że omijam wielkie metamorfozy. Omijam te wielkie wymiany dobrych i ładnych rzeczy, gdyż firma A zaoferowała połowę swojego asortymentu i ktoś teraz mieszka jak w meblowym, gdyż wszystko było za darmo. Nie widzę w tym sensu, a zapewne tak samo go nie widzę, jak ktoś nie odnajduje sensu w moich nieustannych roszadach. Nie jestem fanką kupowania nowego w nadmiarze, a już najbardziej nie lubię urządzania się pod Internet. W niedzielę oglądałam video- dokumentacje wymiany gałek w szafkach, sprzątania łazienki i mycia okien. Filmiki o przewieszaniu obrazków oraz nieudolnym do it yourself. I tak sobie myślę, że ja zawsze będę lubić takie drobne, domowe rzeczy, wykorzystywanie tego, co się ma w domu, bo zawsze coś się ma, naturalne, 'życiowe' odmiany i cieszenie się z tych wszystkich małych (r)ewolucji, na które nas stać, na które mamy czas i ochotę. Nie tylko w czasie epidemii.

NOWY UKŁAD


No więc, żeby nie być takim gołosłownym, piszę dziś o metamorfozie bez wychodzenia z domu na własnym przykładzie, gdyż, bo jakżeby inaczej, też znowu mam inaczej. Kręcenie kanapą to jedno z moich ulubionych kardio, polecam szczególnie mocno, jeśli sportowe zajęcia nie są Waszą mocną stroną, a joga Was usypia lub jeszcze bardziej rozjusza. Ludzie, kręćcie kanapą! Tak zwana MBWZD, czyli Metamorfoza Bez Wychodzenia Z Domu nie może się udać bez zmiany w układzie mebli, a to jest najprostsze, najlepsze i najtańsze. Nowe ustawienie to jak nowy dom, tworzą się nowe ścieżki, inaczej wygląda przestrzeń, pokój staje się optycznie dłuższy czy też szerszy, niektóre rzeczy zyskują w nowym świetle, inne się chowają i tak w kółko. Ja tam mogę przestawiać cały czas, tym razem kanapa znowu stoi pod ścianą i znowu mam jakby nowe wnętrze, a to przesz ten sam pokój od dziesięciu lat, gdyż kredyt.


MALOWANIE RESZTKAMI


Każdy, kto tu czasem zagląda, ma jakieś resztki farb w piwnicy, do której jeszcze wolno nam schodzić parami. Ostatnio trochę znudziły mi się te wszystkie małe ramki na ścianach, więc postanowiłam coś tu porządnie ściennie odmienić, nie wiedziałam, czego chcę, a potem przypomniało mi się, że przesz Stary przez całe swoje liceum zamiast siedzieć na bioli, wolał malować CHWDP na olsztyńskich murkach. No to namalował- wyszło coś pomiędzy graffiti i sztuką ludową, no i jaram się tym maksymalnie. Wykorzystaliśmy resztę farby z malowania kuchni i jakiś zagubiony w odmętach szuflady biurowej pędzelek. Nie mieliśmy nawet wałka ani taśmy malarskiej, a efekt i tak jest przezajebisty. Zupełnie inna ściana, zupełnie inny pokój, a to wszystko dzięki jednej wycieczce do schowka oraz dwóm kawom. Oczywiście resztki farb da się wykorzystać nie tylko na ścianie.



INNY STOLIK KAWOWY TO INNA GRA


Pamiętajcie, że inny nie znaczy wcale nowy. Kto mnie zna, ten wie, że stolików kawowych było u mnie tryliony, a większość stolików nimi wcale pierwotnie nie była. Stolikiem kawowym może być bowiem wszystko, nawet części od perkusji (kto jest ze mną tak długo??). Ostatnio był nim u mnie wkład do regału Kallax z Ikei, który pod koniec tamtego roku wzięłam z 'oddam' oraz kawałek szyby, która była półką i gdyby nie nasz pies, ta konstrukcja stałaby do tej pory. Inny stolik to zupełnie inny look i czasem nawet sama podmianka już czyni metamorfozę metamorfozą. Obecnie moim stolikiem kawowym jest coś, co było wysokie jak barek, potem upiłowałam to na ławkę, potem na kwietnik, a teraz jest kawowym. I też nadał świeży wygląd, choć nic świeżego tu nie ma (wręcz przeciwnie).


