Uwaga, stwierdzam: najlepszy styl, to polski styl.


Powiem Wam coś: to wszystko, czym teraz świat się zachwyca, już u nas było. Było. Patrzę na te świeczki w stylu #hygge, patrzę na #plants oraz na #vintage i myślę sobie: pfff! My już tam byliśmy. Robiliśmy. Tkaliśmy i malowaliśmy. Wieszaliśmy i piłowaliśmy. Uskutecznialiśmy epickie #diy, zanim to stało się sposobem na content. Znajdowaliśmy miejsca w swych sercach na rzeczy, zanim ktoś po raz pierwszy napisał #mixandmatch.

Ilekroć przeglądam zdjęcia z mojego rodzinnego kartonu po butach (do tej pory nie wiem, po czyich butach), zawsze jestem pod wrażeniem, że byłam Jane domowego #urbanjungle, zanim ktokolwiek zobaczył ten hasztag. Nasze mieszkanie obrastało w rośliny, w wiszące kwietniki i w bajeranckie konewki. I nie tylko nasze, Wasze pewnie też. Każdy miał w domu fantastyczną ceramikę, ściany pomalowane w radosne barwy, a idąc na zakupy z bawełnianą siatką, nosiliśmy turkusowe lajkry, jakie dziś Zara sprzedaje po stówie. Kto nie miał pledu w tygrysy z rynku, niech pierwszy rzuci Włocławkiem. A pamiętacie fototapety? Lastrikowe parapety? Ludowe kapy na łóżka? Ręcznie tkane kilimy? Łowickie malunki oraz ciosane ławki? Lamperie w kolorze awokado, groszku i szałwii? Pamiętacie skórzane kanapy? Drewniane stoły? Oranżowe obicia? Tak, moi kochani- jak to się zwykło mawiać na Instagramie, kiedy się chce dodać zdjęcie, lecz żaden opis nie napływa do głowy- już to przerabialiśmy. Byliśmy już #rustic, #bohemian, byliśmy #halfpaintedwall i #mural. Śmiem twierdzić, że skoro Lana Del Rey wynalazła lato, to my wymyśliliśmy eklektyzm. Po prostu wyprzedziliśmy swoje czasy, tylko nie umieliśmy tak dobrze w marketing.

Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że po dziś dzień nie umiemy ot tak zdublować czyjejś koncepcji. To znaczy, ogólnie rzecz biorąc nie umiemy, bo niektórzy potrafią zrobić to doprawdy całkiem nieźle. Wszystkie idee, które adaptujemy na swoje cztery kąty, zawsze kończą się jakimś polskim akcentem. A to są bardziej przytulne, a to bardziej kolorowe, a to jest więcej pierdół. Zawsze znajdzie się coś, co nie przypasuje do wstępnych założeń. Jesteśmy cholernie sentymentalni, więc projektanci w ostatniej chwili zwykle muszą znaleźć miejsce na jakieś zegary po babci oraz montować dodatkową szafę na stare miśki. Uprawiamy namiętne zachwyty nad scandi, mid century modern oraz hamptons, a na koniec i tak wstawiamy jakiegoś 'liska'. Chcemy kolekcjonować eleganckie #coffeetablebooks i nawet czasem się tu udaje, dopóki nie znajdziemy w piwnicy swojej starej 'Jeżycjady'. Niby coś tam skrytykujemy od czasu do czasu, że te płytki to jak z mięsnego, a lamperia jak z blokowiska, a potem łzy mamy w oczach na wspomnienie czerwcowych procesji z dziadkiem. Tak już mamy. I to jest takie urocze!



Najbardziej inspirujące są domowe biblioteczki, gdzie ani ładu, ani składu, ani tym bardziej czegoś z hasztagów. To doprawdy mój ulubiony mebel w polskim wykonaniu. Tam jest po prostu wszystko: stare lektury, zabawki, wazony i bombki. Odkąd z kaszubskiego kredensu stworzyłam sobie mini biblioteczkę, zauważyłam, że oto właśnie wykorzystuję tenże precedens z naszej wnętrzarskiej historii i zaczynam wciskać tam wszystko. Na nic jakieś tam amerykańskie zasady o #bookcasestyling. My mamy swoje reguły: ma być użytkowo i trochę ładnie, ma mieścić i pasować, ale przesz nikt nie będzie robił za każdym razem własnych okładek pod kolor ściany. Regały i meblościanki gościły u nas od wieków, byliśmy prekursorami przepierzeń i ścianek działowych, nie mówiąc już o łóżkotapczanach i lampostolikach, na których dziś jedzie Ikea. A to, że dopiero teraz odkryła, jak się z krzeseł i koca buduje bazę, to już nawet nie skomentuję.




Kuchnia to już jest konkretny arsenał. Wszelkie próby podjęcia minimalizmu w tej strefie, po prostu spełzają na niczym. Stare miksery, pożółkłe miski i przypalone patelnie, a także blaty zastawione tosterami i dzbankami, to jest to, co zawsze znajdzie się w polskiej kuchni bez względu na trendy. A, no i obowiązkowe, prawda, słoiczki. Dżemy, ogórki, kompoty. Stosy herbatek i kubków z Puchatkiem. Najważniejsze jednak są zawalone ściany. Niegdyś były uwieszone talerzami (dziś znów się to spotyka), przyborami kuchennymi, ścierkami i przyprawami, dziś może i nieco się uspokajają, choć cokolwiek zawisnąć musi- choćby fartuch, którego nikt nie nosi. Nawet jeśli gładkie, chłodne fronty wprowadzają porządek i wizualny spokój na otwartym planie, my dobrze wiemy, że to o te wszystkie duperelki chodzi. O te dodatki, które sprawiają, że kuchnia to serce kwadratu. Ostatecznie po prostu musi być domowo oraz musi być po naszemu.





