Sofa Togo ma tyle lat, co Sean Paul i trzyma się równie dobrze, jak on.


Czterdzieści siedem! Cóż za piękny wiek, żeby świętować. To znaczy każdy wiek jest dobry, żeby świętować, ale podobno życie zaczyna się po pięćdziesiątce, a czterdzieści siedem jest już tak blisko tego szczęścia, że warto bardziej. Moja trzydziestka, którą świętuję od czterech lat, jest całkiem do dupy, więc mam nadzieję, że z czasem będzie już tylko lepiej.

Ale dziś nie tyle o wieku, co o modelu. O modelu sofy, którą powołał do życia Michel Ducaroy w tym samym roku, w którym matka powołała do życia Seana Paula- w 1973. I oto dziś składam hołd obydwu, albowiem bez sofy Togo moje marzenia o dizajnie nie istnieją, tak jak nie istnieje żadna impreza bez 'Get Busy'. Bo zawsze zaczyna się od Pink Floyd, a kończy na 'Get Busy', no nie oszukujmy się.

Zwykle nie marzę o rzeczach, nie pragnę ich. Urządzę się z tego, co mam pod ręką. Jedne rzeczy zastępuję innymi, bo to tylko rzeczy i powiem coś, czego nie wypada mówić blogerce wnętrzarskiej: trochę wszystko mi jedno, jaki mam stół i czy on jest jakimś dobrym projektem. Ale nie ona. Togo to jest coś więcej niż kanapa, na której uwalasz się bez stanika po robocie. I właściwie nie wiem, co w niej jest takiego, że ten projekt przetrwał tyle lat i nagle przeżywa swoją drugą młodość. To znaczy wiem, bo aktualnie wszystko, co powstało w latach siedemdziesiątych, przeżywa ponowny rozkwit (pisałam o tym TUTAJ), ale nie wszystko z tego okresu jest tak dobre, jak właśnie ta sofa. Generalnie nie lubię określenia 'ponadczasowy' czy też 'uniwersalny', gdyż kojarzy mi się totalnie nijako, ale Togo to sofa, która jest faktycznie ponadczasowa w formie, a przy tym ta forma wcale nie jest nijaka. Jest 'jakaś'. Ligne Roset, producent tego modelu, wypuścił na rynek wiele perełek, ale Togo to mój jedyny interior dream.


Największą zaletą tego projektu jest to, że Togo składa się z elementów. To jest cudowne rozwiązanie, gdyż nie trzeba męczyć się ani z jednym wielkim gabarytem, którego nie można już później ruszyć, ani z małą sofką, którą nie wiadomo, gdzie i jak ustawić. Togo daje multum możliwości aranżacyjnych- fragmenty mogą tworzyć jeden większy mebel, na którym spokojnie da się nawet spać, a mogą też stać się pojedynczymi czy podwójnymi fotelami. Do tego brak nóżek. Nóżki to jest coś, co świadczy o epoce. Jeszcze jakiś czas temu modne były klocki, a potem zapanował szał na wąskie nóżki w stylu duńskim. Togo jest beznoga, więc nie ma, że pasuje lub nie pasuje do nóżkowej mody. Do tego wygląda na najwygodniejszą sofę świata, a o jej wspaniałości świadczy fakt, że doskonale trzyma swoją formę i nawet po wielu latach nie jest zmasakrowana, jak niektóre sofy potrafią być po miesiącu- oryginalne modele vintage nadal wyglądają wspaniale, trzymają kształt i fason.



Muszę jeszcze wspomnieć, że Togo występuje we wszystkich możliwych kolorach i obiciach, w tym w skórze, więc nie ma możliwości, żeby nie dobrać jej dla siebie i swojego wnętrza, bo ona po prostu genialne dopełnia każdy styl, od minimalistycznego, przez modern i loft, po boho. Może wyglądać elegancko, mimo że leży na podłodze, a może wyglądać rockowo właśnie przez fakt, że leży na podłodze. Jest doskonałej wysokości i głębokości, daje możliwość siedzenia w rogu. No po prostu wybitny model o organicznych kształtach, które znowu są na czasie. I oto nagle nastąpiła reaktywacja Togo i wielu szczęściarzy już chwali się nią na Instagramie. O, farciarze! A raczej forsiarze ;-)

(Togo u Lisy, Jessiki oraz Sarah).

No właśnie, cena delikatnie powala, a modele sprzed lat, które uchowały się gdzieś w jakichś cudownych domostwach, osiągają ceny niezłych samochodów, ale dobry dizajn kosztuje, wiadomo. Dla jednych jest zatem Togo, dla innych marzenia o Togo, ale za to Sean Paul jest dla wszystkich.

Poniżej jeszcze trochę Togo, którą oglądam z namaszczeniem na Pintereście. Czy macie jakieś dizajnerskie pragnienia na miarę mojej miłości do Togo?






Do następnego :-)

Publikowanie komentarza

9 Komentarze

  1. Oh, ta szara wersja w połączeniu z zielonym fotelem! Dla mnie idealnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. O ta skórzana z pierwszego zdjęcia! Jeszcze jakby w takiej wersji vintage, trochę zużytej, ale bym brała

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeżu przepraszam, ale mam silne skojarzenie z larwą motyla przed przepoczwarzeniem, bleeee

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luz, każdy ma swoje larwy! :-D

      Usuń
    2. Mnie też przypomina gąsienicę. Na zdjeciach nawet fajnie wygląda, ale ja bym tego u siebie nie chciała:)

      Usuń
  4. Marzę o niej! Coś pięknego

    OdpowiedzUsuń