Polska prasa papierowa, którą faktycznie kupuję oraz dlaczego nie ma wśród nich pism o modzie.

5/12/2020


Prasa przeżywa trudne chwile i nie ma się czemu dziwić- wszystko już dawno przeniosło się do Internetu. Numer tworzony tygodniami daje półgodzinną rozrywkę. Ile można scrollować sieć, ile znaleźć tam treści, ile inspiracji, ile zdjęć w ciągu pół godziny, wie ten, kto potem widzi dużo czarnych kropek i najpierw panikuje, że to znowu ziemiórki, a to po prostu za dużo godzin przed komputerem.

Tak, w Internecie jest wszystko, a kto zawędrował w odmęty darknetu, ten wie, że w Internecie jest również dużo szitu i odsianie ziarna od plew zajmuje jeszcze więcej czasu. Ostatnimi czasy ograniczam siedzenie w Internecie, szczególnie wieczorami, ponieważ zdarzało mi się gapić zupełnie bez sensu naprawdę długo i dopiero pod koniec pizzy przypominałam sobie, że już wiem, co chciałam sprawdzić, miałam zobaczyć tylko pogodę na jutro. Internet skutkuje przebodźcowaniem zwojów oraz przekrwieniem oczu, ja jeszcze pracuję zdalnie, więc po pięciu spotkaniach na zoomie już sam widok znaczka YT budzi we mnie widoczną na pierwszy rzut oka odrazę. Dlatego wciąż kupuję prasę, wciąż kupuję książki i raczej nie pozbędę się miłości do zwykłego papieru, choć nie powiem, czasy mnie zepsuły i to wszystko uprawiam zdecydowanie zbyt rzadko.

Prasa dziś słabo się sprzedaje, o czym świadczą kolejne zamykane tytuły, łączone numery i cięcia w wydawniczych kadrach. Przygotowanie numeru to góra pracy, która pochłania masę forsy i energii, natomiast otrzymujemy finalny produkt, który można przejrzeć przez dwadzieścia minut i rzucić gdzieś pod stół. Dzieje się tak dlatego, ponieważ potrzebujemy dziś więcej i szybciej. Nikt dziś na nic nie czeka. Nie czeka, aż wróci pani Basia z macierzyńskiego i obetnie grzywkę. Fryzjerów jak grzyb(k)ów. Nikt nie czeka na ulubiony numer, ponieważ wszystko wcześniej jest w sieci. Według rankingów również nikt nie czyta, nawet blogów podobno też nie, bowiem nikt nie potrafi się już skupić na jakimkolwiek tekście dłużej niż pięć minut, nastało tylko skanowanie wzrokiem, lepiej, jak ktoś mówi do nas i nie za długo, więc YouTube odpalił się jak rakieta i vlogerzy zaczęli kupować Mercedesy po pół roku prowadzenia kanału o niczym. Do tego powstało wiele wirtualnych magazynów. Wybawieniem dla prasy okazały się numery online, które można sobie pobrać na tablet i ja sama chętnie z nich korzystam, dzięki czemu papierowe wydania jeszcze mogą się tworzyć.

Jeszcze do niedawna wprost obrastałam w makulaturę, kupowałam wszystko, jak leci. Ta gazetowa mania z pewnością została mi po nastoletnich czasach, kiedy nie było jeszcze Internetu i faktycznie czekało się na nowe 'Bravo Girl', żeby zobaczyć, co się w ogóle teraz nosi i dlaczego akurat tyle jeansu naraz. Potem jednak zaczęłam kolekcjonować rośliny, kolejne meble stawały się tylko następnym kwietnikiem i miejsca na magazyny nie starczyło. Potem zaczęłam się zastanawiać, po co w ogóle mi tyle tego i z kilkunastu tytułów zredukowałam się czytelniczo do zaledwie trzech kupowanych regularnie. Jest kilka, które zdarza mi się przejrzeć od czasu do czasu oraz może dwa, których wprawdzie nie kupuję papierowo, ale czytam online. Natomiast trzem jestem wierna i bardzo bym nie chciała, żeby dotknęła je syfiasta ręka pandemii, więc piszę o nich dziś w samych superlatywach i zupełnie za darmo.

&LIVING/LABEL MAGAZINE


'&Living' to specjalny album wydawany przez 'Label Magazine'. Na '&Living' czekam jak na czekoladę po obiedzie. Kolekcjonuję niezbyt długo, gdyż i niezbyt długo jest na rynku, ale cóż to jest za wydawnictwo! Doskonałe, prawdziwy raj dla fanatyków. Jeden numer można oglądać w kółko, w dodatku okładki są tak piękne, niezmącone milionem tytułów i tytulików, dlatego mogą sobie leżeć na stoliku kawowym nawet zmaltretowane i przejrzane wzdłuż i wszerz. Dobór wnętrz do tematycznych numerów jest perfekcyjny, nieoczywisty. Papier jest gruby i matowy, nie są to zdjęcia niczym płaska makieta, do których obowiązkowo kawka, kwiatek i torcik bezowy (przepraszam, musiałam to powiedzieć). Miałam przyjemność wystąpić w ostatnim numerze 'Słoneczny eklektyzm' i to była fantastyczna współpraca. Numer tworzą pasjonaci, naprawdę znający się na robocie. To dobrze wydana kasa, zapewniam. Jeśli nigdy nie mieliście z nim do czynienia, polecam przejrzeć SKLEP. Jeśli zaś chodzi o 'Label', to nabywam wybiórczo i też miód na me zjechane przez Internet serce.