DODATKI Z PIWNIC, ZAPOMNIANYCH SZAFEK ORAZ DIY


Wymiana dodatków to czasem niepotrzebny wydatek, ale bez nich też ciężko się obejść- najlepszym rozwiązaniem są przeróbki posiadanych rzeczy (np. w TYM POŚCIE pisałam o obrazach ze stempli i pruciu starych swetrów), a przynajmniej dobrze od tego zacząć. Ludzie, przerabiajcie! Można naprawdę przerobić wszystko, sama jeszcze niedawno na moim INSTAGRAMIE pokazywałam, jak odmienić stary puf z piwnicy przy pomocy za małych spodni. Jeśli jednak kusi Was coś nowego, szperajcie w sieci: po małych sklepikach vintage, domowych wyprzedażach albo zwyczajnych, sieciowych sklepach z wnętrzarskimi dodatkami- od tego też nikt jeszcze nie umarł.

Drugą sprawą są zasłony (właśnie się ich całkiem pozbyłam) oraz podłoga- może czas na nowy dywan? Albo na pranie obecnego, gdyż chrupki, łapy oraz stopy to jego obecne nuty zapachowe? Może lepiej zabrać go w cholerę, jeśli masz piękną podłogę i wystarczy ją odsłonić? Albo dywan położyć inaczej? Pociąć? Zamienić z innym? Jak wiecie, moje dywany to narzuty na łóżko z okresu PRL, które mają ten plus, że można je prać, są z naturalnych tkanin oraz mają przepiękne wzory. Zamieniłam zieloną na brązową i już jest metamorfoza. Entliczek pentliczek, w piątek narzutka, dziś dywaniczek, jak to mówią.



ROŚLINY W SEZONIE WIOSNA/LATO


Może się i tak zdarzyć, że nie w głowie Wam takie domowe zmiany (no way), a może wszystko całkiem dobrze stoi (akurat), a Was i tak coś mierzwi, to zróbcie porządek w roślinach. Teraz jest czas na wybudzanie kaktusów, przesadzanie kwiatów do nowej ziemi, jeśli jest taka potrzeba, nawożenie i takie tam domowe ogrodnictwo. To jest również ten czas, kiedy zakręcamy grzejniki i rośliny mogą wrócić w ich okolice- ja właśnie zrobiłam mały zielony kąt dla kilku okazów tuż przy balkonie, a po skończeniu dzisiejszej pisaniny zabieram się za przesadzanie. To może nie podlega tak całkiem pod metamorfozę, ale odświeżona zielona rodzina zadziała równie odświeżająco na całość.


No i tyle!

Co sądzicie o mojej metamorfozie bez wychodzenia? Planujecie jakieś u siebie? Dajcie znać w komentarzu albo oznaczajcie mnie na Insta, bo chętnie to zobaczę!

Do następnego :-)

Publikowanie komentarza

6 Komentarze

  1. Coś jest na rzeczy, bo ja ostatnio też jeżdżę kanapą i nawet pomyślałam o dywanie z kilimu (no patrz jakaś telepatia), ale koniec końców kupiłam jakieś w ikea i nie z jakąś megakasę, bo ten mój kilim megapstrokaty i może na inny aranż go wykorzystam

    Ale powiem Ci, że efekt na ścianie zarąbisty. Bardzo mi się podoba malowidło fresk. Zupełnie pogłębił pokój i totalnie zmienił jego optykę, dodał też dynamiki. Brawo za pomysł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, dzięki! Właśnie, fresk, z tym mi się to skojarzyło! Też ostatnio kupiłam dywan do kuchni w ikei, nowe modele całkiem całkiem są 👌

      Usuń
  2. Tez mnie wzbiera na jakies przestawianko.
    Chociaz po ostatnim jeszcze ciagle mam balagan, a czasu na sprzatanie niewiele ( zdalna praca, a na dodatek szkola, tfu!).
    Super sprawa takie metamorfozy ! A i kilim mam podobny, tyle, ze zielony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zielony kilim! Zazdro max! Jak Cię wzbiera, to trzeba zrobić, no nie ma bata! :-))

      Usuń
    2. Ba, tylko kiedy przestawiac jak teraz doba za krotka, bo do roboty nie chodze, a robota przychodzi do mnie :) Po niej i zdalnej szkole to tylko z domu chce sie wyjsc, a tu zomo sie z mandatami czai. Jak sie koronoparanoja wreszcie skonczy zrobie impreze na cale wojewodztwo. A jak nadprezes zejdzie to kolejna. Czuj sie zaproszona :)

      Usuń