'Usalonowić' kuchenny aneks- moje ulubione zajęcie. Nie widzę tu spokojnych, gładkich ścian. Przewieszam, zmieniam i układam wciąż na nowo, bo moim fetyszem są ołtarzyki, kąciki i zakamarki, które można spersonalizować w niedużym budżecie. Dzięki Empik Foto możecie udekorować swoje ściany w wyjątkowym charakterze, bo w Waszym charakterze. Na stronie działa specjalnie dedykowany edytor, w którym można stworzyć swoją własną grafikę. Możecie dodać swoje zdjęcie, wymyślić sobie kolaż z kilku, wybrać gotowe elementy albo stworzyć coś jeszcze innego, co tylko przyjdzie Wam do głowy. Zabawa jest przednia. Powyżej widzicie moją zaktualizowaną galerię ścienną, do której dodałam ostatnio dwie nowe grafiki- tropikalne kwiaty (gotowy wzór) oraz napis, który stworzyłam sama w edytorze. Inspirowałam się słynnym francuskim 'Too french to be polit' i zrobiłam sobie taką polską edycję. Cały kunszt narodu w jednej małej ramce- z przymrużeniem oka ;-) Wiele charakteru dodają takie samodzielnie stworzone plakaty, nie tylko tego wrednego :-)



Na koniec muszę dodać, że nasz rodowód silnie wychodzi też w innych pomieszczeniach, takich jak sypialnia oraz salony. Jesteśmy jak te monstery, w których mocne korzenie wciąż plączą nam się pod nogami. Nie ma szans, że przestawimy się na dobre w tryb #artistic czy też #loft, bo zawsze trzeba będzie wstawić gdzieś dodatkowe krzesło, składany tapczan, duży stół kawowy na nogi i piloty oraz pomieścić gdzieś wujka Mietka, który znowu zapije po dzieleniu opłatkiem. Osobiście bardzo kręcą mnie pofabryczne wnętrza z Brooklynu, ale nie mogę mieszkać bez wazonów z Łysej Góry, no przesz tak się nie da. Nasz narodowy styl zawsze będzie eklektyczny. Musimy wsadzić te nasze rowery, stare kalendarze, pierwsze kaftaniki dzieci, dużo talerzyków i tony pościeli. Mamy taki swój polski eklektyzm, który może i nie doczekał się jeszcze hasztagu, może nie doczekał się chwały na nowojorskich portalach, ma on jednak swój ckliwy, niedoceniony urok. Nawet jeśli widzimy go tylko my sami.



Do następnego :-)

Wpis powstał we współpracy z Empik Foto.

Publikowanie komentarza

9 Komentarze

  1. Świetny tekst! Coś w tym jest, przynajmniej będąc w odwiedzinach u rodziców i wszelkich ciotek i babć - ze rówieśniczymi znajomimi już różnie, ale często też się tak to kończy! Ja się przyznaję bez bicia - mam za dużo sentymentalnych przedmiotów, których zdecydowanie nie mam zamiaru się pozbyć, a i znoszę sobie nowe ;)

    PS. widzę kto mi zgarnął z olx te dwie zielono-złote szklaneczki za psi piniądz! Moja nauczka, żeby nie kolekcjonować sekcji "ulubione", chyba pandemia się kończy i można myśleć o kupowaniu, bo mi wszystko uleci :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no coś Ty! Ja kupiłam naczynie do ikebany, a je dostałam w gratisie :-D Ale to są bardziej kielonki niż szklanki, malutkie takie. Ja już dawno nabywam z olxa, oczywiście z zachowaniem ostrożności- ostatnio wkładałam pani dwie dychy do siatki, a ona stawiała rzecz na ziemi i dopiero stamtąd ją brałam haha :-))

      Usuń
  2. Widziałam na Pintereście Twoje zdjęcie biblioteczki kaszubskiej w pięknym szałwiowym kolorze i pomyślałam; oho u Pauliny znów coś nowego
    Tekst zarąbisty i do bólu prawdziwy, w zasadzie pomyśl na tym hasztagiem, bo to bardzo dobry pomysł.
    No i super sprawa z plakatami, z empiku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Renata :-* Noo, biblioteczka zrobiła tam jakiś szał dziki.

      Usuń
  3. Super wpis, a ten napis to sobie genialny strzeliłaś- czekam teraz na takie u innych :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Paulino, Twoje spostrzeżenia są takie trafne! Faktycznie tak jest, masz rację! :) od razu przed oczami stanęły mi mieszkania ciotek, wujków, dziadków, itp. i tak się ciepło na sercu zrobiło. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ty byś chciała, żeby ktoś rzucił Włocławkiem i to w Ciebie, a Ty będziesz łapać. Powiem tak: # stworzyłaś sama #polskieklektyzm ;) A co do koca z tygrysem - w moim domu nie było. Uwaga - rzucam Włocławkiem. :D

    OdpowiedzUsuń