KUKBUK


Powiem szczerze, że niespecjalnie zauważałam kiedyś ten magazyn, sądziłam, że on taki tylko o jedzeniu i w ogóle, drogi, meh, nie dla mnie. O jakam gupia była! To wydawnictwo to moje odkrycie od zeszłego roku, kiedy to nabyłam numer świąteczny i przepadłam. Totalnie nie doceniłam. Klasa przez duże ka. Jakiż dopracowany. Poziom tego tytułu jest nawet wyższy niż wody w mojej wannie, kiedy do niej wejdę. Dużo tekstów, dużo przepięknych, naprawę kreatywnych zdjęć, choć mogłoby się wydawać, że zdjęcia z jedzeniem już nie mogą zaskoczyć. A, no i nie jest tylko o żarciu! Jak mi się wydawało. Są odwiedziny w domach i pracowniach, są różne lajfstajlowe rzeczy. No przegląd jednego numeru to z pewnością nie dwadzieścia minut. Powyżej widzicie nowy numer specjalnego wydania 'Podróże i Dizajn', na który właśnie czekam. No chyba okładka mówi sama za siebie, co nie? A, no i można nabyć online TUTAJ.




ELLE DECORATION POLSKA


Znamy, znamy. Wszyscy znamy. Ale z tymi tytułami, które są długo na rynku, bywa tak, że nie zmieniają się, nie odświeżają. 'Elle Decoration' do nich nie należy. Od kilku miesięcy format tego magazynu sporo się zmienił. Ma nowy layout, super oryginalne okładki, jest nieco mniejszy, ale grubszy i jest w nim mnóstwo rzeczy ze świata dizajnu. To nie jest tylko reklama biur architektonicznych, jak u niektórych, tylko rzetelnie przygotowany magazyn dla miłośników urządzania, który nadal potrafi zaskoczyć. Mam kilka kopców tego magazynu i nadal oglądam stare numery sprzed trzech lat. Tak samo ładnie odświeżyło się 'Elle' modowe, którego wprawdzie nie kupuję, ale przejrzałam raz u mamy i naprawdę zmieniło się na lepsze. Co się dzieje w 'Elle Decoration', możecie przejrzeć TUTAJ.


Tak, kompletnie nie kupuję żadnych pism modowych, a to dlatego, że kompletnie nie kupuję nowych ubrań. Jestem w tej kwestii kompletną ignorantką, jest mi trochę wszystko jedno, czy moja spódnica na gumce jest w trendach. Mam swoje ulubione rzeczy, kupuję ubrania w lumpeksach i w tym względzie nie kierowała mną ekologia, choć dobrze, że akurat tak wyszło. Po prostu używane rzeczy płyną w moich żyłach, moim ulubionym sportem jest grzebalnictwo. Czuję się teraz jak Andrea z 'Diabeł ubiera się u Prady' z tym swoim niebieskim niemodnym swetrem, mówiąca Mirandzie, że nie odróżnia turkusu od modrego. Ale ja się tak właśnie czuję. Wiem, że moda to ogromny przemysł, który ma wpływ także na wnętrza, ale do tego wystarcza mi przegląd Internetu od czasu do czasu. Mam też wrażenie, że w dobie social mediów to zwykli ludzie trochę dyktują trendy, a projektanci przekładają to na swój język. W każdym bądź razie, do mody wystarcza mi Instagram oraz kilka ulubionych lumpeksów na Vinted.

***

Ciekawa jestem, czy kupujecie gazety i jeśli tak, to jakie.
Do następnego!

A to widziałeś?

8 Comments

  1. Kupuję wydania papierowe, zdecydowanie bardziej je lubię niż online. Jestem tak przesiąknięta internetem, żę gdy widzę jakieś fajne zdjęcie chcę mu dać like;a albo zapisać. A co gorsza łapię się na tym, że chciałabym je powiększyć, aby zobaczyć jakiś szczegół.

    Zdecydowanie label i &living, ale z okazji mojego powrotu do natury i wsiowej stylistyki z przyjemnością oglądam inspiracje obu werdand oraz koniecznie ogrodowy Gardeners" World. Elle D. jakoś rzadziej kupuję. Kiedyś ganiałąm za francuskim Art Decoration.
    Kuk buk to rzeczywiście klasa, Nie wiem czy nadal pojawia się magazyn Usta, też był całkiem spoko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, USTA pamiętam, nie wiem, czy to jeszcze jest, ale z tego rodzaju prasy bardziej podszedł mi jednak KUK.

      Usuń
  2. Bardzo przyjemnie się Ciebie czyta

    OdpowiedzUsuń
  3. Stale pomniejszające się półki sklepów z prasą uświadamia mi, że wydawcy nie mają pomysłu na przetrwanie. Ratują się tylko ci, którzy go wydań papierowych dorzucają jakieś dodatki. Tylko czy czytelnicy nie kupują wtedy prasy nie dla prasy, a dla samych dodatków?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No na pewno coś w tym jest, dodatki zwiększają sprzedaż bez dwóch zdań. Sama co roku kupuję jakiś magazyn dla kalendarza na nowy rok -))

      Usuń
  4. A ja polecam Kraft, dużo ciekawych, wartościowych artykułów w tematyce less/zero waste, piękne zdjęcia, matowy, ekologiczny papier...czego chcieć więcej ;)

    OdpowiedzUsuń

Na blogu działa spamowstrzymywacz - linki do sklepów i usług nie będą publikowane.